Minister finansów sparaliżuje opolskie samorządy?
28.04.2011
, aktualizacja: 28.04.2011 09:52
Opolskie samorządy drżą na myśl wprowadzenia przez Ministerstwo Finansów ograniczenia zadłużania się. - Nie będziemy mieli pieniędzy na inwestycje, czekają nas podwyżki podatków i duże cięcia - ostrzegają.
ZOBACZ TAKŻE
- Komentarz ekonomisty (28-04-11, 09:00)
Minister finansów chce powstrzymać tempo zadłużania się samorządów, by tym samym zmniejszyć zadłużenie państwa. Padła zatem propozycja, aby deficyt gmin, powiatów i województw w 2012 r. nie mógł przekraczać 4 proc. ich dochodów, a w kolejnych latach ten limit miałby zmaleć do 1 proc. w 2015 r.
Dotychczas samorządy swój deficyt, czyli różnicę między dochodami a wydatkami; pokrywały kredytami, pożyczkami, obligacjami. Robiły to, aby móc inwestować i sięgać po pieniądze unijne, bo do tego potrzebny był wkład własny - minimum 15 proc. Niestety, kolejne lata deficytu powodowały, że rósł dług. Co gorsza, w czasie, gdy samorządy miały do pozyskania duże pieniądze z UE, przyszedł kryzys, a z nim spadek dochodów, który pokrywano kolejnymi pożyczkami i kredytami.
Skarbnik województwa Tadeusz Troszyński zgadza się z założeniem ministerstwa, że trzeba ograniczać zadłużenie państwa. Ale co do sposobu i tempa jego ograniczania ma już zastrzeżenia. - Schodzenie do 4 proc. deficytu, i to w tak krótkim czasie, mając w perspektywie dążenie do 1 proc. już w roku 2015, jest trudne do zrealizowania - mówi. Ale nie twierdzi, że niemożliwe.
Tegoroczny planowany deficyt samorządu województwa to 6,3 proc., ale zadłużenie sięga ponad 52 proc., a w 2013 ma wynieść już 59,8 proc. By zejść do 4 proc. deficytu w 2012 roku, samorząd musiałby zaoszczędzić około 10 mln zł. Wyjścia są dwa: zwiększyć dochody bądź ciąć wydatki. Jeśli chodzi o dochody, to niektóre samorządy nie są w stanie dojść do stanu sprzed kryzysu, dla przykładu samorząd województwa z dochodów z podatku z CIT ze 100 mln zł ma teraz zaplanowane 84 mln zł. Dlatego raczej samorządy będą musiały ciąć wydatki i oszczędzać. Na czym? Na inwestycjach, remontach, jednostkach podległych samorządom.
- Tu decyzje należą do władz, to one będą musiały zadecydować, komu zabiorą pieniądze, czy oszczędzać na filharmonii, teatrze, czy klubach sportowych. Co gorsza, pamiętajmy, że mamy inflację, a to tylko spotęguje trudną sytuację. Na pewno spowolni tempo inwestycji, które będą rozkładane teraz na lata - uważa Troszyński.
Planowany deficyt Opola na ten rok wynosi 15 proc., choć w ratuszu liczą, że rzeczywisty okaże się dużo niższy. - Tak było w roku poprzednim, gdy planowaliśmy go także na poziomie ponad 17 proc., a w rzeczywistości było to 5,2 proc. - zauważa Mirosław Pietrucha, rzecznik prezydenta Opola.
Co oznacza dla Opola wprowadzenie w życie pomysłów ministra Rostowskiego? - Z planu inwestycyjnego co roku będziemy musieli wykreślić inwestycje na mniej więcej 20 mln zł. To dużo. Jakie to będą inwestycje, będziemy zastanawiać się, gdy rozporządzenie zacznie obowiązywać - mówi Pietrucha. Obecnie zadłużenie Opola wynosi 39,6 proc. - Kłopotem będzie także wygospodarowanie pieniędzy na wkład, by starać się o środki unijne - zapowiada rzecznik.
Burmistrz Brzegu Wojciech Huczyński ma budżet blisko 100 mln zł i 15-proc. deficyt. - Wyjścia są dwa: albo podnosimy podatki, albo oszczędzamy. Choć jest jeszcze gorszy scenariusz, że obie rzeczy naraz. Na czym można oszczędzać? Na sprzątaniu miasta, na oświetleniu ulic? Nie wiem. Będziemy musieli oszczędzać, by mieć wkład własny i starać się o kolejne środki unijne - alarmuje Huczyński.
Samorządowcy nie chcą na razie mówić, na czym będą oszczędzać. Liczą bowiem na to, że silny ich opór przeciwko pomysłowi ministra finansów okaże się skuteczny.
Samorządowcy przekonują, że ponad 94 proc. długu publicznego (670 mld zł) to dług rządowy. Tylko za niespełna 6 proc. odpowiadają samorządy. Budżet państwa przeznacza na inwestycje 5 proc., a gminy inwestują prawie co czwartą złotówkę.
Minister finansów zmaga się z szybko rosnącym zadłużeniem państwa. Istnieje obawa, że dług przekroczy granicę 55 proc. PKB (oznaczałoby to konieczność przeprowadzenia drastycznych cięć wydatków budżetu i podwyżek podatków). Minister zapowiada, że projekt przepisów wprowadzających ograniczenia dla samorządów ma być gotowy do końca kwietnia.
Dotychczas samorządy swój deficyt, czyli różnicę między dochodami a wydatkami; pokrywały kredytami, pożyczkami, obligacjami. Robiły to, aby móc inwestować i sięgać po pieniądze unijne, bo do tego potrzebny był wkład własny - minimum 15 proc. Niestety, kolejne lata deficytu powodowały, że rósł dług. Co gorsza, w czasie, gdy samorządy miały do pozyskania duże pieniądze z UE, przyszedł kryzys, a z nim spadek dochodów, który pokrywano kolejnymi pożyczkami i kredytami.
Skarbnik województwa Tadeusz Troszyński zgadza się z założeniem ministerstwa, że trzeba ograniczać zadłużenie państwa. Ale co do sposobu i tempa jego ograniczania ma już zastrzeżenia. - Schodzenie do 4 proc. deficytu, i to w tak krótkim czasie, mając w perspektywie dążenie do 1 proc. już w roku 2015, jest trudne do zrealizowania - mówi. Ale nie twierdzi, że niemożliwe.
Tegoroczny planowany deficyt samorządu województwa to 6,3 proc., ale zadłużenie sięga ponad 52 proc., a w 2013 ma wynieść już 59,8 proc. By zejść do 4 proc. deficytu w 2012 roku, samorząd musiałby zaoszczędzić około 10 mln zł. Wyjścia są dwa: zwiększyć dochody bądź ciąć wydatki. Jeśli chodzi o dochody, to niektóre samorządy nie są w stanie dojść do stanu sprzed kryzysu, dla przykładu samorząd województwa z dochodów z podatku z CIT ze 100 mln zł ma teraz zaplanowane 84 mln zł. Dlatego raczej samorządy będą musiały ciąć wydatki i oszczędzać. Na czym? Na inwestycjach, remontach, jednostkach podległych samorządom.
- Tu decyzje należą do władz, to one będą musiały zadecydować, komu zabiorą pieniądze, czy oszczędzać na filharmonii, teatrze, czy klubach sportowych. Co gorsza, pamiętajmy, że mamy inflację, a to tylko spotęguje trudną sytuację. Na pewno spowolni tempo inwestycji, które będą rozkładane teraz na lata - uważa Troszyński.
Planowany deficyt Opola na ten rok wynosi 15 proc., choć w ratuszu liczą, że rzeczywisty okaże się dużo niższy. - Tak było w roku poprzednim, gdy planowaliśmy go także na poziomie ponad 17 proc., a w rzeczywistości było to 5,2 proc. - zauważa Mirosław Pietrucha, rzecznik prezydenta Opola.
Co oznacza dla Opola wprowadzenie w życie pomysłów ministra Rostowskiego? - Z planu inwestycyjnego co roku będziemy musieli wykreślić inwestycje na mniej więcej 20 mln zł. To dużo. Jakie to będą inwestycje, będziemy zastanawiać się, gdy rozporządzenie zacznie obowiązywać - mówi Pietrucha. Obecnie zadłużenie Opola wynosi 39,6 proc. - Kłopotem będzie także wygospodarowanie pieniędzy na wkład, by starać się o środki unijne - zapowiada rzecznik.
Burmistrz Brzegu Wojciech Huczyński ma budżet blisko 100 mln zł i 15-proc. deficyt. - Wyjścia są dwa: albo podnosimy podatki, albo oszczędzamy. Choć jest jeszcze gorszy scenariusz, że obie rzeczy naraz. Na czym można oszczędzać? Na sprzątaniu miasta, na oświetleniu ulic? Nie wiem. Będziemy musieli oszczędzać, by mieć wkład własny i starać się o kolejne środki unijne - alarmuje Huczyński.
Samorządowcy nie chcą na razie mówić, na czym będą oszczędzać. Liczą bowiem na to, że silny ich opór przeciwko pomysłowi ministra finansów okaże się skuteczny.
Samorządowcy przekonują, że ponad 94 proc. długu publicznego (670 mld zł) to dług rządowy. Tylko za niespełna 6 proc. odpowiadają samorządy. Budżet państwa przeznacza na inwestycje 5 proc., a gminy inwestują prawie co czwartą złotówkę.
Minister finansów zmaga się z szybko rosnącym zadłużeniem państwa. Istnieje obawa, że dług przekroczy granicę 55 proc. PKB (oznaczałoby to konieczność przeprowadzenia drastycznych cięć wydatków budżetu i podwyżek podatków). Minister zapowiada, że projekt przepisów wprowadzających ograniczenia dla samorządów ma być gotowy do końca kwietnia.
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy





