Rurynkiewicz: nie popuszczę w sprawie prezesa radia
2009-11-30
, aktualizacja: 30.11.2009 20:20
- Nie rozumiem, dlaczego koledzy z rady nie chcieli rozmawiać o innych kandydaturach na prezesa radia, poza jednym. Mam nadzieję, że to się zmieni, bo ja nie popuszczę - mówi Ewa Rurynkiewicz z rady nadzorczej Radia Opole
ZOBACZ TAKŻE
- Kudyba: Nie będzie samych "heimatów" (21-02-10, 22:00)
- Radio Opole pozostaje bez prezesa (30-11-09, 01:00)
- Radio Opole. Paragrafy wygrały z rozsądkiem (19-11-09, 23:00)
Przypomnijmy, że rada nie wybrała prezesa Radia Opole, choć według wcześniejszych ustaleń konkurs miał wygrać Paweł Frącz. Rurynkiewicz nie przystała na ten układ, bo po przesłuchaniu pięciu osób bardziej podobał się jej inny kandydat. Konkurs nie został rozstrzygnięty. Następny w styczniu.
Mówi Ewa Rurynkiewicz
Joanna Pszon: Zniweczyła Pani cały układ.
Ewa Rurynkiewicz: Po prostu nie miałam żadnych wytycznych politycznych, bo ich nie mogłam mieć. Nie jestem reprezentantem SLD, nie jestem wskazana do rady nadzorczej przez nikogo z Opola, poza tym w większości swoich życiowych decyzji starałam się kierować rozumem. Nie powiem, że tak zawsze było, że nie miałam w sobie tej poprawności politycznej, tej dyscypliny partyjnej, bo to nie byłaby prawda. Natomiast teraz jestem w takiej komfortowej sytuacji, że swoją działalność polityczną zawiesiłam, gdy tylko zakończyłam pełnienie funkcji wicemarszałka. Bycie osobą publiczną bardzo wiele mnie kosztowało, powiedziałam więc sobie, że nigdy więcej...
A tu jednak znów podjęła się Pani takiego zadania i od razu się Pani stawia.
- Zawsze zdawałam się nie tylko na wiedzę i doświadczenie, ale także na intuicję. Miało to miejsce np. przy wyborze Krystyny Lenart na dyrektorkę Muzeum Śląska Opolskiego. Wcześniej jej nie znałam, ale porozmawiałyśmy o przyszłości i wiedziałam, że to dobry wybór. Pierwszy raz ujrzałam Bartosza Zaczykiewicza, kiedy zaczęłam pracować i to ode mnie dostał powołanie na pięć lat. Uważam, że to jeden z najlepszych moich wyborów.
I dlatego nie powołała Pani kolegi partyjnego Dariusza Siedlaka na dyrektora filharmonii?
- Uważałam, że nie może być tak, że wchodzi się do filharmonii i odrzuca nas panujący tam smród. Generalnie było to stęchłe i prowincjonalne miejsce. Absolutnie nie twierdzę, że się znam na wszystkim, ale mam tę intuicję...
I intuicja podpowiedziała Pani, że na menedżerską posadę lepiej wpuścić artystę Bogusława Dawidowa? W konkursie na prezesa radia też wolała Pani dziennikarza od menedżera.
- Wyznaję zasadę, że człowiek podejmując jakieś zadanie, musi mieć pasję. Musi kochać to, co robi. Z Dawidowa aż bije, że on tą filharmonią żyje. A od finansów ma księgowego, ma finansistę, który ma mu wskazać, gdzie są pieniądze, gdzie o nie walczyć, gdzie się ubiegać. I myślę, że na trudne czasy zawsze jest potrzebna pasja. Proszę zobaczyć, że Zaczykiewicz jednak wyprowadził teatr na prostą, co więcej - dzięki niemu o opolskim teatrze słychać było w kraju.
To znaczy, że w Radiu Opole też trzeba postawić na pasjonata, wizjonera?
- Uważam, że wartością Opolszczyzny jest nasza różnorodność i nasza tolerancja. Potrzeba kogoś, kto pokaże, że Opolszczyzna ma w sobie potencjał, możliwości i fajne rzeczy, że nie musimy się uczyć od innych i mieć kompleksy, tylko odnaleźć swoją drogę.
Teraz w konkursie najbardziej podobał się Pani Janusz Sidor. On miał taką wizję?
- Jeżeli o powodzeniu radia decyduje jakoś jego słuchalność, to koncepcja rozszerzania jej jest tą wizją, no bo przecież nie rachunkami to zrobimy.
Ale na te rachunki będzie stawiała reszta rady, bo tak widzą rolę prezesa. Myśli Pani, że się w końcu dogadacie?
- Podjęłam decyzję, że są dwa miesiące, w których będę kierowała radiem i tylko te dwa miesiące, ani trochę dłużej, bo jeśli nie wybierzemy prezesa, to muszę uznać, że nie mam racji i wycofać się z prac w radzie. Mam nadzieję, że się dogadamy, inaczej będziemy mieć piekło, a radio sobie na to nie zasługuje.
Chce ich Pani przekonać, czy dać się przekonać?
- Oczywiście, że przekonać kolegów, krok po kroku, argumentami. Nad zaakceptowaniem Dawidowa pracowałam rok, tu dałam sobie dwa miesiące. Nie można żyć w tym radiu tak długo bez żadnej perspektywy. Są pewne inwestycje czy decyzje, które już muszą być podejmowane. Dłużej zwlekać nie można. Sądzę, że zastanowią się nad tym panowie z rady i uzgodnimy wspólną kandydaturę.
Przed konkursem?
- Przed konkursem ja uzgadniać nic nie będę. Myślę, że jednakowo wysłuchamy wszystkich, a potem będziemy budować wspólne stanowisko.
Mówi Ewa Rurynkiewicz
Joanna Pszon: Zniweczyła Pani cały układ.
Ewa Rurynkiewicz: Po prostu nie miałam żadnych wytycznych politycznych, bo ich nie mogłam mieć. Nie jestem reprezentantem SLD, nie jestem wskazana do rady nadzorczej przez nikogo z Opola, poza tym w większości swoich życiowych decyzji starałam się kierować rozumem. Nie powiem, że tak zawsze było, że nie miałam w sobie tej poprawności politycznej, tej dyscypliny partyjnej, bo to nie byłaby prawda. Natomiast teraz jestem w takiej komfortowej sytuacji, że swoją działalność polityczną zawiesiłam, gdy tylko zakończyłam pełnienie funkcji wicemarszałka. Bycie osobą publiczną bardzo wiele mnie kosztowało, powiedziałam więc sobie, że nigdy więcej...
A tu jednak znów podjęła się Pani takiego zadania i od razu się Pani stawia.
- Zawsze zdawałam się nie tylko na wiedzę i doświadczenie, ale także na intuicję. Miało to miejsce np. przy wyborze Krystyny Lenart na dyrektorkę Muzeum Śląska Opolskiego. Wcześniej jej nie znałam, ale porozmawiałyśmy o przyszłości i wiedziałam, że to dobry wybór. Pierwszy raz ujrzałam Bartosza Zaczykiewicza, kiedy zaczęłam pracować i to ode mnie dostał powołanie na pięć lat. Uważam, że to jeden z najlepszych moich wyborów.
I dlatego nie powołała Pani kolegi partyjnego Dariusza Siedlaka na dyrektora filharmonii?
- Uważałam, że nie może być tak, że wchodzi się do filharmonii i odrzuca nas panujący tam smród. Generalnie było to stęchłe i prowincjonalne miejsce. Absolutnie nie twierdzę, że się znam na wszystkim, ale mam tę intuicję...
I intuicja podpowiedziała Pani, że na menedżerską posadę lepiej wpuścić artystę Bogusława Dawidowa? W konkursie na prezesa radia też wolała Pani dziennikarza od menedżera.
- Wyznaję zasadę, że człowiek podejmując jakieś zadanie, musi mieć pasję. Musi kochać to, co robi. Z Dawidowa aż bije, że on tą filharmonią żyje. A od finansów ma księgowego, ma finansistę, który ma mu wskazać, gdzie są pieniądze, gdzie o nie walczyć, gdzie się ubiegać. I myślę, że na trudne czasy zawsze jest potrzebna pasja. Proszę zobaczyć, że Zaczykiewicz jednak wyprowadził teatr na prostą, co więcej - dzięki niemu o opolskim teatrze słychać było w kraju.
To znaczy, że w Radiu Opole też trzeba postawić na pasjonata, wizjonera?
- Uważam, że wartością Opolszczyzny jest nasza różnorodność i nasza tolerancja. Potrzeba kogoś, kto pokaże, że Opolszczyzna ma w sobie potencjał, możliwości i fajne rzeczy, że nie musimy się uczyć od innych i mieć kompleksy, tylko odnaleźć swoją drogę.
Teraz w konkursie najbardziej podobał się Pani Janusz Sidor. On miał taką wizję?
- Jeżeli o powodzeniu radia decyduje jakoś jego słuchalność, to koncepcja rozszerzania jej jest tą wizją, no bo przecież nie rachunkami to zrobimy.
Ale na te rachunki będzie stawiała reszta rady, bo tak widzą rolę prezesa. Myśli Pani, że się w końcu dogadacie?
- Podjęłam decyzję, że są dwa miesiące, w których będę kierowała radiem i tylko te dwa miesiące, ani trochę dłużej, bo jeśli nie wybierzemy prezesa, to muszę uznać, że nie mam racji i wycofać się z prac w radzie. Mam nadzieję, że się dogadamy, inaczej będziemy mieć piekło, a radio sobie na to nie zasługuje.
Chce ich Pani przekonać, czy dać się przekonać?
- Oczywiście, że przekonać kolegów, krok po kroku, argumentami. Nad zaakceptowaniem Dawidowa pracowałam rok, tu dałam sobie dwa miesiące. Nie można żyć w tym radiu tak długo bez żadnej perspektywy. Są pewne inwestycje czy decyzje, które już muszą być podejmowane. Dłużej zwlekać nie można. Sądzę, że zastanowią się nad tym panowie z rady i uzgodnimy wspólną kandydaturę.
Przed konkursem?
- Przed konkursem ja uzgadniać nic nie będę. Myślę, że jednakowo wysłuchamy wszystkich, a potem będziemy budować wspólne stanowisko.
A nie boi się Pani, że koledzy też dali sobie dwa miesiące, aby popracować nad Panią i przeforsować jednak kandydaturę Pawła Frącza?
- No to mnie nie znają. Jak jestem o czymś przekonana, to nie popuszczę. I nie rozumiem, dlaczego nie chcą rozmawiać o innych kandydaturach. Mam nadzieję, że już na następnej naradzie będziemy dyskutować o wielu nazwiskach.
A działa na Panią ten straszak, o którym wspomina przewodniczący rady, że jak się nie będzie zanosiło na porozumienie, to wynajmie firmę konsultingową, która wskaże najlepszą kandydaturę?
- Wybór i tak należy do rady. A czy koledzy poczują się związani decyzją tej firmy, gdy nie będzie się ona pokrywała z ich wyobrażeniem?
Czyli musicie usiąść i - że tu Panią zacytuję - zacząć myśleć?
- Tak. Musimy mieć świadomość, że wszyscy patrzą na to, jakiego dokonamy wyboru. Jesteśmy jedną z najlepszych publicznych rozgłośni w kraju, w której nie było wcześniej problemów, nie licząc ostatniego okresu. Trzeba więc wybrać dobrego prezesa i zapomnieć o tym złym czasie. Też podawałam argument, że nie przez wszystkie środowiska ta preferowana przez kolegów kandydatura Frącza byłaby zaakceptowana. Z tego co słyszę w radiu, to przez dziennikarzy nie byłaby. A czy na trudne czasy potrzebny jest konflikt? Na trudne czasy potrzeby jest prezes, który skonsoliduje załogę, który znajdzie wspólny cel i poprzez swą pasję pociągnie za sobą innych.
- No to mnie nie znają. Jak jestem o czymś przekonana, to nie popuszczę. I nie rozumiem, dlaczego nie chcą rozmawiać o innych kandydaturach. Mam nadzieję, że już na następnej naradzie będziemy dyskutować o wielu nazwiskach.
A działa na Panią ten straszak, o którym wspomina przewodniczący rady, że jak się nie będzie zanosiło na porozumienie, to wynajmie firmę konsultingową, która wskaże najlepszą kandydaturę?
- Wybór i tak należy do rady. A czy koledzy poczują się związani decyzją tej firmy, gdy nie będzie się ona pokrywała z ich wyobrażeniem?
Czyli musicie usiąść i - że tu Panią zacytuję - zacząć myśleć?
- Tak. Musimy mieć świadomość, że wszyscy patrzą na to, jakiego dokonamy wyboru. Jesteśmy jedną z najlepszych publicznych rozgłośni w kraju, w której nie było wcześniej problemów, nie licząc ostatniego okresu. Trzeba więc wybrać dobrego prezesa i zapomnieć o tym złym czasie. Też podawałam argument, że nie przez wszystkie środowiska ta preferowana przez kolegów kandydatura Frącza byłaby zaakceptowana. Z tego co słyszę w radiu, to przez dziennikarzy nie byłaby. A czy na trudne czasy potrzebny jest konflikt? Na trudne czasy potrzeby jest prezes, który skonsoliduje załogę, który znajdzie wspólny cel i poprzez swą pasję pociągnie za sobą innych.
- 10 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos





