Radio Opole. Paragrafy wygrały z rozsądkiem

Joanna Pszon
2009-11-19 , aktualizacja: 19.11.2009 19:22
A A A Drukuj
W finale konkursu na prezesa publicznego Radia Opole znaleźli się kandydaci z politycznymi koneksjami. Resztę - doświadczonych dziennikarzy - wyeliminowano z powodów formalnych, czasem bardzo błahych
Teresa Kudyba
Fot. Rafał Mielnik / AG
Teresa Kudyba
Po tym, jak na szczeblu krajowym PiS dogadał się z SLD w sprawie podziału stołków w publicznych mediach, w radzie nadzorczej radia znaleźli się ludzie partii Kaczyńskich oraz związani z lewicą. Ogłosili konkurs na prezesa, do którego zgłosiło się 11 osób.

Przedstawiciele rady: Jan Minkner z Ordynackiej i Roland Mutwin z PiS dopuścili do etapu rozmowy kwalifikacyjnej tylko pięć z nich. Są to: Bogusław Feliszek (PR-owiec, przygotowujący kampanię PiS), Paweł Frącz (b. członek zarządu radia za czasów AWS i SLD), Artur Pawlak (b. radny SLD z Głuchołaz), Violetta Porowska (opolska radna PiS) i Janusz Sidor (dziennikarz telewizyjny, były naczelnik wydziału kultury w ratuszu).

Odrzuceni dziennikarze mają też żal, że dotąd się nie dowiedzieli, jakie w ich zgłoszeniach były braki.

Jakaś pieczątka przekreśla dorobek?

Teresa Kudyba, dziennikarka niezależna i producentka, informację o niedopuszczeniu jej do rozmowy kwalifikacyjnej z radą przyjęła z poczuciem upokorzenia. - Czuję się potraktowana jak sztubak, który dostał dwóję za to tylko, że zapomniał włożyć piórnik do tornistra. Nieoficjalnie wiem, że w moich dokumentach konkursowych zabrakło pieczątki lekarza medycyny pracy na zaświadczeniu. W moim przypadku ta formalna wpadka przekreśliła na starcie aż 20 lat dorobku dziennikarskiego w Polsce i za granicą oraz 10 lat doświadczenia managera, producenta filmowego i radiowego - podkreśla.

Mariusz Majeran, dziennikarz Radia Opole, nie wie, dlaczego tym razem jego dokumenty nie spełniały wymogów konkursowych, skoro wcześniej trzykrotnie je składał i był dopuszczany do rozmów kwalifikacyjnych. Ale domyśla się tej samej przyczyny, jaka miała wystąpić u Teresy Kudyby. - Być może chodzi o jedną lekarską pieczątkę, ponieważ zmieniła się nieco specyfikacja konkursowa. Na jednym dokumencie miałem pieczątkę lekarza medycyny pracy, a na drugim już zwykłą lekarską. Co prawda ten lekarz także zajmuje się medycyną pracy, ale akurat tej pieczątki nie miał, więc przybił zwykłą. I to jest jedyny powód, jaki przychodzi mi do głowy - mówi. - Widać, ważniejsza dla rady jest pieczątka od lekarza medycyny pracy niż moje doświadczenie.

Zbigniew Górniak, wieloletni dziennikarz i felietonista Radia Opole i "NTO" (kiedyś zastępca redaktora naczelnego tej gazety), mówi, że pytał asystentki rady nadzorczej radia, jaki był formalny powód niedopuszczenia go do konkursu. Ale usłyszał tylko, że przyczyna ta będzie w protokóle posiedzenia rady nadzorczej, który dopiero powstanie. - Może chodzi o oświadczenie, że nie istnieją prawne przyczyny, dla których nie mógłbym pełnić funkcji w spółce skarbu państwa? Nie mogłem złożyć takiego oświadczenia, ponieważ takie przyczyny istnieją - posiadam udziały w prywatnej spółce. Ale zamiast tego oświadczyłem, że w przypadku pozytywnego zakwalifikowania mnie w konkursie zbędę wszystkie udziały w niej - mówi i dodaje, że ma świadomość, iż stanowisko prezesa Radia Opole jest polityczne, ale chciał spróbować swych sił w konkursie. - Chciałem wyjść na ring. Wielka szkoda, że mnie na niego nie wpuszczono - mówi.

Janusz Maćkowiak, doświadczony dziennikarz Radia Opole, były prezes i redaktor naczelny tej rozgłośni, także nie weźmie udziału w kolejnym etapie konkursu. I nie ma pojęcia, co takiego miałoby być złego w jego dokumentach. - Napisałem, aby mi to wyjaśniono, ale do dziś nie dostałem odpowiedzi - mówi. Z lekkim przekąsem dodaje, że być może radzie nie spodobał się jego charakter pisma.

- Jak się chce, zawsze do czegoś się można przyczepić - kwituje inny dziennikarz Radia Opole Wiesław Kolbusz, który również stanął do konkursu. I jedyne, czego żałuje, to to, że nie mógł się zaprezentować.

Nie dopuszczono też zgłoszenia Marty Bobowskiej, byłej dziennikarki TVP Opole, ale jej dokumenty nie przyszły na czas do rozgłośni. - Tu nie było dyskusji, nawet nie otwieraliśmy koperty ze zgłoszeniem, tylko sprawdziliśmy nazwisko, by ją odesłać - mówi nam Roland Mutwin, członek rady nadzorczej (z PiS).

Paragrafy wygrały z rozsądkiem

- To, że odrzucono akurat samych dziennikarzy jest tylko zbiegiem okoliczności - twierdzi Mutwin z PiS. - Też ubolewam, że tak się stało, ale takie przyjęliśmy zasady i trzeba się ich trzymać. Gdybyśmy robili odstępstwa, dopiero podejrzewano by nas o jakieś machlojki przy konkursie, a zaświadczam, nie ma tu żadnych podtekstów politycznych - dodaje.

Kudyba powiada, że dziwi się członkom rady nadzorczej, że nie chcieli w ogóle poznać konkurencyjnych propozycji i innych kandydatów poza tymi, których przyjęli. - Byłoby warto, bo wystartowała plejada nazwisk z dorobkiem i pasją, ludzi kreatywnych, niezależnych, znanych w regionie, menedżerów własnych firm medialnych. W takim towarzystwie rywalizuje się z satysfakcją, ale też nie wstyd przegrać - zauważa.

- Niestety, ponad połowie z nas nie dano szansy przystąpienia do walki o nowy kształt opolskiej rozgłośni w nadchodzących, trudnych dla publicznych mediów czasach. Paragrafy wygrały z rozsądkiem i ludzką przyzwoitością, która nie rozróżnia partii ani kształtu lekarskich pieczęci - kwituje.

Podziel się

  • 31 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Jesteśmy na Facebooku