Wicemarszałek Kotyś upiera się, by asesorzy byli tajni

Joanna Pszon
2009-12-02 , aktualizacja: 02.12.2009 19:26
A A A Drukuj
Wciąż nie wiadomo, kim jest asesor o numerze 11, który ocenił najwięcej unijnych wniosków w ubiegłym roku, bo zarząd województwa nadal nie udostępnia radnemu SLD Jackowi Pawlickiemu danych, o jakie prosi od września.
Czy radny Jacek Pawlicki będzie musiał ogolić głowę?
Fot. Rafał Mielnik / AG
Czy radny Jacek Pawlicki będzie musiał ogolić głowę?
SONDAŻ
Czy nazwiska asesorów powinny być podane do publicznej wiadomości?

tak
nie

Pawlicki kolejny raz dostał odpowiedź, że eksperci (wcześniej zwani asesorami) nie są osobami publicznymi, więc nie można upubliczniać ich nazwisk w zestawieniu z tym, ilu i jakich ocen unijnych wniosków dokonali. - Bo to już powoduje, iż de facto podajemy informację o tym, ile dany ekspert zarobił, skoro jest jedna stawka za każdą ocenę. To przecież łatwo policzyć. A takie dane już na pewno nie są do podawania opinii publicznej i nigdzie w kraju się tego nie robi, przy żadnych unijnych programach - podkreśla Józef Kotyś, wicemarszałek z MN.

Radny otrzymał więc po raz drugi zestawienie, w którym asesorzy mają numery, a nie nazwiska. Pawlicki już wcześniej zliczył, że jest kilku liderów mających najwięcej zleceń. To numery 11, 7, 6 i 10. Ten pierwszy w ub. roku dokonał 192 ocen (być może trochę mniej, bo teraz podważana jest metodologia podliczania tego). - I tak, uznając, że jakiś superekspert daje radę przejrzeć jeden wniosek w dwa dni, co i tak wydaje się mało prawdopodobne, to ten o numerze 11 nie robił nic innego, tylko oceniał. Kim on jest? - pyta Pawlicki i znów zapowiada, że nie odpuści, bo jego zdaniem informacja ta nie może być tajna. - Przecież jak się powołuje asesorów, ich nazwiska pojawiają się w internecie, to dlaczego potem już są skrywane? - dziwi się. - Na razie dostaję w odpowiedzi na moją interpelację pisma, ale teraz zażądałem odpowiedzi w postaci decyzji - czy dadzą mi te nazwiska, czy nie. Jeśli decyzja będzie odmowna, spotkamy się w sądzie administracyjnym - zapowiada radny SLD.

Dlaczego jest tak zaciekły? - Bo domniemywam, że bardzo ciekawe rzeczy wyjdą na jaw. Ogolę się na łyso, jeśli się okaże, że pierwszej piątce tych, którzy mają najwięcej zleceń, większości nie stanowią ludzie powiązani z mniejszością niemiecką - obiecuje Pawlicki mający (na razie) bujną czuprynę.

Kotyś natychmiast odpiera: - To awanturnictwo polityczne i jakieś insynuacje. Czyżby zaczęła się kampania i radny na siłę starał się czymś wykazać? Zapewniam, że z czwórki ekspertów, która dostawała najwięcej zleceń, jest tylko jedna osoba, która może być z Mniejszości Niemieckiej. Może, bo nie sprawdzałem, czy na pewno jest członkiem. I ta proporcja - jeden do trzech - odzwierciedla akurat strukturę społeczeństwa w naszym regionie, więc nie jest to dziwne - mówi wicemarszałek i dodaje, że w dodatku owa czwórka już nie ocenia wniosków. - Okazało się, że mają dość duży odsetek uzasadnionych protestów, co do ich oceny - wyjaśnia. Tłumaczy, że wzięło się to stąd, iż OCRG miało za mało asesorów, więc niektórzy zostali obłożeni zbyt dużą ilością wniosków. Teraz asesorów jest więcej i już pilnowane jest, aby nie dochodziło do takich patologicznych sytuacji.

Nie zapowiada się, by Kotyś miał odpuścić i podać nazwiska, ale być może będzie musiał. Marszałek województwa Józef Sebesta (PO) uważa, że najlepiej by było, gdyby o ujawnienie tych danych zwróciła się do zarządu komisja rewizyjna. - Wtedy się to rozpatrzy, bo ja generalnie nie jestem temu przeciwny, zobaczymy - mówi, choć dwa miesiące temu uważał, że upublicznienie tych nazwisk mogłoby spowodować jakieś naciski grup interesów na danych asesorów.

Za tym, by podać radnemu nazwiska jest przewodniczący sejmiku Bogusław Wierdak z PO.

Podziel się

  • 10 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Jesteśmy na Facebooku