Co czwarty Opolanin pochodzi z Kresów

Rozmawiała Beata Łabutin
08.01.2011 , aktualizacja: 07.01.2011 18:51
A A A Drukuj
Profesor Robert Rauziński

Profesor Robert Rauziński (Fot. Rafał Mielnik / AG)

Wkład Kresowiaków w powojenną odbudowę biologiczną regionu był bardzo znaczący. Wciąż są jednym z filarów naszej społeczności. 60 lat temu stanowili jedną czwartą mieszkańców Śląska Opolskiego. Teraz jest podobnie, tyle że lwią ich część stanowią potomkowie pionierów - mówi prof. Robert Rauziński
Rozmowa z prof. Rauzińskim

Beata Łabutin: Powiedział pan kiedyś, że Kresowiacy to jeden z filarów społeczeństwa Opolszczyzny. Ostatnio badał pan, jak ta kwestia zmieniała się na przestrzeni ostatnich sześćdziesięciu lat...

Prof. Robert Rauziński, demograf, kierownik kończonego właśnie grantu "Przesiedleńcy z Kresów Rzeczypospolitej w strukturze demograficznej i społecznej Śląska Opolskiego w sześćdziesięcioleciu 1945-2005": Wciąż są tym filarem. W 1950 roku społeczność Kresowiaków na Opolszczyźnie liczyła 180 tys. mieszkańców, co stanowiło około 25 proc. stanu ludności. Tak więc praktycznie co czwarty mieszkaniec województwa pochodził z Kresów.

Aktualnie ponad 25 proc. społeczeństwa opolskiego to Kresowiacy, z tym że mówimy tu już o kilku pokoleniach - tych, co tu osiedli, oraz ich dzieci, wnuków, prawnuków. Urodzonych na Kresach mamy dziś na Opolszczyźnie jedynie 4,3 proc. całego społeczeństwa, co stanowi 46,5 tys. osób. W strukturze wieku Kresowiaków dzieci i wnuki stanowią dziś ponad 26,3 proc.

Twierdzi pan, że procesy demograficzne przebiegały zupełnie odmiennie wśród społeczności przesiedleńców niż wśród ludności śląskiej, która mieszkała tu przed 1939 rokiem.

- Gdy chodzi o tę pierwszą grupę, wyraźnie da się stwierdzić, że cztery procesy były niezwykle pozytywne, bardzo istotne dla Opolszczyzny.

Jakie?

- Po pierwsze, proces zaludnienia - co jest oczywiste. Dalej proces odbudowy biologicznej, po trzecie, wysoka aktywność zawodowa, wreszcie wysokie aspiracje edukacyjne nowego pokolenia Kresowiaków.

W zakresie zaludnienia, zagospodarowania i odbudowy zniszczeń po wojnie Kresowiacy skoncentrowani byli już w 1948 roku w miastach: Opolu - 47,5 proc. mieszkańców, Baborowie - 44,7 proc., Wołczynie - 47,5 proc., Głubczycach - 42,1 proc., Lewinie Brzeskim - 40,1 proc. czy Brzegu - 32,6 proc.

Jakie to wówczas były rodziny?

- Najogólniej rzecz ujmując młode. Dzieci w tych rodzinach było dużo - odsetek dzieci i młodzieży wynosił w nich powyżej 35 proc. Dużo więcej było w nich także kobiet - to oczywiście wynikało z ogromnych strat w ludziach, jakie pociągnęła za sobą wojna. Na stu mężczyzn przypadało wówczas 120 kobiet, które bardzo często samotnie prowadziły gospodarstwa domowe i pracowały zawodowo.

Odrębnym problemem było sieroctwo i półsieroctwo dużej liczby rodzin. Przeprowadzony w czerwcu 1945 roku w szkołach spis ujawnił, że sierot czy półsierot było wśród uczniów aż 28,3 proc.

Kresowianki wychodziły za mąż za "tubylców"?

- Mieszane małżeństwa przyszły później. W pierwszych latach powojennych zwartość grup i rodzin przesiedleńców była bardzo mocna. Poczucie odrębności przejawiało się w zwyczajach, religii, patriotyzmie, sposobie gospodarowania, a także tymczasowości, gdy chodziło o nowe więzy sąsiedzkie.

Podkreśla pan rolę Kresowiaków w odbudowie biologicznej tutejszej społeczności.

- To bardzo ważne - wysoka dzietność rodzin w tamtym okresie. Proces szybkiej odbudowy biologicznej był ważnym i charakterystycznym zjawiskiem wśród ludności kresowej. Przyrost naturalny przekraczał 25-30 promili rocznie, co sprawiało, że rodziny kresowe "młodniały" demograficznie (w rodzinach śląskich było to wtedy 8-10 promili). To była niepowtarzalna sytuacja, podyktowana być może także chęcią szybkiego wyjścia z wojennej i przesiedleńczej traumy. Mogło to także oznaczać, że przesiedleńcy zaakceptowali swój los i powoli wrastali w nową rzeczywistość. Wkład Kresowiaków w odbudowę biologiczną regionu był ogromny.

Ale to nie trwało długo...

- Niestety, ten pozytywny proces został w kolejnych latach zakłócony masową emigracją młodego pokolenia do miast i ośrodków przemysłowych w Polsce.

A jak było z wykształceniem przesiedleńców? Jak to się z czasem zmieniało?

- Społeczność kresowa przesiedlona na Opolszczyznę była bardzo zróżnicowana, gdy chodzi o warunki życia na Wschodzie, wykształcenie, wykonywane zawody czy choćby umiejętności gospodarowania. Mieszkańcy dawnych miast i miasteczek kresowych byli dobrze wykształceni i szczególnie aktywni w zagospodarowywaniu uwłaszczonego przemysłu.

Natomiast mieszkańcy wsi kresowych...

-... mieli duże trudności z gospodarowaniem w rolnictwie, ich poziom wykształcenia był niski.

Nie radzili sobie na przykład z zastanymi tu na miejscu maszynami rolniczymi.

Natomiast już pierwsze pokolenie Kresowiaków, tzw. pierwszego wyżu demograficznego, to pokolenie uczącej się młodzieży; stopień wykształcenia średniego i wyższego wzrastał w tej grupie w imponującym tempie.

O ile wykształcenie wyższe wśród dziadków i rodziców wynosiło jedynie 1,6 proc., to wśród dzieci wyniosło już 10,7 proc., a u wnuków - 17,3 proc.!

Z upływem lat bardzo widoczne były coraz wyraźniejsze aspiracje edukacyjne rodzin kresowych, i to dotyczące szkół ogólnokształcących, a nie zawodowych - bardzo popularnych u rodzin śląskich, gdzie długo panowała zasada: szkoła zawodowa i jak najszybciej do pracy. Zdarzało się, że w szkole ogólnokształcącej uczyło się kilka dziewcząt z rodzin śląskich i cała masa tych z rodzin kresowych czy napływowych.

Mogło o tym zdecydować pewne doświadczenie wojenne, myślenie w rodzaju: wykształcenie jest wartością samą w sobie, bo wojna zabrała nam wszystko, wszystko musieliśmy porzucić, a tego, czego się nauczysz, nie zabierze ci nikt i nic.

Aktualne pokolenie Kresowiaków, czy raczej ich potomków, urodzone 20-30 lat temu, wchodzi właśnie w życie, zakłada rodziny, podejmuje pracę. Ponad 25-30 proc. tego pokolenia to już absolwenci szkół wyższych, o dużych skłonnościach do emigracji zagranicznych.

Podsumowując badania...

-... można stwierdzić, że aktualnie różnice demograficzne, społeczne i ekonomiczne pomiędzy Kresowiakami i pozostałą ludnością Śląska Opolskiego wciąż istnieją, a dalszy proces integracji i zbliżania się różnych grup ludności wciąż trwa. Trauma okupacji niemieckiej i sowieckiej oraz brak wzajemnego zaufania, a także poczucie tymczasowości związane z przesiedleniem, z upływem czasu mijają. Po 65 latach proces integracji wciąż jednak nie jest jeszcze zakończony, to się zmienia w zależności od okoliczności historycznych czy politycznych. Nie można postawić kreski i uznać, że wszyscy ze wszystkimi do końca się zintegrowali i jest cudownie...