Suszę Bogu głowę, by ugasił negatywne emocje
23.04.2011
, aktualizacja: 21.04.2011 18:08
Jan Paweł II mówił, że pamięć nas rzeźbi. To, co wydarzyło się w Katyniu, a rok temu w Smoleńsku też nas rzeźbi. Chodzi o to, żeby ta pamięć rzeźbiła w nas tożsamość otwartą, a nie zamkniętą - mówi bp Andrzej Czaja
ZOBACZ TAKŻE
- W górach dostawałem zadyszki za papieżem (01-05-11, 14:30)
- Abp Nossol: wolność to nie destruktywna swawola (30-04-11, 20:33)
- Długie kolejki po monety z papieżem (28-04-11, 16:15)
- Żałuję, że nie modlę się po śląsku (14-04-11, 20:00)
- Biskup: jestem zatroskany o opolskie rodziny (18-12-09, 23:00)
- Biskup do Ślązaków: wracajcie do domu (18-12-09, 23:00)
Rozmowa z opolskim biskupem ordynariuszem
Leszek Frelich, Joanna Pszon: Podczas opłatka ze środowiskami twórczymi ksiądz biskup życzył, aby beatyfikacja Jana Pawła II przyczyniła się do zasypywania podziałów w Polsce, które pogłębiły się po tragedii smoleńskiej. Czy po rocznicy tragedii ksiądz biskup wciąż jeszcze wierzy, że beatyfikacja zjednoczy Polaków?
Andrzej Czaja, biskup opolski: Jakżeby nie wierzyć? Jednak spełnienie takiego życzenia, żeby ta beatyfikacja zasypała pewne podziały i wprowadziła więcej pojednania i pokoju między nami, w znacznej mierze zależy od dobrej woli każdego z nas. Podczas Świąt Wielkanocnych będę szczególnie prosił o to, by był to moment otwarcia się na pokój, którego świat dać nie może, a który płynie z góry.
W moim przekonaniu w niektórych kręgach, główne politycznych, sytuacja się zbyt zapętliła. Więc tak po ludzku będzie to trudno rozplątać, pojednać się i pogodzić. Tym bardziej potrzeba nam łaski. Pan Bóg jej nie skąpi. Toteż mówiłem do polityków: potrzeba, byście się otwarli na pokój i wtedy, głęboko wierzę, jest możliwe naprawdę zasypanie wszelkich dołów.
Pomimo tego, co się działo wokół rocznicy tragedii smoleńskiej?
- Nie piętrzyłbym, wartościował, że teraz się dokonało coś jeszcze więcej. Raczej sądzę, że to jest trwanie w stanie pewnego zacietrzewienia, bardzo trudne do pokonania. Dlatego potrzebne jest zupełne otwarcie się. Jak dobrej woli zabraknie, nic nie zrobimy. Ale mam nadzieję, że mamy do czynienia z ludźmi dobrej woli.
Także w polityce?
- Przede wszystkim w polityce. Dlatego, że to są ludzie, którym nie możemy odmówić dobrej woli. Problem jest w tym, że każdy patrzy na problem ze strony swojej optyki i dlatego brakuje otwartości. To Jan Paweł II mówił, że pamięć nas rzeźbi, zatem choćby to, co się wydarzyło w Katyniu, a rok temu w Smoleńsku też nas rzeźbi. Trudno zatem pamięć odrzucić, musimy tę pamięć raczej rozwijać, strzec jej, pielęgnować ją, ale chodzi o to, żeby ta pamięć w nas rzeźbiła tożsamość otwartą, a nie zamkniętą.
Właśnie tu widzę pewien problem. Zbytnio ta pamięć teraz rzeźbi w nas tożsamość zamkniętą. "Ja jestem prawdziwy Polak", "Nie! To ja jestem prawdziwy Polak". To ilu jest tych prawdziwych Polaków?
A propos, czy księdza biskupa - Ślązaka z dziada pradziada, nie ubodło stwierdzenie Jarosława Kaczyńskiego, że Ślązacy to zakamuflowana opcja niemiecka?
- Ubodło. Dlatego że taka wypowiedź, czego się bardzo obawiam, może obudzić stare demony, bo bardzo porusza emocje. Nigdzie dotąd nie zabierałem na ten temat głosu, ponieważ uważałem, że najpierw emocje muszą nieco opaść. Ale muszę przyznać, że trudno się dziwić, iż się zagotowało. Trzeba też jasno powiedzieć, że tymi słowami, które znalazły się w raporcie, manipulowano. Wycinano z kontekstu. Dlatego to jest kolejny przykład tego, jak my dzisiaj - niestety - jesteśmy w niektórych momentach bardzo niedojrzali w posługiwaniu się słowem.
Nie chcę, żeby to, co mówię, zabrzmiało, jakbym stawał po jednej czy drugiej stronie. W moim przekonaniu każdy z nas niepotrzebnie coś do tego ognia dołożył. Samo sformułowanie było nieroztropne, to, jak je rozdmuchano potem, było tym bardziej nieroztropne.
Co z tego może wyniknąć?
- Pokłosie tego może być bardzo niedobre. Zatem teraz przede wszystkim w tej sprawie suszę głowę Panu Bogu, by ugasił negatywne emocje. Jak zaczniemy to roztrząsać bardziej rozumem niż sercem, to nie boję się tego, bo możemy mieć rożne zdania, możemy polemizować, ale to zawsze będzie forma dialogu.
Polemika też rzeźbi tożsamość każdego z nas, ale jest otwarta, ponieważ szanuje drugą stronę. Najgorsze jest, kiedy odbywa się to na poziomie emocji i jeden drugiego okłada.
A sprawa jest ważna i my żyjący na Śląsku Opolskim wiemy, że Ślązak swoją tożsamość przez wieki bardziej miał w sobie, w środku. Wymuszanie, żeby ktoś opowiadał się, czy jest Ślązakiem, czy nie, jest bez sensu. Zostawmy to Ślązakowi, on ma swoje tabernakulum, a w nim rozwija to, co po prostu o nim stanowi. I przez wieki nauczył się tego, że nie za bardzo trzeba się z tym obnosić, ponieważ jak się obnosił w minionych wiekach, to za to obrywał.
Czy zatem to dobrze, że w spisie powszechnym Ślązacy mają możliwość zaznaczenia, że się nimi czują?
- Jak najbardziej, tylko teraz nie wymuszajmy na nikim konkretnego określania się. Zostawmy to temu człowiekowi.
Mamy tu jednak grę pewnych ugrupowań politycznych jak MN czy RAŚ, w których interesie jest, by ludzie podkreślali narodowości niemiecką czy śląską.
- Oczywiście i oni trochę agitują czy raczej promują swoje. A ja, jako biskup, dla którego posługa jednania jest ważnym zadaniem, nie będę się tu po żadnej stronie opowiadać. Mam swoje tabernakulum i tam mam poglądy, także polityczne, które zostawiam dla siebie. Nie mogę zatem powiedzieć, co mam w sercu, tylko dlatego, abym nie był źle odczytany. Bo przecież to, że mam określone poglądy polityczne, nie znaczy, że nie jestem dla wszystkich.
Leszek Frelich, Joanna Pszon: Podczas opłatka ze środowiskami twórczymi ksiądz biskup życzył, aby beatyfikacja Jana Pawła II przyczyniła się do zasypywania podziałów w Polsce, które pogłębiły się po tragedii smoleńskiej. Czy po rocznicy tragedii ksiądz biskup wciąż jeszcze wierzy, że beatyfikacja zjednoczy Polaków?
Andrzej Czaja, biskup opolski: Jakżeby nie wierzyć? Jednak spełnienie takiego życzenia, żeby ta beatyfikacja zasypała pewne podziały i wprowadziła więcej pojednania i pokoju między nami, w znacznej mierze zależy od dobrej woli każdego z nas. Podczas Świąt Wielkanocnych będę szczególnie prosił o to, by był to moment otwarcia się na pokój, którego świat dać nie może, a który płynie z góry.
W moim przekonaniu w niektórych kręgach, główne politycznych, sytuacja się zbyt zapętliła. Więc tak po ludzku będzie to trudno rozplątać, pojednać się i pogodzić. Tym bardziej potrzeba nam łaski. Pan Bóg jej nie skąpi. Toteż mówiłem do polityków: potrzeba, byście się otwarli na pokój i wtedy, głęboko wierzę, jest możliwe naprawdę zasypanie wszelkich dołów.
Pomimo tego, co się działo wokół rocznicy tragedii smoleńskiej?
- Nie piętrzyłbym, wartościował, że teraz się dokonało coś jeszcze więcej. Raczej sądzę, że to jest trwanie w stanie pewnego zacietrzewienia, bardzo trudne do pokonania. Dlatego potrzebne jest zupełne otwarcie się. Jak dobrej woli zabraknie, nic nie zrobimy. Ale mam nadzieję, że mamy do czynienia z ludźmi dobrej woli.
