14 lat po powodzi wciąż są razem
10.07.2011
, aktualizacja: 10.07.2011 19:17
Powódź z 1997 roku była wielką tragedią, ale w niezwykły sposób zintegrowała opolan. Mieszkańcy Pasieki jak co roku spotkali się w rocznicę tamtych wydarzeń. I z każdym taki spotkaniem widać bardziej, jak mocno są ze sobą zżyci
ZOBACZ TAKŻE
- Rady dzielnic tylko dla peryferiów, dla centrum nie? (09-09-11, 07:00)
- Powódź Tysiąclecia (10-07-11, 19:17)
- Pomogli powodzianom (17-09-10, 13:02)
- Pierwszy pozew zbiorowy na Opolszczyźnie (02-09-10, 20:47)
- W zalanym Cisku powoli stają na nogi - wideo (16-07-10, 19:44)
Spotkanie odbyło się na terenie parafii ewangelicko-augsburskiej. W słoneczne niedzielne popołudnie atmosfera w niczym nie przypominała tej sprzed 14 lat. Gwarno było od wesołych rozmów, stoły zastawiono smakołykami. Ale siedziba parafii w 1997 roku została niemal doszczętnie zniszczona. - Po wielkiej wodzie ostały się tylko mury zewnętrzne. Jednak dzięki ludzkiej serdeczności i pomocy udało nam się całość szybko odbudować. A zanim się to stało, nasze nabożeństwa mogliśmy odprawiać w kościele św. Sebastiana - wspominał ks. Marian Niemiec, proboszcz parafii.
Na spotkanie przyszli Barbara i Henryk Pamułowie. Przyznają, że temat wielkiej powodzi nieustannie powraca w rozmowach z rodziną i znajomymi. - Bo to był koszmar. Najpierw był nieustanny szum wody, widok martwych krów i innych zwierząt płynących z nurtem rzeki, w którym unosiły się też fragmenty domów i powalone drzewa - wspominają. - Ale najgorsze tak naprawdę zaczęło się, gdy woda zaczęła opadać, odsłaniając rozmiar zniszczeń - opowiadają.
Ks. Niemiec podkreśla jednak, że coroczne spotkania w rocznicę powodzi nie służą rozdrapywaniu ran. - Chodzi raczej o podtrzymanie pamięci o tym tragicznym czasie oraz o wzmacnianie wspólnoty ludzkiej, jaka zawiązała się w tym czasie - mówi ks. Niemiec.
Owa wspólnota walczy teraz o to, by urząd miasta zgodził się na stworzenie z pasieki odrębnej dzielnicy, która powoła do życia własną radę.
Na spotkanie przyszli Barbara i Henryk Pamułowie. Przyznają, że temat wielkiej powodzi nieustannie powraca w rozmowach z rodziną i znajomymi. - Bo to był koszmar. Najpierw był nieustanny szum wody, widok martwych krów i innych zwierząt płynących z nurtem rzeki, w którym unosiły się też fragmenty domów i powalone drzewa - wspominają. - Ale najgorsze tak naprawdę zaczęło się, gdy woda zaczęła opadać, odsłaniając rozmiar zniszczeń - opowiadają.
Ks. Niemiec podkreśla jednak, że coroczne spotkania w rocznicę powodzi nie służą rozdrapywaniu ran. - Chodzi raczej o podtrzymanie pamięci o tym tragicznym czasie oraz o wzmacnianie wspólnoty ludzkiej, jaka zawiązała się w tym czasie - mówi ks. Niemiec.
Owa wspólnota walczy teraz o to, by urząd miasta zgodził się na stworzenie z pasieki odrębnej dzielnicy, która powoła do życia własną radę.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy





