Asesorzy Ujawnieni

Joanna Pszon
2009-12-15 , aktualizacja: 15.12.2009 21:39
A A A Drukuj
Po kilkumiesięcznej batalii zarząd województwa ujawnił wczoraj nazwiska asesorów oceniających w 2008 roku unijne wnioski. Najbardziej zapracowani, ale też najlepiej za swoją pracę wynagrodzeni okazali się eksperci powiązani z Akademickim Inkubatorem Przedsiębiorczości PO. W jego zarządzie zasiada wicemarszałek Andrzej Kasiura.
Andrzej Kasiura
Fot. Rafał Mielnik / AG 20090317
Andrzej Kasiura






Rekordzistą okazał się Piotr Bębenek (wicedyrektor AIP) - w ponad rok ocenił 108 wniosków dla Opolskiego Centrum Rozwoju Gospodarki. Każdy wniosek to dwie oceny - I i II stopnia. Zdaniem radnego Jacka Pawlickiego, który od września walczył o ujawnienie nazwisk asesorów, sumienne dokonanie tylu ocen jest prawie niemożliwe. - Czasem wniosek to gruby segregator dokumentów, który trzeba dokładnie przejrzeć, chyba że ktoś to robił byle jak, bo wiedział, że i tak te wnioski przejdą - sugeruje radny SLD.

Z Bębenkiem nie udało nam się wczoraj skontaktować, ale bierze go w obronę marszałek województwa Józef Sebesta (PO). - Ktoś, kto się dobrze w tym orientuje, fachowiec - a tylko takich powołaliśmy na ekspertów czy asesorów - jedną ocenę zrobi w dwie lub trzy godziny - zapewnia.

Za każdy wniosek asesor otrzymywał 200 zł.

Mniejszość w mniejszości

Jednak Pawlicki chce poznać nie tylko tych, którzy mieli najwięcej zleceń, ale też poznać powiązania asesorów. Z kim? Z partiami, ugrupowaniami, zarządem województwa. Bo jego zdaniem, co wypowiadał, nim nazwiska ujrzały światło dzienne, większość - przynajmniej w czołówce oceniających - miała być kojarzona z Mniejszością Niemiecką. Obiecał zgolić czuprynę, jeśli jest inaczej.

Tymczasem Józef Kotyś, wicemarszałek z MN, zapewnia, że w czołówce najbardziej zapracowanych ekspertów związany z MN jest tylko Łukasz Raida - trzeci na liście pod względem liczby ocenionych wniosków (77). Wcześniej był pracownikiem urzędu marszałkowskiego, teraz jest zastępcą wójta Komprachcic.

Raida jeszcze w zeszłym tygodniu zgodził się, by ujawnić jego nazwisko. - Bo nie mam się czego wstydzić. Po drugie, ciężko już było słuchać niektórych wypowiedzi, które nie były merytoryczne - mówi. Ale natychmiast dodaje, że sam fakt podania do publicznej wiadomości nazwisk oceniających wnioski nie jest dobrą praktyką. - Nazwiska oceniających asesorów miały być trzymane w tajemnicy, a teraz, po ich ujawnieniu, jakiś przedsiębiorca może mieć pretensje, że tak, a nie inaczej oceniono jego wniosek - uważa. - Nie można nawet wykluczyć, że ktoś będzie niezadowolony i zechce się mścić - spekuluje.

Jego zdaniem spowoduje to również, że do oceniających zaczną się zgłaszać przedsiębiorcy, by im napisać wniosek (takie przypadki się zdarzały). - I kto wtedy będzie je oceniał? - pyta Raida.

Włosy wciąż na głowie

Pawlicki jednak głowy golić nie zamierza. - Spokojnie, nie widziałem jeszcze tej listy, bo jestem akurat w Warszawie. Wpierw muszę ją przeanalizować - zastrzega, ale dodaje, że jego zdaniem lider listy, czyli Bębenek, także ma związki z MN, a raczej z członkiem zarządu Andrzejem Kasiurą z MN. - Który jest przewodniczącym rady nadzorującej inkubator, czyli też i pana Bębenka - wylicza.

Z inkubatorem związana jest także czwarta na liście Marzena Szewczuk-Stępień (71 wniosków) - jest jego szefową. W tym samym inkubatorze funduszami unijnymi zajmuje się Ewa Raida, żona Łukasza Raidy. - Nigdy moja żona nie oceniała projektów. Została wpisana na listę asesorów, ale z udostępnionej przez zarząd listy widać, iż nie wykonywała ocen w żadnym z naborów - zapewnia nas Raida.

Pawlicki wytyka, że inkubator został powołany, aby pisać wnioski, a nie je oceniać: - Tymczasem jest zapis z jednego z posiedzeń rady nadzorującej, że zarząd województwa występuje do inkubatora o zgłoszenie asesorów. To w końcu są od pisania wniosków czy ich oceniania?

Marszałek po ujawnieniu listy: - Nie ma tu na pewno żadnego kolesiostwa. Nie wyobrażam sobie, aby ktoś oceniał wniosek instytucji, w której jest zatrudniony lub z którą jest powiązany. I dodaje: - Niedopuszczalne jest jednak, aby radny Pawlicki z przynależności narodowościowej czynił tło sprawy, aby podkładać tu relacje większość - mniejszość, które są od lat poukładane i wręcz wzorcowe - podkreśla oburzony.

Jednak radny SLD jest nieugięty. - Kiedy zarząd odpowie na wszystkie nasze pytania o asesorów, co oceniali, kiedy, w jakim czasie, o co zapytaliśmy już jako klub radnych w nowej interpelacji, wtedy zobaczymy, co powie marszałek - grzmi Pawlicki.

Podziel się

  • 23 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Jesteśmy na Facebooku