O tym, że uczelnia nie traktuje równo studentów dziennych i zaocznych, wiadomo nie od dziś. Tyle że do tej pory to ci drudzy wyrażali opinię, że w porównaniu z dziennymi są w gorszej sytuacji. Bo albo im przepadają zajęcia, albo prowadzone są po łebkach, albo odwrotnie - mają za dużo materiału do wykucia.
Tym razem jednak narzekają stacjonarni, którzy spóźnili się z napisaniem prac magisterskich, za co teraz muszą zapłacić. A zaoczni nie płacą.
Regulamin mówi, że wszyscy, którzy z różnych powodów nie oddali prac w terminie, mają szansę otrzymać dodatkowy czas na ich napisanie. Muszą tylko przed końcem czerwca złożyć w dziekanacie odpowiednie pismo.
- Jeśli do końca czerwca złożysz podanie z prośbą o przedłużenie terminu złożenia pracy magisterskiej, to na pewno je rozpatrzą pozytywnie. Gorzej, gdy opamiętasz się podczas sesji poprawkowej we wrześniu. Wtedy wszystko w rękach dziekanatu - mówi Paweł, prawie absolwent UO.
Tymczasem według regulaminu promotor nie może zaliczyć ostatniego semestru studiów, jeśli praca dyplomowa lub magisterska nie została ukończona i zarejestrowana. To oznacza, że student, który nie otrzymał w terminie tego zaliczenia i nie obronił swojej pracy magisterskiej, zostaje skreślony z listy studentów lub skierowany na powtarzanie ostatniego semestru studiów.
- Jeśli nie ma zaliczenia seminarium, powtarza semestr, ponosząc związane z tym koszty - mówi Marcin Miga, rzecznik UO.
Te koszty to w przypadku studentów zaocznych nawet około 1,5 zł. Tyle średnio kosztuje semestr takich studiów. W przypadku studiów dziennych to opłata rzędu 600 zł.
Studenci, by uniknąć opłat, piszą podania o przedłużenie terminu złożenia pracy magisterskiej. A te, zdaje się, są rozpatrywane według jednego klucza: dla zaocznych zgoda, dla dziennych odmowa. W efekcie w tym roku ponad 10 studentów dziennych Wydziału Filologicznego odpłatnie powtarza ostatni semestr, a blisko 20 zaocznych pisze prace po terminie, nie ponosząc dodatkowych kosztów. Bo administracja UO przymyka oko na potknięcia płacących za naukę żaków.
- Rozumiem stosunek dziekanatu do studentów zaocznych. Dla tych żaków to po prostu kolejna opłata za semestr w wysokości ponad tysiąca złotych i dodatkowa złość na uczelnie za restrykcyjne przestrzeganie przepisów. Tymczasem polityka UO jest taka, by dbać o tych studentów, bo im lepsza aura będzie się roztaczać wokół studiów zaocznych, tym więcej studentów uczelnia przyciągnie - mówi jeden z pracowników należący do władz UO, który pragnie zachować anonimowość.
Żacy chcą wiedzieć, dlaczego nie można przychylniej spojrzeć na studentów dziennych piątego roku, którym również z różnych powodów nie udało się zmieścić w terminie oddania pracy magisterskiej. Tu - jak podkreśla rzecznik uczelni - decydujące zdanie ma zawsze dziekan. A ten powinien trzymać się regulaminu. Jak widać, nie trzyma się.
Rzecznik uczelni zapowiedział, że sprawa zostanie przeanalizowana i wyjaśniona.
Źródło: Gazeta Wyborcza Opole