Wielkiej emigracji zarobkowej do Niemiec nie widać
10.06.2011
, aktualizacja: 09.06.2011 18:15
Minął ponad miesiąc od otwarcia przez Niemcy i Austrię rynku pracy. - Wielkich wyjazdów na razie nie ma - twierdzi dyrektor wojewódzkiego urzędu pracy. Tym bardziej że za naszą zachodnią granicą poszukiwani są przede wszystkim fachowcy ze znajomością języka
ZOBACZ TAKŻE
- Opolanie wyruszyli w podróż po Indiach (15-07-11, 16:49)
- Nie pojechaliśmy do Niemiec za pracą. Nie opłaca się? (02-05-12, 11:00)
- Badanie ING: Polacy nie chcą wracać z emigracji (31-08-11, 17:21)
- Holandia hitem emigracji, 170 tys. Polaków już tam pracuje (15-06-11, 06:34)
1 maja Niemcy i Austriacy otworzyli rynek pracy. Zdaniem ekspertów wyjechać do pracy może nawet kilkaset tysięcy Polaków. - Z danych, jakie posiadamy z powiatowych urzędów pracy, nie wynika, by miała miejsce jakaś fala wyjazdów - mówi jednak Jacek Suski, dyrektor WUP.
Bezrobocie na Opolszczyźnie w maju spadło o 2260 osób, do poziomu 47 072. - To duży spadek, ale nie wiązałbym go z wyjazdami za granicę. W analogicznym okresie w roku ubiegłym mieliśmy dokładnie tyle samo bezrobotnych - podkreśla Suski.
W zeszłym roku spadek ten jednak wynikał w dużej mierze z pompowaniu milionów złotych w tzw. aktywizację bezrobotnych. Wysyłając na staże, prace interwencyjne, wykreślano ich z rejestru i bezrobocie statystycznie malało. Teraz pieniędzy na te akcje nie ma i przez to rynek pracy bardziej odpowiada rzeczywistości.
Suski tłumaczy jednak spadek bezrobocia nie tyle wyjazdami, co dużą liczbą ofert pracy.
Opolanie nie wyjeżdżają, bo Niemcy i Austriacy szukają fachowców ze znajomością języka. Bartosz Dziadek z niemieckiej firmy alpha Personal-Service szuka 200 specjalistów: pielęgniarek, lekarzy, inżynierów. - Właściwie dotychczas, dokładnie 2 maja, zatrudniliśmy jedną osobę. Codziennie otrzymuję po 20 CV. Jednak albo osoby te nie mają wymaganych kwalifikacji, albo nie znają języka. Potrzebujemy specjalistów, a zgłaszają się ludzie, którzy piszą, że chcą jakiejkolwiek pracy - wyjaśnia Dziadek. Firma prowadzi jednak kursy językowe dla prawie stu pielęgniarek w pięciu miastach w Polsce, mają one wyjechać do pracy w Niemczech. - Bez znajomości niemieckiego na pracę nie ma szans - podkreśla.
Potwierdza to Katarzyna Szajca z Agencji Pracy "Club Silesius". - Mamy dużo chętnych do wyjazdów, niestety, około 90 proc. osób odpada właśnie ze względu na brak znajomości języka. W maju wysłaliśmy do pracy ok. 25 osób, praktycznie tyle sam co w kwietniu, gdy rynek niemiecki dla Polaków był jeszcze zamknięty.
Prezes Opolskiej Izby Gospodarczej Janusz Granat twierdzi, że przedsiębiorcy nie zgłaszają problemu wyjazdu fachowców za granicę. - Było wiele szumu, a nic wielkiego się nie dzieje - podkreśla.
Marszałek Józef Sebesta uważa, że dopiero za dwa-trzy miesiące będzie można wyciągać jakieś daleko idące wnioski: - Nie spodziewałem się jakiejś wielkiej fali wyjazdów, i to się na razie potwierdza. Moim zdaniem bezrobocie na Opolszczyźnie jest nawet niższe od tego podawanego przez urzędy pracy.
Zdaniem dra Witolda Potwory z Wyższej Szkoły Zarządzania i Administracji w Opolu do Niemiec nie wyjedzie wielu Polaków. - Ci najbardziej zdesperowani, przedsiębiorczy już wyjechali do Anglii czy Irlandii. Nie czekali na otwarcie rynku niemieckiego. Jeśli więc wielkiego tąpnięcia w naszej gospodarce nie będzie, to Polacy nie ruszą masowo do Niemiec. Zresztą pamiętajmy także o tym, że nasza gospodarka jest powiązana ściśle z niemiecką. Jeśli u nich jest dobra koniunktura, to przekłada się to na naszą, a wtedy nie trzeba stąd wyjeżdżać - tłumaczy.
Potwierdza, że Niemcy chcą fachowców, a ci w Polsce, choć zarabiają nie tyle, co mogliby w Niemczech, to jednak zostają, bo dysproporcje są coraz mniejsze.
Witold Potwora uważa, że jedyny początkowy wzrost liczby Polaków pracujących w Niemczech będzie się wiązał z zalegalizowaniem przez nich pracy. - Przecież nie od dziś wiadomo, że spora grupa naszych rodaków pracuje tam na czarno - wyjaśnia.
Dr Tomasz Grzyb ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej we Wrocławiu także nie spodziewa się exodusu do Niemiec. - Ci, co wrócili z Anglii czy Irlandii, przekazali już swoim znajomym, że obczyzna to niełatwy kawałek chleba. Jeszcze w latach 90. Europa Zachodnia jawiła się dla Polaków jako raj. Teraz różnice się zacierają. Osoby, które w Polsce mają już jakąś pozycję zawodową, nie zawsze chcą ryzykować wyjazd. Tym bardziej że gdy ma się rodzinę, nie można długo żyć w rozkroku, czyli pracować w Niemczech, a rodzinę zostawić w Polsce.
Zdaniem Suskiego większych wyjazdów można spodziewać się po zakończeniu roku szkolnego, gdy część absolwentów może szukać pracy za granicą.
Bezrobocie na Opolszczyźnie w maju spadło o 2260 osób, do poziomu 47 072. - To duży spadek, ale nie wiązałbym go z wyjazdami za granicę. W analogicznym okresie w roku ubiegłym mieliśmy dokładnie tyle samo bezrobotnych - podkreśla Suski.
W zeszłym roku spadek ten jednak wynikał w dużej mierze z pompowaniu milionów złotych w tzw. aktywizację bezrobotnych. Wysyłając na staże, prace interwencyjne, wykreślano ich z rejestru i bezrobocie statystycznie malało. Teraz pieniędzy na te akcje nie ma i przez to rynek pracy bardziej odpowiada rzeczywistości.
Suski tłumaczy jednak spadek bezrobocia nie tyle wyjazdami, co dużą liczbą ofert pracy.
Opolanie nie wyjeżdżają, bo Niemcy i Austriacy szukają fachowców ze znajomością języka. Bartosz Dziadek z niemieckiej firmy alpha Personal-Service szuka 200 specjalistów: pielęgniarek, lekarzy, inżynierów. - Właściwie dotychczas, dokładnie 2 maja, zatrudniliśmy jedną osobę. Codziennie otrzymuję po 20 CV. Jednak albo osoby te nie mają wymaganych kwalifikacji, albo nie znają języka. Potrzebujemy specjalistów, a zgłaszają się ludzie, którzy piszą, że chcą jakiejkolwiek pracy - wyjaśnia Dziadek. Firma prowadzi jednak kursy językowe dla prawie stu pielęgniarek w pięciu miastach w Polsce, mają one wyjechać do pracy w Niemczech. - Bez znajomości niemieckiego na pracę nie ma szans - podkreśla.
Potwierdza to Katarzyna Szajca z Agencji Pracy "Club Silesius". - Mamy dużo chętnych do wyjazdów, niestety, około 90 proc. osób odpada właśnie ze względu na brak znajomości języka. W maju wysłaliśmy do pracy ok. 25 osób, praktycznie tyle sam co w kwietniu, gdy rynek niemiecki dla Polaków był jeszcze zamknięty.
Prezes Opolskiej Izby Gospodarczej Janusz Granat twierdzi, że przedsiębiorcy nie zgłaszają problemu wyjazdu fachowców za granicę. - Było wiele szumu, a nic wielkiego się nie dzieje - podkreśla.
Marszałek Józef Sebesta uważa, że dopiero za dwa-trzy miesiące będzie można wyciągać jakieś daleko idące wnioski: - Nie spodziewałem się jakiejś wielkiej fali wyjazdów, i to się na razie potwierdza. Moim zdaniem bezrobocie na Opolszczyźnie jest nawet niższe od tego podawanego przez urzędy pracy.
Zdaniem dra Witolda Potwory z Wyższej Szkoły Zarządzania i Administracji w Opolu do Niemiec nie wyjedzie wielu Polaków. - Ci najbardziej zdesperowani, przedsiębiorczy już wyjechali do Anglii czy Irlandii. Nie czekali na otwarcie rynku niemieckiego. Jeśli więc wielkiego tąpnięcia w naszej gospodarce nie będzie, to Polacy nie ruszą masowo do Niemiec. Zresztą pamiętajmy także o tym, że nasza gospodarka jest powiązana ściśle z niemiecką. Jeśli u nich jest dobra koniunktura, to przekłada się to na naszą, a wtedy nie trzeba stąd wyjeżdżać - tłumaczy.
Potwierdza, że Niemcy chcą fachowców, a ci w Polsce, choć zarabiają nie tyle, co mogliby w Niemczech, to jednak zostają, bo dysproporcje są coraz mniejsze.
Witold Potwora uważa, że jedyny początkowy wzrost liczby Polaków pracujących w Niemczech będzie się wiązał z zalegalizowaniem przez nich pracy. - Przecież nie od dziś wiadomo, że spora grupa naszych rodaków pracuje tam na czarno - wyjaśnia.
Dr Tomasz Grzyb ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej we Wrocławiu także nie spodziewa się exodusu do Niemiec. - Ci, co wrócili z Anglii czy Irlandii, przekazali już swoim znajomym, że obczyzna to niełatwy kawałek chleba. Jeszcze w latach 90. Europa Zachodnia jawiła się dla Polaków jako raj. Teraz różnice się zacierają. Osoby, które w Polsce mają już jakąś pozycję zawodową, nie zawsze chcą ryzykować wyjazd. Tym bardziej że gdy ma się rodzinę, nie można długo żyć w rozkroku, czyli pracować w Niemczech, a rodzinę zostawić w Polsce.
Zdaniem Suskiego większych wyjazdów można spodziewać się po zakończeniu roku szkolnego, gdy część absolwentów może szukać pracy za granicą.
- 26 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
Re: Wielkiej emigracji zarobkowej do Niemiec nie
kotek.filemon
10.06.11, 12:54
Wielkiej emigracji nie widać a artykuł z oddziału Opole, LOL.No ludzie, kto z opolskiego miał wyjechać, zrobił to już dawno, najczęściej na drugim paszporcie.»
-
Wielkiej emigracji zarobkowej do Niemiec nie widać
walrus1
10.06.11, 12:55
w opolskim nie bedzie zadnyh zmian bo ci co mogli w niemczech pracowac to jut od lat czynia-przez posiadania np 2.obwatelstwa, jakis dziwny ten artykol :)»