Także w polityce?
- Przede wszystkim w polityce. Dlatego, że to są ludzie, którym nie możemy odmówić dobrej woli. Problem jest w tym, że każdy patrzy na problem ze strony swojej optyki i dlatego brakuje otwartości. To Jan Paweł II mówił, że pamięć nas rzeźbi, zatem choćby to, co się wydarzyło w Katyniu, a rok temu w Smoleńsku też nas rzeźbi. Trudno zatem pamięć odrzucić, musimy tę pamięć raczej rozwijać, strzec jej, pielęgnować ją, ale chodzi o to, żeby ta pamięć w nas rzeźbiła tożsamość otwartą, a nie zamkniętą.
Właśnie tu widzę pewien problem. Zbytnio ta pamięć teraz rzeźbi w nas tożsamość zamkniętą. "Ja jestem prawdziwy Polak", "Nie! To ja jestem prawdziwy Polak". To ilu jest tych prawdziwych Polaków?
A propos, czy księdza biskupa - Ślązaka z dziada pradziada, nie ubodło stwierdzenie Jarosława Kaczyńskiego, że Ślązacy to zakamuflowana opcja niemiecka?
- Ubodło. Dlatego że taka wypowiedź, czego się bardzo obawiam, może obudzić stare demony, bo bardzo porusza emocje. Nigdzie dotąd nie zabierałem na ten temat głosu, ponieważ uważałem, że najpierw emocje muszą nieco opaść. Ale muszę przyznać, że trudno się dziwić, iż się zagotowało. Trzeba też jasno powiedzieć, że tymi słowami, które znalazły się w raporcie, manipulowano. Wycinano z kontekstu. Dlatego to jest kolejny przykład tego, jak my dzisiaj - niestety - jesteśmy w niektórych momentach bardzo niedojrzali w posługiwaniu się słowem.
Nie chcę, żeby to, co mówię, zabrzmiało, jakbym stawał po jednej czy drugiej stronie. W moim przekonaniu każdy z nas niepotrzebnie coś do tego ognia dołożył. Samo sformułowanie było nieroztropne, to, jak je rozdmuchano potem, było tym bardziej nieroztropne.
Co z tego może wyniknąć?
- Pokłosie tego może być bardzo niedobre. Zatem teraz przede wszystkim w tej sprawie suszę głowę Panu Bogu, by ugasił negatywne emocje. Jak zaczniemy to roztrząsać bardziej rozumem niż sercem, to nie boję się tego, bo możemy mieć rożne zdania, możemy polemizować, ale to zawsze będzie forma dialogu.
Polemika też rzeźbi tożsamość każdego z nas, ale jest otwarta, ponieważ szanuje drugą stronę. Najgorsze jest, kiedy odbywa się to na poziomie emocji i jeden drugiego okłada.
A sprawa jest ważna i my żyjący na Śląsku Opolskim wiemy, że Ślązak swoją tożsamość przez wieki bardziej miał w sobie, w środku. Wymuszanie, żeby ktoś opowiadał się, czy jest Ślązakiem, czy nie, jest bez sensu. Zostawmy to Ślązakowi, on ma swoje tabernakulum, a w nim rozwija to, co po prostu o nim stanowi. I przez wieki nauczył się tego, że nie za bardzo trzeba się z tym obnosić, ponieważ jak się obnosił w minionych wiekach, to za to obrywał.
Czy zatem to dobrze, że w spisie powszechnym Ślązacy mają możliwość zaznaczenia, że się nimi czują?
- Jak najbardziej, tylko teraz nie wymuszajmy na nikim konkretnego określania się. Zostawmy to temu człowiekowi.
Mamy tu jednak grę pewnych ugrupowań politycznych jak MN czy RAŚ, w których interesie jest, by ludzie podkreślali narodowości niemiecką czy śląską.
- Oczywiście i oni trochę agitują czy raczej promują swoje. A ja, jako biskup, dla którego posługa jednania jest ważnym zadaniem, nie będę się tu po żadnej stronie opowiadać. Mam swoje tabernakulum i tam mam poglądy, także polityczne, które zostawiam dla siebie. Nie mogę zatem powiedzieć, co mam w sercu, tylko dlatego, abym nie był źle odczytany. Bo przecież to, że mam określone poglądy polityczne, nie znaczy, że nie jestem dla wszystkich.
1
2
następne »
- 6 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów





