Musimy walczyć o przyszłość Opolszczyzny
2009-11-12
, aktualizacja: 12.11.2009 19:27
Rozmowa z Kazimierzem Szczygielskim
ZOBACZ TAKŻE
- Największy w kraju niż demograficzny grozi Opolszczyźnie (18-11-09, 17:27)
- Opolszczyzna wypadnie na margines (12-11-09, 19:26)
Arkadiusz Kuglarz: Prognozy demograficzne dla Opolszczyzny zawarte w opinii do Krajowej Strategii Rozwoju Regionalnego są fatalne.
Kazimierz Szczygielski (członek zespołu ds. polityki regionalnej przy opolskim marszałku): Opieraliśmy się na kilku prognozach demograficznych: ONZ, Unii Europejskiej, GUS, a także danych regionalnych. Wygląda na to, że rodzi się coraz mniej dzieci. By była odtwarzalność pokolenia, kobiety powinny rodzić przynajmniej dwójkę dzieci. Rodzą 1,3 dziecka. Brzmi to dziwnie, ale to oznacza, że potencjalna matka rodzi 0,6 dziewczynki. Chłopców rodzi się zawsze więcej, ale oni nie rodzą dzieci.
Prognoza przewidują, że ludność Opolszczyzny w 2030 roku spadnie do 850 tys.
- To wersja optymistyczna, w tej pesymistycznej mówi się, że Opolszczyzna może nie mieć nawet 800 tys. mieszkańców. Spadek mieszkańców dotyczy jednak całego kraju, nie tylko nas. Choć my na tle Polski wyglądamy najgorzej. W kraju współczynnik płodności wynosi 1,3 dziecka. U nas 1,1. Możemy zejść poniżej 1. Taki współczynnik mają może 2, 3 kraje na świecie.
Mało nas się rodzi, a jeszcze osłabia nas emigracja.
- Opolszczyzna do 2004 była największym regionem emigracyjnym w Polsce. 12 proc. mieszkańców było poza granicami dłużej lub krócej. W tej chwili niektóre regiony nas doganiają, ale takich słabych wyników, jak my, nie mają.
Jest jednak jeszcze gorszy czynnik niż wyjazdy zagraniczne. Nasze PKB jest dużo niższe od sąsiednich województw. Z przyczyn bytowych opuszcza nas kolejna grupa młodych ludzi. Mamy silną emigracje wewnętrzną. Nie dość, że mało nas się rodzi, to jeszcze sporo wyjeżdża.
KSRR otwarcie mówi o słabości Opola jako ośrodka akademickiego.
- Zacznijmy od tego, że Opole ma największą liczbę studentów w stosunku do liczby mieszkańców. Więc nie jest tak źle, choć środowisko akademickie jest powiedzmy - delikatnie mówiąc - mało dynamiczne. Jednak młodzi ludzie wyjeżdżają na studia do Wrocławia i dalej. Dlaczego? Po pierwsze, na części kierunków tam jest wyższy poziom. Mówię na części, bo jest wiele kierunków, na których poziomem nie odbiegamy od sąsiadów. Przecież na opolskich uczelniach często wykłada ta sama kadra co we Wrocławiu czy Katowicach. Chodzi o to, by ci profesorowie byli na etatach w Opolu, a nie we Wrocławiu czy Krakowie. Tu Opole razem z władzami regionu muszą znaleźć argumenty, by tę kadrę do nas ściągnąć.
Młodzi jednak i tak będą wyjeżdżać. Nie mamy akademii medycznej, nie ma akademii wychowania fizycznego czy akademii ekonomicznej, studiów artystycznych.
Młodzi wyjeżdżają też, bo nie ma inwestycji, nowych miejsc pracy, a więc zarobków, szans na kredyty i mieszkania.
- Z wielkich inwestycji, ale nie tych wygenerowanych przez nasz region, będziemy mieli w najbliższych latach rozbudowę Elektrowni Opole. Mamy kłopot ze zdobywanie inwestorów. Z wielu pewnie powodów. Jednym z nich jest zapewne system komunikacyjny, który jest dobry, ale nie dla Opolszczyzny. Inwestorzy lokują się w Brzegu czy Ujeździe. Nie dlatego, że blisko jest do Opola, tylko dlatego, że w pobliżu jest Wrocław, aglomeracja śląska. Opole na linii wschód - zachód ograniczone jest przez duże prężne ośrodki. Z jednej strony Wrocław, z drugiej aglomeracja śląska, która ma 5 mln mieszkańców, tyle ile Norwegia, i jest wielkości Estonii. To małe państewko. Opole nie ma obwodnicy południowej, słabo jest też skomunikowane z autostradą. Przebicie się na północ w kierunku Łodzi jest prawdziwą męką. Podobnie jest na kierunku południowym. Kłopotem jest przedostanie się samochodem osobowym, a już samochody ciężarowe o dużym tonażu mają ogromny problem z pokonaniem Opolszczyzny na linii północ - południe. Inwestor który zbudowałby fabrykę pod Opolem, musi część towarów wywieźć, bo opolski rynek konsumpcyjny jest za mały. I tu, patrząc na skomunikowanie Opola czy Opolszczyzny z północą kraju czy Czechami, napotyka poważny problem.
Ostatnie badania ankietowe pokazały, że mimo to opolanom żyje się bardzo dobrze, są zadowoleni.
- Bo np. pod względem liczby aut na jednego mieszkańca jesteśmy tylko za Mazowszem i Wielkopolską. Po prostu w danych dotyczących PKB Opolszczyzny nie uwzględnia się, bo nie może, pieniędzy jakie opolanie przywożą z zagranicy. Województwo liczy milion mieszkańców, z danych finansowych, czyli wpływów podatkowych, wynika, że jest nas 800 tys. Czyli 200 tys. zarabia za granicą, a część pieniędzy wydaje w Polsce. Mówię część, bo trzeba powiedzieć o teorii sieci. Ślązacy czy Niemcy wyjeżdżający do Niemiec stworzyli już swoistego rodzaju sieć. Rodzinę mają i w Polsce, i za granicą, często część życia spędzają u nas, a część - nazwijmy to - na Zachodzie. Pracują tam, gdzie w danym okresie mają lepiej płatną posadę lub gdzie koszty życia są niższe. Często już jako powód wyjazdu podają sprawy rodzinne, edukacyjne, nie tylko zarobkowe. W Niemczech urządzili się już dobrze, weszli w tamtejszą gospodarkę, ściągają już rodziny do konkretnej pracy. Część tych ludzi wróci gdy osiągniemy 85 proc. PKB UE. Z moich wyliczeń wynika, że dla Opolszczyzny będzie to rok 2048.
Jeśli przy opracowywaniu koncepcji Krajowej Strategii Rozwoju Regionalnego zwycięży model polaryzacyjno-dyfuzyjny, to Opolszczyzna będzie regionem drugiej, trzeciej kategorii. I to właściwie z mocy ustawy.
- Model polaryzacyjno-dyfuzyjny to idea organizująca myślenie o koncepcji rozwoju regionalnego. To właściwie model ekonomiczny zakładający najpierw silną polaryzację, ostre rozjechanie się na bieguny wzrostu, nazwijmy to centra i peryferie. Gdy centra będą już silne, to wtedy będą reszcie - czyli peryferiom - dystrybuować dobrobyt. My odrzucamy tę koncepcję. Minister Bieńkowska twierdziła, że podział na Warszawę, metropolie i resztę zostanie zarzucony. Teraz ma być 16 takich ośrodków, obecnych województw. Ale musimy jako Opolszczyzna pilnować, czy nasze uwagi zostaną rzeczywiście przyjęte. Wizyta minister to były konsultacje w sprawie projektu KSRR. W oparciu o KSRR i w jej duchu powstanie ustawa, a w oparciu o nią programy, a potem dzielone będą środki. Jak to zostanie przegłosowane, to właściwie nie będzie się już do kogo odwoływać. I rząd, i Unia powiedzą, że przecież konsultacje się odbyły.
To co powinna robić Opolszczyzna.
- Powinno się stworzyć grupę zainteresowanych województw, które by były za ideą 16 ośrodków. Trzeba zakwestionować model polaryzacyjno-dyfuzyjny, który jest sprzeczny z koncepcją UE, która głosi model spójności. Musimy starać się o zapisy w ustawie dotyczące tak wyjątkowych obszarów, jak Opolszczyzna. Tu rola nie tylko władz województwa, ale przede wszystkim naszych posłów. Bo to właśnie w Sejmie zostaną przyjęte konkretne ustawy.
Kazimierz Szczygielski (członek zespołu ds. polityki regionalnej przy opolskim marszałku): Opieraliśmy się na kilku prognozach demograficznych: ONZ, Unii Europejskiej, GUS, a także danych regionalnych. Wygląda na to, że rodzi się coraz mniej dzieci. By była odtwarzalność pokolenia, kobiety powinny rodzić przynajmniej dwójkę dzieci. Rodzą 1,3 dziecka. Brzmi to dziwnie, ale to oznacza, że potencjalna matka rodzi 0,6 dziewczynki. Chłopców rodzi się zawsze więcej, ale oni nie rodzą dzieci.
Prognoza przewidują, że ludność Opolszczyzny w 2030 roku spadnie do 850 tys.
- To wersja optymistyczna, w tej pesymistycznej mówi się, że Opolszczyzna może nie mieć nawet 800 tys. mieszkańców. Spadek mieszkańców dotyczy jednak całego kraju, nie tylko nas. Choć my na tle Polski wyglądamy najgorzej. W kraju współczynnik płodności wynosi 1,3 dziecka. U nas 1,1. Możemy zejść poniżej 1. Taki współczynnik mają może 2, 3 kraje na świecie.
Mało nas się rodzi, a jeszcze osłabia nas emigracja.
- Opolszczyzna do 2004 była największym regionem emigracyjnym w Polsce. 12 proc. mieszkańców było poza granicami dłużej lub krócej. W tej chwili niektóre regiony nas doganiają, ale takich słabych wyników, jak my, nie mają.
Jest jednak jeszcze gorszy czynnik niż wyjazdy zagraniczne. Nasze PKB jest dużo niższe od sąsiednich województw. Z przyczyn bytowych opuszcza nas kolejna grupa młodych ludzi. Mamy silną emigracje wewnętrzną. Nie dość, że mało nas się rodzi, to jeszcze sporo wyjeżdża.
KSRR otwarcie mówi o słabości Opola jako ośrodka akademickiego.
- Zacznijmy od tego, że Opole ma największą liczbę studentów w stosunku do liczby mieszkańców. Więc nie jest tak źle, choć środowisko akademickie jest powiedzmy - delikatnie mówiąc - mało dynamiczne. Jednak młodzi ludzie wyjeżdżają na studia do Wrocławia i dalej. Dlaczego? Po pierwsze, na części kierunków tam jest wyższy poziom. Mówię na części, bo jest wiele kierunków, na których poziomem nie odbiegamy od sąsiadów. Przecież na opolskich uczelniach często wykłada ta sama kadra co we Wrocławiu czy Katowicach. Chodzi o to, by ci profesorowie byli na etatach w Opolu, a nie we Wrocławiu czy Krakowie. Tu Opole razem z władzami regionu muszą znaleźć argumenty, by tę kadrę do nas ściągnąć.
Młodzi jednak i tak będą wyjeżdżać. Nie mamy akademii medycznej, nie ma akademii wychowania fizycznego czy akademii ekonomicznej, studiów artystycznych.
Młodzi wyjeżdżają też, bo nie ma inwestycji, nowych miejsc pracy, a więc zarobków, szans na kredyty i mieszkania.
- Z wielkich inwestycji, ale nie tych wygenerowanych przez nasz region, będziemy mieli w najbliższych latach rozbudowę Elektrowni Opole. Mamy kłopot ze zdobywanie inwestorów. Z wielu pewnie powodów. Jednym z nich jest zapewne system komunikacyjny, który jest dobry, ale nie dla Opolszczyzny. Inwestorzy lokują się w Brzegu czy Ujeździe. Nie dlatego, że blisko jest do Opola, tylko dlatego, że w pobliżu jest Wrocław, aglomeracja śląska. Opole na linii wschód - zachód ograniczone jest przez duże prężne ośrodki. Z jednej strony Wrocław, z drugiej aglomeracja śląska, która ma 5 mln mieszkańców, tyle ile Norwegia, i jest wielkości Estonii. To małe państewko. Opole nie ma obwodnicy południowej, słabo jest też skomunikowane z autostradą. Przebicie się na północ w kierunku Łodzi jest prawdziwą męką. Podobnie jest na kierunku południowym. Kłopotem jest przedostanie się samochodem osobowym, a już samochody ciężarowe o dużym tonażu mają ogromny problem z pokonaniem Opolszczyzny na linii północ - południe. Inwestor który zbudowałby fabrykę pod Opolem, musi część towarów wywieźć, bo opolski rynek konsumpcyjny jest za mały. I tu, patrząc na skomunikowanie Opola czy Opolszczyzny z północą kraju czy Czechami, napotyka poważny problem.
Ostatnie badania ankietowe pokazały, że mimo to opolanom żyje się bardzo dobrze, są zadowoleni.
- Bo np. pod względem liczby aut na jednego mieszkańca jesteśmy tylko za Mazowszem i Wielkopolską. Po prostu w danych dotyczących PKB Opolszczyzny nie uwzględnia się, bo nie może, pieniędzy jakie opolanie przywożą z zagranicy. Województwo liczy milion mieszkańców, z danych finansowych, czyli wpływów podatkowych, wynika, że jest nas 800 tys. Czyli 200 tys. zarabia za granicą, a część pieniędzy wydaje w Polsce. Mówię część, bo trzeba powiedzieć o teorii sieci. Ślązacy czy Niemcy wyjeżdżający do Niemiec stworzyli już swoistego rodzaju sieć. Rodzinę mają i w Polsce, i za granicą, często część życia spędzają u nas, a część - nazwijmy to - na Zachodzie. Pracują tam, gdzie w danym okresie mają lepiej płatną posadę lub gdzie koszty życia są niższe. Często już jako powód wyjazdu podają sprawy rodzinne, edukacyjne, nie tylko zarobkowe. W Niemczech urządzili się już dobrze, weszli w tamtejszą gospodarkę, ściągają już rodziny do konkretnej pracy. Część tych ludzi wróci gdy osiągniemy 85 proc. PKB UE. Z moich wyliczeń wynika, że dla Opolszczyzny będzie to rok 2048.
Jeśli przy opracowywaniu koncepcji Krajowej Strategii Rozwoju Regionalnego zwycięży model polaryzacyjno-dyfuzyjny, to Opolszczyzna będzie regionem drugiej, trzeciej kategorii. I to właściwie z mocy ustawy.
- Model polaryzacyjno-dyfuzyjny to idea organizująca myślenie o koncepcji rozwoju regionalnego. To właściwie model ekonomiczny zakładający najpierw silną polaryzację, ostre rozjechanie się na bieguny wzrostu, nazwijmy to centra i peryferie. Gdy centra będą już silne, to wtedy będą reszcie - czyli peryferiom - dystrybuować dobrobyt. My odrzucamy tę koncepcję. Minister Bieńkowska twierdziła, że podział na Warszawę, metropolie i resztę zostanie zarzucony. Teraz ma być 16 takich ośrodków, obecnych województw. Ale musimy jako Opolszczyzna pilnować, czy nasze uwagi zostaną rzeczywiście przyjęte. Wizyta minister to były konsultacje w sprawie projektu KSRR. W oparciu o KSRR i w jej duchu powstanie ustawa, a w oparciu o nią programy, a potem dzielone będą środki. Jak to zostanie przegłosowane, to właściwie nie będzie się już do kogo odwoływać. I rząd, i Unia powiedzą, że przecież konsultacje się odbyły.
To co powinna robić Opolszczyzna.
- Powinno się stworzyć grupę zainteresowanych województw, które by były za ideą 16 ośrodków. Trzeba zakwestionować model polaryzacyjno-dyfuzyjny, który jest sprzeczny z koncepcją UE, która głosi model spójności. Musimy starać się o zapisy w ustawie dotyczące tak wyjątkowych obszarów, jak Opolszczyzna. Tu rola nie tylko władz województwa, ale przede wszystkim naszych posłów. Bo to właśnie w Sejmie zostaną przyjęte konkretne ustawy.
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów





