Koniec zadłużania= koniec rozwoju? [ ROZMOWA Z PREZYDENTEM OPOLA]
01.05.2011
, aktualizacja: 01.05.2011 18:08
Jeśli samorządy będą musiały ograniczać deficyt, to będą rezygnowały z zaplanowanych inwestycji. Tak będzie też w Opolu
ZOBACZ TAKŻE
- Zembaczyński do PiS: szkoda waszego czasu na dyskusje (28-04-11, 19:10)
- Zembaczyński o superfontannie: nie zawsze spełniają się marzenia (01-04-11, 10:00)
Minister finansów chce powstrzymać tempo zadłużania się samorządów, by tym samym zmniejszyć zadłużenie państwa. Padła zatem propozycja, aby deficyt gmin, powiatów i województw w 2012 r. nie mógł przekraczać 4 proc. ich dochodów, a w kolejnych latach ten limit miałby zmaleć aż do 1 proc. w 2015 r.
Arkadiusz Kuglarz: Co dla budżetu miasta Opola oznacza ograniczenie deficytu do 4 proc. dochodów w roku 2012? Ryszard Zembaczyński: Szacunki tych restrykcji w 2012 roku oznaczają o około 15-20 mln zł mniejsze wydatki na inwestycje, obecnie to 170-180 mln zł. Z naszej analizy wynika, że inwestycje zapisane w Wieloletnim Planie Inwestycyjnym będą realizowane. Jednak zostaną ograniczone niemalże do zera inwestycje jednoroczne. Na pewno nie będziemy przerywać już realizowanych projektów, bo to wiązałoby się z dużymi kosztami związanymi z karami. Co gorsza, rok 2012 to dopiero początek ograniczeń, potem schodzimy aż do 1 proc. To oznacza spadek inwestycji ze 180 mln zł do 120. Będzie to widoczne i odczuwalne dla gospodarki regionu, ale i kraju. Bo to inwestycje samorządowe napędzają gospodarkę. Jeśli się je ograniczy, to odczują to wszyscy. Samorządy będą cięły głównie inwestycje. Są może inne sposoby na ograniczanie deficytu? Oszczędzanie na remontach, mediach czy pensjach urzędników? - To populizm. Nie będą to oszczędności, jakich potrzebujemy, zresztą od dawna oszczędzamy. Samorządy przygotowały Wieloletnie Plany Inwestycyjne, Rozwoju, pod to robiono montaże finansowe. Teraz to wszystko stanie pod znakiem zapytania. - Ustawa o finansach publicznych wręcz zobowiązuje nas do wieloletniego planowania. Opole ma opracowany wieloletni plan zobowiązań aż do 2034 roku. Teraz to wszystko zostanie skorygowane. Katastrofy w Opolu nie będzie. Nie jesteśmy mocno zadłużeni, podobnie nasze spółki komunalne, a budżet mamy w miarę zrównoważony. Ograniczanie deficytu może spowodować problemy z tzw. wkładem własnym w staraniu się o pieniądze unijne? - Tak. Kłopotem może być wygospodarowanie pieniędzy, by mieć podstawy do starania się o środki z UE. Przecież samorządy zadłużały się w ostatnich latach właśnie ze względu na dużą liczbę inwestycji wspartych środkami unijnymi. To było w większości rozsądne i uzasadnione. Wykładając na inwestycję złotówkę, otrzymywałeś kilka z UE. Ale minister Rostowski też ma swoje argumenty. Niektóre samorządy zadłużały się ponad miarę. - Pieniądze z UE miały iść na poprawę naszej koniunktury transportowej, poprawę jakości wody, kanalizację. Teraz jednak powstaje coraz więcej dużych inwestycji, które nie generują zysku, lecz jedynie koszty. Część miast, i to nie tylko tych największych, prześciga się w tym, kto wybuduje większy stadion, kolejną arenę. Na początku roku weszło rozporządzenie nakazujące wliczanie do zadłużenia różnego typu umowy, np. o partnerstwie publiczno-prywatnym. Część samorządowców to krytykuje. - Nie można ukrywać, że projekty publiczno-prywatne generują zobowiązania. Mniejsze, niż gdyby były to inwestycje, projekty komunalne, ale jednak są. Tu minister Rostowski ma rację. Jednak długi samorządów to zaledwie ułamek długu, który ciąży na budżecie państwa. - To prawda i dlatego liczę, że minister w reformowaniu finansów nie poprzestanie na samorządach, ale że plan będzie szerszy. W przeciwnym razie ograniczenia nałożone na samorząd niewiele przyniosą w skali budżetu państwa. Mam nadzieję, że plan Rostowskiego odniesie podobny skutek do działań Leszka Balcerowicza, który mocnymi i trudnymi do zaakceptowania posunięciami odniósł sukces.
Arkadiusz Kuglarz: Co dla budżetu miasta Opola oznacza ograniczenie deficytu do 4 proc. dochodów w roku 2012? Ryszard Zembaczyński: Szacunki tych restrykcji w 2012 roku oznaczają o około 15-20 mln zł mniejsze wydatki na inwestycje, obecnie to 170-180 mln zł. Z naszej analizy wynika, że inwestycje zapisane w Wieloletnim Planie Inwestycyjnym będą realizowane. Jednak zostaną ograniczone niemalże do zera inwestycje jednoroczne. Na pewno nie będziemy przerywać już realizowanych projektów, bo to wiązałoby się z dużymi kosztami związanymi z karami. Co gorsza, rok 2012 to dopiero początek ograniczeń, potem schodzimy aż do 1 proc. To oznacza spadek inwestycji ze 180 mln zł do 120. Będzie to widoczne i odczuwalne dla gospodarki regionu, ale i kraju. Bo to inwestycje samorządowe napędzają gospodarkę. Jeśli się je ograniczy, to odczują to wszyscy. Samorządy będą cięły głównie inwestycje. Są może inne sposoby na ograniczanie deficytu? Oszczędzanie na remontach, mediach czy pensjach urzędników? - To populizm. Nie będą to oszczędności, jakich potrzebujemy, zresztą od dawna oszczędzamy. Samorządy przygotowały Wieloletnie Plany Inwestycyjne, Rozwoju, pod to robiono montaże finansowe. Teraz to wszystko stanie pod znakiem zapytania. - Ustawa o finansach publicznych wręcz zobowiązuje nas do wieloletniego planowania. Opole ma opracowany wieloletni plan zobowiązań aż do 2034 roku. Teraz to wszystko zostanie skorygowane. Katastrofy w Opolu nie będzie. Nie jesteśmy mocno zadłużeni, podobnie nasze spółki komunalne, a budżet mamy w miarę zrównoważony. Ograniczanie deficytu może spowodować problemy z tzw. wkładem własnym w staraniu się o pieniądze unijne? - Tak. Kłopotem może być wygospodarowanie pieniędzy, by mieć podstawy do starania się o środki z UE. Przecież samorządy zadłużały się w ostatnich latach właśnie ze względu na dużą liczbę inwestycji wspartych środkami unijnymi. To było w większości rozsądne i uzasadnione. Wykładając na inwestycję złotówkę, otrzymywałeś kilka z UE. Ale minister Rostowski też ma swoje argumenty. Niektóre samorządy zadłużały się ponad miarę. - Pieniądze z UE miały iść na poprawę naszej koniunktury transportowej, poprawę jakości wody, kanalizację. Teraz jednak powstaje coraz więcej dużych inwestycji, które nie generują zysku, lecz jedynie koszty. Część miast, i to nie tylko tych największych, prześciga się w tym, kto wybuduje większy stadion, kolejną arenę. Na początku roku weszło rozporządzenie nakazujące wliczanie do zadłużenia różnego typu umowy, np. o partnerstwie publiczno-prywatnym. Część samorządowców to krytykuje. - Nie można ukrywać, że projekty publiczno-prywatne generują zobowiązania. Mniejsze, niż gdyby były to inwestycje, projekty komunalne, ale jednak są. Tu minister Rostowski ma rację. Jednak długi samorządów to zaledwie ułamek długu, który ciąży na budżecie państwa. - To prawda i dlatego liczę, że minister w reformowaniu finansów nie poprzestanie na samorządach, ale że plan będzie szerszy. W przeciwnym razie ograniczenia nałożone na samorząd niewiele przyniosą w skali budżetu państwa. Mam nadzieję, że plan Rostowskiego odniesie podobny skutek do działań Leszka Balcerowicza, który mocnymi i trudnymi do zaakceptowania posunięciami odniósł sukces.
- 8 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
oczywiście będzie też mniej urzędników
jkredman
02.05.11, 09:51
bo mniej inwestycji wymaga mniejszej ilości "nadzorców"»





