Więcej takiej kultury w Opolu
17.04.2011
, aktualizacja: 17.04.2011 17:35
Warsztaty wyzwalające kreatywność, nietypowe podejście do sztuki, oryginalna muzyka i - co najważniejsze - otwarta formuła. Taka była trzecia edycja Ulicy Kultury. Impreza zakończyła się w sobotę.
ZOBACZ TAKŻE
- Ulica Kultury - trwa ostatni dzień imprezy [WIDEO] (16-04-11, 20:36)
Otwartość jest właśnie czynnikiem stanowiącym o wyjątkowości Ulicy Kultury. Sztuka ma bowiem to do siebie, że jeśli jest zamknięta w czterech ścianach galerii czy muzeum, to styczność z nią ma tylko ten, kto chce ją odnaleźć. Stąd można podejrzewać (ocierając się o stuprocentowe przekonanie), że gdyby impreza ta odbywała się w budynku, to uczestniczyłaby w niej tylko garstka entuzjastów.
Tymczasem dzięki temu, że znacząca liczba wydarzeń związanych z Ulicą Kultury odbywała się w plenerze, na zamkniętym odcinku ul. Strzelców Bytomskich, z dobrodziejstw imprezy mogli skorzystać zarówno ci, co nietypowym podejściem do sztuki się interesują, jak i zwykli przechodnie. Ci ostatni często zatrzymywali się, by popatrzeć na to, co się akurat na Ulicy Kultury dzieje, po czym wracali na nią już ze swoimi dziećmi.
To, że na Ulicę Kultury przyszło sporo rodziców z dziećmi, pokazuje też inną istotną cechę imprezy - wszechstronność. Organizatorzy ze stowarzyszenia Opolski Projektor Animacji Kulturalnych (w skrócie OPAK) postarali się bowiem, by każdy w programie znalazł coś dla siebie. Fani kultury hiphopowej mogli podziwiać popisy parkourowych akrobatów i tancerzy breakdance, a także posłuchać licznych raperów, z Jareckim na czele. Amatorzy nietypowej muzyki mogli jej posłuchać w wykonaniu rodzimych i zagranicznych wykonawców (Irfan, Sieben i Of the Wand and the Moon). Chcący wyzwolić swoje kreatywne instynkty uczestniczyli w warsztatach ekosztuki i ekogadżetów, czyli przedmiotów wytwarzanych z wykorzystaniem materiałów recyclingowych, farby i ogromnej dozy wyobraźni. Mogli w nich wziąć udział zarówno dorośli, jak i wspomniane maluchy, którym - nie ma co tego ukrywać - miasto nie oferuje na co dzień możliwości uczęszczania na podobne zajęcia.
Jedynie pogoda nie za bardzo dopisała. Przez pierwsze dwa dni aura zdawała się zrobić wszystko, by popsuć szyki organizatorom. Siąpiący deszcz i zimny wiatr sprawiły, że frekwencja w czwartek i piątek nie była aż tak wysoka.
Trzeba jednak pamiętać, że tradycją innej opolskiej imprezy - festiwalu - też jest padający deszcz.
Nie pozostaje więc nic innego, jak życzyć organizatorom Ulicy Kultury, aby w ciągu najbliższych lat zyskała wszystkie pozytywne aspekty opolskiego festiwalu, czyli popularność oraz status jednego z kulturalnych znaków rozpoznawczych Opola, przy jednoczesnym wystrzeganiu się wad "święta polskiej piosenki", takich jak nadmierna komercjalizacja i niski poziom artystyczny.
Ulica Kultury zachęca bowiem do obcowania ze sztuką wymagającą myślenia i kreatywności, a nie do prostego przyjmowania lekko strawnej pseudoartystycznej papki. I to chyba jej najwyższa wartość.
Tymczasem dzięki temu, że znacząca liczba wydarzeń związanych z Ulicą Kultury odbywała się w plenerze, na zamkniętym odcinku ul. Strzelców Bytomskich, z dobrodziejstw imprezy mogli skorzystać zarówno ci, co nietypowym podejściem do sztuki się interesują, jak i zwykli przechodnie. Ci ostatni często zatrzymywali się, by popatrzeć na to, co się akurat na Ulicy Kultury dzieje, po czym wracali na nią już ze swoimi dziećmi.
To, że na Ulicę Kultury przyszło sporo rodziców z dziećmi, pokazuje też inną istotną cechę imprezy - wszechstronność. Organizatorzy ze stowarzyszenia Opolski Projektor Animacji Kulturalnych (w skrócie OPAK) postarali się bowiem, by każdy w programie znalazł coś dla siebie. Fani kultury hiphopowej mogli podziwiać popisy parkourowych akrobatów i tancerzy breakdance, a także posłuchać licznych raperów, z Jareckim na czele. Amatorzy nietypowej muzyki mogli jej posłuchać w wykonaniu rodzimych i zagranicznych wykonawców (Irfan, Sieben i Of the Wand and the Moon). Chcący wyzwolić swoje kreatywne instynkty uczestniczyli w warsztatach ekosztuki i ekogadżetów, czyli przedmiotów wytwarzanych z wykorzystaniem materiałów recyclingowych, farby i ogromnej dozy wyobraźni. Mogli w nich wziąć udział zarówno dorośli, jak i wspomniane maluchy, którym - nie ma co tego ukrywać - miasto nie oferuje na co dzień możliwości uczęszczania na podobne zajęcia.
Jedynie pogoda nie za bardzo dopisała. Przez pierwsze dwa dni aura zdawała się zrobić wszystko, by popsuć szyki organizatorom. Siąpiący deszcz i zimny wiatr sprawiły, że frekwencja w czwartek i piątek nie była aż tak wysoka.
Trzeba jednak pamiętać, że tradycją innej opolskiej imprezy - festiwalu - też jest padający deszcz.
Nie pozostaje więc nic innego, jak życzyć organizatorom Ulicy Kultury, aby w ciągu najbliższych lat zyskała wszystkie pozytywne aspekty opolskiego festiwalu, czyli popularność oraz status jednego z kulturalnych znaków rozpoznawczych Opola, przy jednoczesnym wystrzeganiu się wad "święta polskiej piosenki", takich jak nadmierna komercjalizacja i niski poziom artystyczny.
Ulica Kultury zachęca bowiem do obcowania ze sztuką wymagającą myślenia i kreatywności, a nie do prostego przyjmowania lekko strawnej pseudoartystycznej papki. I to chyba jej najwyższa wartość.
- 5 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
zróbcie cokolwiek,
ptaszor.only
17.04.11, 23:11
a ja to uprzejmie skrytykuję»





