Usprawiedliwione bicie dzieci? [WIDEO]
01.02.2012
, aktualizacja: 02.02.2012 08:56
Oskarżony tłumaczył, że sam był w młodości karcony i dla niego bicie dzieci jest normalne. Dla mnie nie. W krajach cywilizowanych nie wolno bić dzieci - przekonywała wczoraj sąd prokurator Wiolantyna Mataniak. I przekonała.
ZOBACZ TAKŻE
- Weekendowy tatuś bije? A my na to...niemożliwe. (05-03-12, 09:14)
- Opolski "Tulipan" wykorzystał inwalidkę (13-02-12, 23:00)
- Zmarł na mrozie. Ale nie zamarzł (02-02-12, 09:20)
- Gimnazjalisto, co ty wiesz o finansach! (01-02-12, 22:00)
- Policja zabrała dzieci pijanym rodzicom (24-01-12, 10:59)
- Poranki filmowe dla dzieci. Pierwszy już w sobotę (13-01-12, 17:00)
- Rodzice dzieci w żłobkach nierówno traktowani? (26-12-11, 23:00)
- Tato bije, wioska milczy (13-08-11, 02:00)
Sąd okręgowy zgodził się z jej argumentami i nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy ojca oskarżonego o znęcanie się nad swoimi małoletnimi synami. Strzelecki sąd rejonowy uznał go za winnego i wymierzył dwa lata więzienia. Tymczasem prokuratura domagała się kary czterech lat, dlatego od wyroku się odwołała, uznając karę za zbyt łagodną.
- Mężczyzna straszył synów, że obetnie im palce siekierą, bił pasem w taki sposób, że sińce pozostały na całym ciele. Dzieci żyły w głębokim stresie, dlatego te dwa lata to kara rażąco niewspółmierna do tego, co zrobił oskarżony - mówiła prokurator Mataniak.
Zauważyła, że sąd I instancji dużą wagę przywiązał do wychowania oskarżonego, który był karcony i uważał za rzecz naturalną, że tak należy dzieci wychowywać. - Nie mogę się z tym zgodzić. Tym bardziej że te dzieci, wzrastając z takim bagażem doświadczeń, powoli przejmują negatywne zachowania od ojca. Stały się krnąbrne, biją się z kolegami, pokazują swoją przewagę. Dla nich to doświadczenie z dzieciństwa może mieć bardzo negatywny skutek - dowodziła prokurator. Zaznaczyła również, że mężczyzna był już wcześniej karany, m.in. za znęcanie się nad żoną.
Od wyroku dwóch lat odwołał się również obrońca mężczyzny, który z kolei przekonywał, że to kara "rażąco surowa". Dowodził, że bicie dzieci nie trwało ani tak długo, ani tak często, jak przyjęła prokuratura.
Przypomnijmy, że sprawę "Gazeta" opisała jako pierwsza już we wrześniu ub.r. Wszystko działo się w jednej z podkrapkowickich miejscowości. Dariusz D. przez cztery lata znęcał się nad swoją rodziną, o czym wiedziała cała wieś, ale ludzie woleli milczeć. Ciszę przerwała babcia dzieci, która zgłosiła sprawę na policję. Jednak w połowie procesu się wycofała i przed sądem odmówiła złożenia zeznań.
Oskarżony częściowo przyznał się do winy. - Nie było tak, że codziennie biłem dzieci. Czasem dostały lanie dwa-trzy razy w tygodniu. Czasem dwa-trzy razy w miesiącu. Różnie bywało. Jak wracałem do domu, a coś było zepsute, to dzieci dostawały lanie. Biłem albo takim paskiem skórzanym od spodni, albo ręką po tyłku. Nie biłem po całym ciele, ale mogło się zdarzyć, że pasek trafił w rękę lub w nogę, gdy dziecko się broniło - tłumaczył. Zaznaczał, że żony nigdy nie bił. - Może jak byłem pijany, to ją popychałem.
Sprawą raz jeszcze zajmie się strzelecki sąd. D. przebywa teraz w areszcie, bo zatrzymano go do innej sprawy.
- Mężczyzna straszył synów, że obetnie im palce siekierą, bił pasem w taki sposób, że sińce pozostały na całym ciele. Dzieci żyły w głębokim stresie, dlatego te dwa lata to kara rażąco niewspółmierna do tego, co zrobił oskarżony - mówiła prokurator Mataniak.
Zauważyła, że sąd I instancji dużą wagę przywiązał do wychowania oskarżonego, który był karcony i uważał za rzecz naturalną, że tak należy dzieci wychowywać. - Nie mogę się z tym zgodzić. Tym bardziej że te dzieci, wzrastając z takim bagażem doświadczeń, powoli przejmują negatywne zachowania od ojca. Stały się krnąbrne, biją się z kolegami, pokazują swoją przewagę. Dla nich to doświadczenie z dzieciństwa może mieć bardzo negatywny skutek - dowodziła prokurator. Zaznaczyła również, że mężczyzna był już wcześniej karany, m.in. za znęcanie się nad żoną.
Od wyroku dwóch lat odwołał się również obrońca mężczyzny, który z kolei przekonywał, że to kara "rażąco surowa". Dowodził, że bicie dzieci nie trwało ani tak długo, ani tak często, jak przyjęła prokuratura.
Przypomnijmy, że sprawę "Gazeta" opisała jako pierwsza już we wrześniu ub.r. Wszystko działo się w jednej z podkrapkowickich miejscowości. Dariusz D. przez cztery lata znęcał się nad swoją rodziną, o czym wiedziała cała wieś, ale ludzie woleli milczeć. Ciszę przerwała babcia dzieci, która zgłosiła sprawę na policję. Jednak w połowie procesu się wycofała i przed sądem odmówiła złożenia zeznań.
Oskarżony częściowo przyznał się do winy. - Nie było tak, że codziennie biłem dzieci. Czasem dostały lanie dwa-trzy razy w tygodniu. Czasem dwa-trzy razy w miesiącu. Różnie bywało. Jak wracałem do domu, a coś było zepsute, to dzieci dostawały lanie. Biłem albo takim paskiem skórzanym od spodni, albo ręką po tyłku. Nie biłem po całym ciele, ale mogło się zdarzyć, że pasek trafił w rękę lub w nogę, gdy dziecko się broniło - tłumaczył. Zaznaczał, że żony nigdy nie bił. - Może jak byłem pijany, to ją popychałem.
Sprawą raz jeszcze zajmie się strzelecki sąd. D. przebywa teraz w areszcie, bo zatrzymano go do innej sprawy.
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos





