Radio Opole pozostaje bez prezesa

Joanna Pszon
2009-11-30 , aktualizacja: 29.11.2009 19:59
A A A Drukuj
- Dla poprawności politycznej nie można wyłączać myślenia - mówi Ewa Rurynkiewicz, która pokrzyżowała wcześniejsze plany rady nadzorczej rozgłośni, że konkurs na prezesa Radia Opole ma wygrać Paweł Frącz
Ewa Rurynkiewicz
Fot. Rafał Mielnik / AG
Ewa Rurynkiewicz
Długa piątkowa dyskusja członków rady rozegrała się tak naprawdę wokół trójki kandydatów, chociaż przesłuchiwano ich pięcioro.

Violetta Porowska (opolska radna PiS-u, wcześniej szefowa Opolskiego Centrum Zdrowia Publicznego, jeszcze wcześniej dziennikarka radiowa) miała otrzymać najlepszą punktację. Zdaniem jurorów wypadła bardzo dobrze, bo błyskotliwie i na luzie odpowiadała na wszystkie pytania.

Janusz Sidor (dziennikarz telewizyjny, producent, były naczelnik wydziału kultury opolskiego ratusza) miał zachwycić wizją radia od strony dziennikarskiej i pomysłami, które sprawiłyby, że radio zyskałoby także młodszego słuchacza.

Paweł Frącz (pracownik politechniki, były członek zarządu Radia Opole, gdy rządził w nim Bogusław Nierenberg) dostał z kolei najwięcej głosów w radzie nadzorczej, bo aż trzy. Ale o jeden za mało, by zostać prezesem. Za nim miało przemawiać doświadczenie (bo już w radiu pracował), ale też fakt, że na stanowisko prezesa poszukiwany jest przede wszystkim menedżer, który poradzi sobie w trudniejszej sytuacji finansowej, kiedy wpływy z abonamentu będą maleć, a za takiego fachowca mają go niektórzy członkowie rady.

Z tego, co wiemy nieoficjalnie, za Frączem głosowali szef rady Jan Minkner oraz Lech Rubisz (obaj go znają, ale przede wszystkim znają Nierenberga, obecnie felietonistę radia, który chciałby powrotu Frącza do rozgłośni). Poparł tę kandydaturę także przedstawiciel ministra Robert Rupociński. Mówi się, że to dlatego, iż Frącz jest dobrym znajomym Lecha Jaworskiego z PO, byłego członka KRRiT - wówczas kandydata AWS-u.

Przewodniczący Minkner zapewnia nas jednak, że nie ma mowy o żadnym ustawianiu konkursu pod konkretnego kandydata, bo gdyby tak było, to by go wybrano. - Po prostu żaden kandydat nie urzekł dostatecznie rady, choć był naprawdę wysoki poziom - mówi. - To jednak jest spółka handlowa, a nie medialna. Po lutym ma się zmienić sytuacja finansowa na niekorzyść. Trzeba wybrać człowieka z głową, który z niejednego pieca jadł, kogoś, kto dobrze pokieruje spółką od strony handlowej. Z programem damy sobie radę, dlatego nie wiem, czy to dobrze, aby dziennikarz stanął na czele spółki. Ja uważam, że to musi być dobry menedżer - zastrzega przewodniczący, wyjaśniając podłoże dyskusji podczas nieudanego wyboru prezesa.

Nie muszę się podporządkowywać

Tymczasem dowiadujemy się, że były wcześniejsze ustalenia, iż ma wygrać Frącz, którego w założeniach mieli poprzeć wszyscy członkowie rady oprócz Rolanda Mutwina z PiS-u (on się przekonać nie da). Wyłamała się jednak Rurynkiewicz. Nie chce za bardzo o tym rozmawiać, ale przyznaje, że ona inaczej postrzega rolę prezesa niż pozostali jurorzy. - Poróżniło nas to, czy prezesem ma być koniecznie ktoś tylko sprawny finansowo. Moim zdaniem ważna była oferta całościowa, także mówiąca o dziennikarskim warsztacie, o profesjonalizmie przygotowywanych programów. Samą cyfryzacją czy księgowością nie podniesie się słuchalności radia, a dobrymi audycjami, które przyciągną np. młodzież akademicką i mieszkańców Opola - uważa.

Nieoficjalnie wiemy, że kiedy okazało się, iż jej faworytem jest Sidor, zwolennicy Frącza mieli na nią mocno naciskać. Ona sama tylko to kwituje: - Niestety, czasem poprawność polityczna przeszkadza w myśleniu, ale ja ze swym doświadczeniem i intuicją nie muszę się tej poprawności podporządkowywać.

Miało nawet dojść do pewnej histerii. Padły też zarzuty, że Rurynkiewicz celowo uniemożliwia wybór prezesa, aby dalej pełnić w radiu jego funkcję i dostawać całkiem niezłe pieniądze. Ona więc zaproponowała, by ktoś inny został oddelegowany do radia na kolejne trzy miesiące, i wstrzymała się od głosu. Inny chętny się nie znalazł i wyborem rady nadal to ona będzie sprawować funkcję pełniącej obowiązki prezesa.

- W styczniu znów będziemy tę linę przeciągać. Zobaczymy, co się wydarzy - mówi o zapowiedziach ogłoszenia wówczas kolejnego konkursu. - Mam nadzieję, że pozostali kandydaci nie popełnią już tylu formalnych błędów i zostaną dopuszczeni do rozmów, a dzięki temu oferta będzie naprawdę szeroka - podkreśla. Przypomnijmy, że do tego konkursu stanęło 11 kandydatów, ale sześciu z powodów formalnych nie zakwalifikowało się do drugiej tury, czyli przesłuchań. Co ciekawe, w tej grupie byli sami dziennikarze.

Już na całą kadencję

Styczniowy konkurs jednak wybierze kandydata, który rozpocznie pracę w czerwcu, kiedy zaczyna się według prawa nowa kadencja dla prezesów regionalnych rozgłośni publicznego radia. Dlatego zdaniem przewodniczącego fakt, że rada teraz nie wybrała nikogo, można interpretować jako korzystne rozstrzygnięcie. - Owszem, jednemu z kandydatów zabrakło tylko jednego głosu, ale może i lepiej, że go zabrakło. Część kandydatów, mając świadomość, że przychodzą na pół roku prezesowania, tylko na dokończenie kadencji, mogłaby pracować na pół gwizdka. A tak w kolejnym konkursie wybierzemy już kogoś dobrego na całą kadencję - mówi Minkner.

Czy jednak nie boi się powtórki obecnego rozstrzygnięcia? - Jestem zdecydowany, by w razie potrzeby powołać niezależną agencję, która wyłoni jednego kandydata, a my go potem zaakceptujemy lub nie. Ale podważanie werdyktu takiej agencji to już nie taka prosta sprawa. Dlatego jestem przekonany, że przyszły konkurs na pewno zakończy się wyborem prezesa - zapewnia przewodniczący.

Podziel się

  • 16 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Jesteśmy na Facebooku