Wicemarszałek Kotyś upiera się, by asesorzy byli tajni
2009-12-02
, aktualizacja: 02.12.2009 19:26
Wciąż nie wiadomo, kim jest asesor o numerze 11, który ocenił najwięcej unijnych wniosków w ubiegłym roku, bo zarząd województwa nadal nie udostępnia radnemu SLD Jackowi Pawlickiemu danych, o jakie prosi od września.
ZOBACZ TAKŻE
- Powoływanie asesorów oceniających unijne wnioski zgodne z prawem (22-04-10, 20:16)
- Sejmikowa komisja rewizyjna bada asesorów (09-02-10, 22:00)
- Radny Pawlicki dostał nożyczki od MN (17-12-09, 16:24)
- Asesorzy Ujawnieni (15-12-09, 21:38)
- Czy we wtorek Pawlicki ogoli głowę? (10-12-09, 19:59)
- Zarząd województwa odtajni nazwiska oceniających wnioski o unijne dofinansowanie (08-12-09, 20:56)
- Ujawnienie nazwisk asesorów dzieli sejmikową koalicję (07-12-09, 23:00)
- Minister: Nazwiska asesorów mają być jawne (03-12-09, 19:47)
- Nazwiska asesorów wciąż tajne (16-11-09, 21:00)
- Kto ocenia wnioski o ciężkie unijne pieniądze (29-09-09, 19:46)
SONDAŻ
Pawlicki kolejny raz dostał odpowiedź, że eksperci (wcześniej zwani asesorami) nie są osobami publicznymi, więc nie można upubliczniać ich nazwisk w zestawieniu z tym, ilu i jakich ocen unijnych wniosków dokonali. - Bo to już powoduje, iż de facto podajemy informację o tym, ile dany ekspert zarobił, skoro jest jedna stawka za każdą ocenę. To przecież łatwo policzyć. A takie dane już na pewno nie są do podawania opinii publicznej i nigdzie w kraju się tego nie robi, przy żadnych unijnych programach - podkreśla Józef Kotyś, wicemarszałek z MN.
Radny otrzymał więc po raz drugi zestawienie, w którym asesorzy mają numery, a nie nazwiska. Pawlicki już wcześniej zliczył, że jest kilku liderów mających najwięcej zleceń. To numery 11, 7, 6 i 10. Ten pierwszy w ub. roku dokonał 192 ocen (być może trochę mniej, bo teraz podważana jest metodologia podliczania tego). - I tak, uznając, że jakiś superekspert daje radę przejrzeć jeden wniosek w dwa dni, co i tak wydaje się mało prawdopodobne, to ten o numerze 11 nie robił nic innego, tylko oceniał. Kim on jest? - pyta Pawlicki i znów zapowiada, że nie odpuści, bo jego zdaniem informacja ta nie może być tajna. - Przecież jak się powołuje asesorów, ich nazwiska pojawiają się w internecie, to dlaczego potem już są skrywane? - dziwi się. - Na razie dostaję w odpowiedzi na moją interpelację pisma, ale teraz zażądałem odpowiedzi w postaci decyzji - czy dadzą mi te nazwiska, czy nie. Jeśli decyzja będzie odmowna, spotkamy się w sądzie administracyjnym - zapowiada radny SLD.
Dlaczego jest tak zaciekły? - Bo domniemywam, że bardzo ciekawe rzeczy wyjdą na jaw. Ogolę się na łyso, jeśli się okaże, że pierwszej piątce tych, którzy mają najwięcej zleceń, większości nie stanowią ludzie powiązani z mniejszością niemiecką - obiecuje Pawlicki mający (na razie) bujną czuprynę.
Kotyś natychmiast odpiera: - To awanturnictwo polityczne i jakieś insynuacje. Czyżby zaczęła się kampania i radny na siłę starał się czymś wykazać? Zapewniam, że z czwórki ekspertów, która dostawała najwięcej zleceń, jest tylko jedna osoba, która może być z Mniejszości Niemieckiej. Może, bo nie sprawdzałem, czy na pewno jest członkiem. I ta proporcja - jeden do trzech - odzwierciedla akurat strukturę społeczeństwa w naszym regionie, więc nie jest to dziwne - mówi wicemarszałek i dodaje, że w dodatku owa czwórka już nie ocenia wniosków. - Okazało się, że mają dość duży odsetek uzasadnionych protestów, co do ich oceny - wyjaśnia. Tłumaczy, że wzięło się to stąd, iż OCRG miało za mało asesorów, więc niektórzy zostali obłożeni zbyt dużą ilością wniosków. Teraz asesorów jest więcej i już pilnowane jest, aby nie dochodziło do takich patologicznych sytuacji.
Nie zapowiada się, by Kotyś miał odpuścić i podać nazwiska, ale być może będzie musiał. Marszałek województwa Józef Sebesta (PO) uważa, że najlepiej by było, gdyby o ujawnienie tych danych zwróciła się do zarządu komisja rewizyjna. - Wtedy się to rozpatrzy, bo ja generalnie nie jestem temu przeciwny, zobaczymy - mówi, choć dwa miesiące temu uważał, że upublicznienie tych nazwisk mogłoby spowodować jakieś naciski grup interesów na danych asesorów.
Za tym, by podać radnemu nazwiska jest przewodniczący sejmiku Bogusław Wierdak z PO.
Radny otrzymał więc po raz drugi zestawienie, w którym asesorzy mają numery, a nie nazwiska. Pawlicki już wcześniej zliczył, że jest kilku liderów mających najwięcej zleceń. To numery 11, 7, 6 i 10. Ten pierwszy w ub. roku dokonał 192 ocen (być może trochę mniej, bo teraz podważana jest metodologia podliczania tego). - I tak, uznając, że jakiś superekspert daje radę przejrzeć jeden wniosek w dwa dni, co i tak wydaje się mało prawdopodobne, to ten o numerze 11 nie robił nic innego, tylko oceniał. Kim on jest? - pyta Pawlicki i znów zapowiada, że nie odpuści, bo jego zdaniem informacja ta nie może być tajna. - Przecież jak się powołuje asesorów, ich nazwiska pojawiają się w internecie, to dlaczego potem już są skrywane? - dziwi się. - Na razie dostaję w odpowiedzi na moją interpelację pisma, ale teraz zażądałem odpowiedzi w postaci decyzji - czy dadzą mi te nazwiska, czy nie. Jeśli decyzja będzie odmowna, spotkamy się w sądzie administracyjnym - zapowiada radny SLD.
Dlaczego jest tak zaciekły? - Bo domniemywam, że bardzo ciekawe rzeczy wyjdą na jaw. Ogolę się na łyso, jeśli się okaże, że pierwszej piątce tych, którzy mają najwięcej zleceń, większości nie stanowią ludzie powiązani z mniejszością niemiecką - obiecuje Pawlicki mający (na razie) bujną czuprynę.
Kotyś natychmiast odpiera: - To awanturnictwo polityczne i jakieś insynuacje. Czyżby zaczęła się kampania i radny na siłę starał się czymś wykazać? Zapewniam, że z czwórki ekspertów, która dostawała najwięcej zleceń, jest tylko jedna osoba, która może być z Mniejszości Niemieckiej. Może, bo nie sprawdzałem, czy na pewno jest członkiem. I ta proporcja - jeden do trzech - odzwierciedla akurat strukturę społeczeństwa w naszym regionie, więc nie jest to dziwne - mówi wicemarszałek i dodaje, że w dodatku owa czwórka już nie ocenia wniosków. - Okazało się, że mają dość duży odsetek uzasadnionych protestów, co do ich oceny - wyjaśnia. Tłumaczy, że wzięło się to stąd, iż OCRG miało za mało asesorów, więc niektórzy zostali obłożeni zbyt dużą ilością wniosków. Teraz asesorów jest więcej i już pilnowane jest, aby nie dochodziło do takich patologicznych sytuacji.
Nie zapowiada się, by Kotyś miał odpuścić i podać nazwiska, ale być może będzie musiał. Marszałek województwa Józef Sebesta (PO) uważa, że najlepiej by było, gdyby o ujawnienie tych danych zwróciła się do zarządu komisja rewizyjna. - Wtedy się to rozpatrzy, bo ja generalnie nie jestem temu przeciwny, zobaczymy - mówi, choć dwa miesiące temu uważał, że upublicznienie tych nazwisk mogłoby spowodować jakieś naciski grup interesów na danych asesorów.
Za tym, by podać radnemu nazwiska jest przewodniczący sejmiku Bogusław Wierdak z PO.
- 10 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy





