Zachłysnąć się Samborskim

Agnieszka Kania
21.10.2010 , aktualizacja: 21.10.2010 18:25
A A A Drukuj
Artur Nacht skrywa się pod grubą warstwą farby, jak owej nocy, kiedy uciekając ze Lwowa ściskał w dłoni fałszywą kenkartę na nazwisko Samborski - pisze Agnieszka Kania

Fot. Rafał Mielnik / AG
ZOBACZ TAKŻE
Po dniu spędzonym w galerii wpadam do sklepu z pamiątkami. Kupuję pocztówki, książki i kajety z bibułami, by potem obdarować nimi przyjaciół, a jedną ilustrację zachować dla siebie i nosić w torebce na szczęście.

Nie przesadzę, gdy powiem, że ten kolorowy skrawek papieru ukrywa w sobie tajemnicę, wspomnienie wszystkiego, co się wtenczas działo. Oprócz obrazów odbijają się w nim spotkania, zapachy i strzępki rozmów.

Tego dnia w szarym gmachu "zebrał się kwiat stolicy, arystokracja i świat mody, bywalcy, wyżsi urzędnicy, groźne na oko damy stare i dziadzio, co subtelny sens nadawał żartom". Gdyby zechcieć bliżej przyjrzeć się postaciom, znalazłby się pewnie i Oniegin. Wszyscy przyszli z okazji otwarcia wystawy.

Na parterze Jan Cybis wciąż szukał tej jedynej sekwencji barw, a na piętrze królował już inny świat, także należący do kapisty Artura Nachta-Samborskiego.

Najpierw martwe natury wymykają się z płócien. Zbyt drapieżne i intensywne, by dać się zamknąć w ramy. Brunatne liście fikusa kłębią się, przeciągają, lecz nie chaotycznie, tylko świadomą grą kolorów, przejrzystą bryłą, zdecydowanymi pociągnięciami pędzla. Tu nie działa prawo przypadku. - Farby to duży wydatek - mawiał artysta.

Gdzie indziej smuga margaretek na sinej plamie liści burzy czerwone tło. Podobna do szczeliny w ścianie, po której ślizga się wzrok, i zamętu w głowie, i powrotu kogoś bliskiego, kto się dawno temu zawieruszył. Kółka i kwadraty malowane niesforną ręką wyginają się, falują, krzywią jak chłopcy uginający się pod ciężarem dymu z papierosów.

Kilka kroków dalej portrety. Mężczyzna w różnych odcieniach brązu, z dwóch poziomych i trzech ukośnych kresek, siedzi w wagonie trzeciej klasy. A tło tak ciężkie jak czador strachu i jak "Czarne sezony" Michała Głowińskiego. Artur Nacht skrywa się pod grubą warstwą farby, jak owej nocy, kiedy uciekając ze Lwowa ściskał w dłoni fałszywą kenkartę na nazwisko Samborski. Niemiecki oficer rzucił na nią okiem, później długo oświetlał latarką twarz uchodźcy i gdyby ten choćby drgnął, zostałby zastrzelony albo w najlepszym wypadku odesłany do obozu koncentracyjnego. "Mały profil z orlim nosem" jest równie ascetyczny jak powieść, bo mówiąc o krańcowych doświadczeniach używa się najprostszych znaków.

Zupełnie inne są późniejsze prace, te z lat siedemdziesiątych. "Głowa - maska" to płaski talerz twarzy, świdry oczu, pasek ust i jarmułka na czubku łysiny. A że to słoneczny obraz, więc jeszcze żółta plama złoci się w rogu. Albo kompozycja z jednym okiem przedstawiona jako barwna fala brwi, nosa i warg, łagodnie opadająca na ramiona.

Na jednym z płócien kobieta-mimoza wspiera się o blat pianina, a jej miodowe ciało z pewnością pochodzi z zaświatów. Tuż obok wisi portret, można śmiało powiedzieć, melancholijny. Zaledwie subtelny owal twarzy na modiglianowskiej szyi, a do tego trzy zęby - jak w kosiarce do trawy.

Zamiast próbować zrozumieć to, czego pojąć nie sposób, obstawiać, dlaczego malował tak, a nie inaczej, lepiej zjeść kromkę chleba z bitą śmietaną i samotnie lub w parze, wybrać się do galerii, zachłysnąć obrazami, potem kupić album i nosić go w torebce na szczęście.



Na wystawę malarstwa Artura Nachta-Samborskiego warto wybrać się do Galerii Muzeum Śląska Opolskiego mieszczącej się przy ulicy Ozimskiej 10 w Opolu.

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów