Bezczynność ludzi zabiła psa
2011-02-13
, aktualizacja: 13.02.2011 20:12
Sąsiedzi 29-letniego opolanina, który zagłodził psa, przez wiele tygodni słyszeli wycie amstafa. O sprawie wiedziały również policja i Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Nie zrobiły jednak nic, by zwierzęciu pomóc
ZOBACZ TAKŻE
- Dwa lata więzienia za zabicie psa (05-11-11, 08:00)
- Poderżnął psu gardło z litości? (27-03-11, 20:36)
- Kotek spłonął żywcem, bo mężczyzna się potknął? (23-03-11, 11:00)
- Petycja ws. ukarania mężczyzny, który zagłodził psa (15-02-11, 17:30)
- Każdy z nas musi pomagać maltretowanym zwierzętom (15-02-11, 09:00)
- Opolska posłanka, chce zmienić ustawę o ochronie zwierząt (14-02-11, 14:40)
- Cztery lata kłótni o kamień na autostradzie (14-02-11, 08:00)
- Komentarz Redakcji: Śmierci psa można było zapobiec (13-02-11, 23:00)
W miniony czwartek policja poinformowała o tym, że funkcjonariusze wydziału narkotykowego, przeszukując mieszkanie Karola U., znaleźli ciało zagłodzonego amstafa. Pies przywiązany był do kaloryfera na smyczy tak krótkiej, że nie mógł nawet sięgnąć do stojącej obok miski.
Jak się dowiedzieliśmy, policja zwróciła się do jednego z opolskich weterynarzy o wykonanie sekcji zwłok psa. Jej wyniki wskazują na to, że zwierzę było przynajmniej przez miesiąc głodzone. - W tym czasie pies musiał przeżywać ogromne męki. Jego organizm musiał dokonać racjonalnej kalkulacji, by utrzymać funkcje życiowe, dlatego zaczął zjadać sam siebie. Najpierw strawiona została tkanka tłuszczowa. Potem mięśnie. Na końcu doszło do uszkodzenia mózgu. Tak reagowała fizjologia. Pod względem psychicznym trudno nawet opisać koszmar, który musiał przeżywać ten pies. Z pewnością rozpaczliwie walczył, by się uwolnić - tłumaczy Dorota Tatarewicz, zoofizjoterapeutka.
W bloku, w którym mieszkał Karol U., wszyscy są zaskoczeni śmiercią zwierzęcia. - Już od kilku tygodni nie słyszeliśmy wycia. Byliśmy przekonani, że komuś oddał psa - opowiadają nam sąsiedzi.
Sąsiadka z góry od dawna podejrzewała, że Karol U. znęca się nad psem. - Musiał być przywiązywany do rur w kuchni lub w łazience, bo wielokrotnie te rurki u nas się trzęsły, jakby coś je szarpało. Poza tym pies wył niemiłosiernie. A on wrzeszczał na psa: "Ty k..., zamknij się", i rzucał w niego czymś ciężkim. Wzywaliśmy policję, ale to nic nie dawało, bo sąsiad nie otwierał, tylko głośniej puszczał muzykę - opowiada.
Na policji interweniowała nauczycielka, pani K. - W sierpniu ten pies wył przez kilka dni - mówi nam. - Zadzwoniłam po policję. Przyjechali, porozmawiali ze mną, a potem poszli do mieszkania U. Ten nie otworzył im drzwi, więc pięć minut później odjechali. A mnie powiedzieli, że nic więcej nie mogą zrobić. Wkurzyłam się. Napisałam pismo z prośbą o konkretną interwencję - opowiada.
Powiadomiła również opolski oddział Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. TOZ próbował interweniować. - Ten mężczyzna nie otwierał drzwi, więc nawet nie widzieliśmy, jak pies wygląda. Dlatego złożyliśmy na policję pismo zawiadamiające o możliwości popełnienia przestępstwa - wyjaśnia Agata Klimek, szefowa opolskiego TOZ-u.
Po dwóch tygodniach od wysłania pisma na policję, gdy pies znów zaczął wyć, nauczycielka K. poszła do komendanta komisariatu na Chabrach. - Wskórałam tyle, że przysłał do nas dzielnicowego. A ten porozmawiał z sąsiadami. I widział psa przez uchylone drzwi, o czym sam mi opowiadał. Jego zdaniem nic złego się zwierzęciu nie działo - mówi nauczycielka.
W połowie października dostała pismo z komendy. Czytamy w nim: "Zebrane informacje nie potwierdzają faktu znęcania się nad psem przez sąsiada (...). Czynności dotyczące sprawy opisanej w Pani piśmie zostały zakończone".
Nauczycielka K.: - Kilka tygodni później pies przestał wyć.
Policja tłumaczy dziś, że nic nie mogła zrobić. - Przecież nie mogliśmy wyważyć drzwi, by interweniować w sprawie psa, o którym nie było nic wiadomo. Takie działania możemy podjąć jedynie w przypadku zagrożenia życia i zdrowia człowieka. A wygląda na to, że podczas wizyty policji nic złego się psu nie działo - mówi nadkom. Maciej Milewski, rzecznik opolskiej policji.
Zaznacza, że policja poinformowała TOZ o sprawie. - To zadaniem inspektorów jest dbać o zwierzęta - kwituje Milewski. I dodaje: - TOZ nie poprosił policji o asystę podczas wizyty. Gdyby uważali, że psu dzieje się źle, to mogliby go odebrać, a policja by ich w tym wspierała. Jednak takiego wniosku nie było. Można się było też zwrócić do sądu o wydanie nakazu otwarcia drzwi.
Pytamy, czy policja sama nie mogła wystąpić do sądu?
- Uważam, że lepszą, powołaną do tego instytucją byłby TOZ - odparł rzecznik policji.
TOZ odbija piłeczkę. - O sprawie poinformowała nas pani K., a nie policja. W mieszkaniu Karola U. nigdy nie byliśmy, bo nam nie otwierał. I właśnie dlatego zawiadomiliśmy policję. Gdy otrzymaliśmy oficjalne pismo, że policja zbadała sprawę, i okazało się, że z psem jest wszystko w porządku, zaufaliśmy tej ocenie.
Jak się dowiedzieliśmy, policja zwróciła się do jednego z opolskich weterynarzy o wykonanie sekcji zwłok psa. Jej wyniki wskazują na to, że zwierzę było przynajmniej przez miesiąc głodzone. - W tym czasie pies musiał przeżywać ogromne męki. Jego organizm musiał dokonać racjonalnej kalkulacji, by utrzymać funkcje życiowe, dlatego zaczął zjadać sam siebie. Najpierw strawiona została tkanka tłuszczowa. Potem mięśnie. Na końcu doszło do uszkodzenia mózgu. Tak reagowała fizjologia. Pod względem psychicznym trudno nawet opisać koszmar, który musiał przeżywać ten pies. Z pewnością rozpaczliwie walczył, by się uwolnić - tłumaczy Dorota Tatarewicz, zoofizjoterapeutka.
W bloku, w którym mieszkał Karol U., wszyscy są zaskoczeni śmiercią zwierzęcia. - Już od kilku tygodni nie słyszeliśmy wycia. Byliśmy przekonani, że komuś oddał psa - opowiadają nam sąsiedzi.
Sąsiadka z góry od dawna podejrzewała, że Karol U. znęca się nad psem. - Musiał być przywiązywany do rur w kuchni lub w łazience, bo wielokrotnie te rurki u nas się trzęsły, jakby coś je szarpało. Poza tym pies wył niemiłosiernie. A on wrzeszczał na psa: "Ty k..., zamknij się", i rzucał w niego czymś ciężkim. Wzywaliśmy policję, ale to nic nie dawało, bo sąsiad nie otwierał, tylko głośniej puszczał muzykę - opowiada.
Na policji interweniowała nauczycielka, pani K. - W sierpniu ten pies wył przez kilka dni - mówi nam. - Zadzwoniłam po policję. Przyjechali, porozmawiali ze mną, a potem poszli do mieszkania U. Ten nie otworzył im drzwi, więc pięć minut później odjechali. A mnie powiedzieli, że nic więcej nie mogą zrobić. Wkurzyłam się. Napisałam pismo z prośbą o konkretną interwencję - opowiada.
Powiadomiła również opolski oddział Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. TOZ próbował interweniować. - Ten mężczyzna nie otwierał drzwi, więc nawet nie widzieliśmy, jak pies wygląda. Dlatego złożyliśmy na policję pismo zawiadamiające o możliwości popełnienia przestępstwa - wyjaśnia Agata Klimek, szefowa opolskiego TOZ-u.
Po dwóch tygodniach od wysłania pisma na policję, gdy pies znów zaczął wyć, nauczycielka K. poszła do komendanta komisariatu na Chabrach. - Wskórałam tyle, że przysłał do nas dzielnicowego. A ten porozmawiał z sąsiadami. I widział psa przez uchylone drzwi, o czym sam mi opowiadał. Jego zdaniem nic złego się zwierzęciu nie działo - mówi nauczycielka.
W połowie października dostała pismo z komendy. Czytamy w nim: "Zebrane informacje nie potwierdzają faktu znęcania się nad psem przez sąsiada (...). Czynności dotyczące sprawy opisanej w Pani piśmie zostały zakończone".
Nauczycielka K.: - Kilka tygodni później pies przestał wyć.
Policja tłumaczy dziś, że nic nie mogła zrobić. - Przecież nie mogliśmy wyważyć drzwi, by interweniować w sprawie psa, o którym nie było nic wiadomo. Takie działania możemy podjąć jedynie w przypadku zagrożenia życia i zdrowia człowieka. A wygląda na to, że podczas wizyty policji nic złego się psu nie działo - mówi nadkom. Maciej Milewski, rzecznik opolskiej policji.
Zaznacza, że policja poinformowała TOZ o sprawie. - To zadaniem inspektorów jest dbać o zwierzęta - kwituje Milewski. I dodaje: - TOZ nie poprosił policji o asystę podczas wizyty. Gdyby uważali, że psu dzieje się źle, to mogliby go odebrać, a policja by ich w tym wspierała. Jednak takiego wniosku nie było. Można się było też zwrócić do sądu o wydanie nakazu otwarcia drzwi.
Pytamy, czy policja sama nie mogła wystąpić do sądu?
- Uważam, że lepszą, powołaną do tego instytucją byłby TOZ - odparł rzecznik policji.
TOZ odbija piłeczkę. - O sprawie poinformowała nas pani K., a nie policja. W mieszkaniu Karola U. nigdy nie byliśmy, bo nam nie otwierał. I właśnie dlatego zawiadomiliśmy policję. Gdy otrzymaliśmy oficjalne pismo, że policja zbadała sprawę, i okazało się, że z psem jest wszystko w porządku, zaufaliśmy tej ocenie.
- 41 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
13 głosów
-
Bezczynność ludzi zabiła psa
saganek
28.04.11, 12:27
To reguła,że polska policja całkowicie lekceważy informacje dot. znęcania się nad zwierzętami i nie tylko.Funkcjonariusze mają na celu "zadania wyższe".Ściganie oprawców zwierząt zdaniem »





