Plagiaty na uczelniach opolskich
2009-10-21
, aktualizacja: 21.10.2009 19:29
ZOBACZ TAKŻE
- Opole bez kultury studenckiej? (25-10-09, 17:57)
- Studenci się skarżą: Politechnika nas naciąga (23-10-09, 01:00)
- Whisky i kwiaty, czyli jak wyjść na swoje na studiach (22-10-09, 18:15)
- Walka z plagiatami na uczelniach to walka z wiatrakami (21-10-09, 19:28)
- Nasze opolskie uczelnie: grzeszymy i trwamy (18-10-09, 01:00)
Rok 2003 - sprawa dr. R. Pierwsza sprawa dotycząca plagiatu, jaka toczyła się na Uniwersytecie Opolskim. R. pół roku wcześniej dostał upomnienie od rektora za próbę plagiatu, jakiego chciał się dopuścić, przygotowując materiały na konferencje naukową. Niedługo potem złożył dokumenty oraz książkę na KUL, chcąc uzyskać profesurę tytularną. Ekspertyza zlecona przez rektora pracownikom UO pozwalała podejrzewać, że dr R. dokonał w niej nieuprawnionego zapożyczenia z pracy swojego magistranta. Sprawa trafiła do komisji dyscyplinarnej, która orzekła, że dr R. wprawdzie zapożyczył tekst, ale jest to przewinienie małego kalibru, którego dopuścił się nieświadomie. Rektor zakwestionował tę decyzję, a wtedy dr R. zrezygnował z pracy na uniwersytecie.
Rok 2006 - sprawa Iwony S., która obroniła jako pracę magisterską licencjat swojej koleżanki, z którą pracowała w banku przy jednym biurku. Koleżanka zorientowała się, gdy widziała jak Iwona S. przekazuje jej pracę innemu pracownikowi banku, który bronił się później na WSZiA i zainterweniowała. Od momentu popełnienia plagiatu minęło jednak zbyt dużo czasu, by mogła się nim zająć prokuratura, więc PO postanowiła odebrać tytuł Iwonie S. w drodze administracyjnej. W WSZiA ustalono, że praca kolegi Iwony S. była co prawda plagiatem intelektualnym, ale nie formalnym. Od tamtej pory sprawą się nie zajmowano. Na politechnice kwestia plagiatu nabrała dalszego biegu i pod koniec tego samego roku PO wydała decyzję o odebraniu tytułu Iwonie S. Kobieta odwołała się od tej decyzji, zarzucając uczelni szereg uchybień formalnych. Politechnika podtrzymała swoje stanowisko i sprawa trafiła do sądu administracyjnego, gdzie ją uchylono z przyczyn formalnych, a nie merytorycznych.
Rok 2006 - studentka K., jedna z najlepszych na swoim roku na Politechnice Opolskiej, kontaktowała się ze swoim promotorem prawie wyłącznie drogą mailową. W międzyczasie zakupiła pracę magisterską przez internet. System antyplagiatowy wykazał 50-procentowe podobieństwo pracy, którą przedłożyła na uczelni, z zakupionymi materiałami. Wpadła, bo ktoś z jej znajomych przesłał korespondencję elektroniczną studentki najpierw do "Gazety", a później na uczelnię. Sprawa trafiła do prokuratury i do komisji dyscyplinarnej na uczelni. W obu przypadkach zakończyła się umorzeniem.
Rok 2009 - na to, że tytuł inżyniera na PO uzyskał student, który swoją pracę dyplomową oparł na artykule dr. Tomasza Rudnickiego, poskarżył się sam pokrzywdzony. Student sam się z nim kontaktował, żeby dr Rudnicki wyjaśnił mu treść artykułu, a podejrzenia naukowca wzbudził fakt, iż jakiś czas później student dopisał sobie przed nazwiskiem inż. na swoim profilu na Naszej-klasie. Niezwłocznie powiadomił o tym swoich przełożonych i Politechnikę Opolską, sprawa trafiła do komisji dyscyplinarnej.
Rok 2006 - sprawa Iwony S., która obroniła jako pracę magisterską licencjat swojej koleżanki, z którą pracowała w banku przy jednym biurku. Koleżanka zorientowała się, gdy widziała jak Iwona S. przekazuje jej pracę innemu pracownikowi banku, który bronił się później na WSZiA i zainterweniowała. Od momentu popełnienia plagiatu minęło jednak zbyt dużo czasu, by mogła się nim zająć prokuratura, więc PO postanowiła odebrać tytuł Iwonie S. w drodze administracyjnej. W WSZiA ustalono, że praca kolegi Iwony S. była co prawda plagiatem intelektualnym, ale nie formalnym. Od tamtej pory sprawą się nie zajmowano. Na politechnice kwestia plagiatu nabrała dalszego biegu i pod koniec tego samego roku PO wydała decyzję o odebraniu tytułu Iwonie S. Kobieta odwołała się od tej decyzji, zarzucając uczelni szereg uchybień formalnych. Politechnika podtrzymała swoje stanowisko i sprawa trafiła do sądu administracyjnego, gdzie ją uchylono z przyczyn formalnych, a nie merytorycznych.
Rok 2006 - studentka K., jedna z najlepszych na swoim roku na Politechnice Opolskiej, kontaktowała się ze swoim promotorem prawie wyłącznie drogą mailową. W międzyczasie zakupiła pracę magisterską przez internet. System antyplagiatowy wykazał 50-procentowe podobieństwo pracy, którą przedłożyła na uczelni, z zakupionymi materiałami. Wpadła, bo ktoś z jej znajomych przesłał korespondencję elektroniczną studentki najpierw do "Gazety", a później na uczelnię. Sprawa trafiła do prokuratury i do komisji dyscyplinarnej na uczelni. W obu przypadkach zakończyła się umorzeniem.
Rok 2009 - na to, że tytuł inżyniera na PO uzyskał student, który swoją pracę dyplomową oparł na artykule dr. Tomasza Rudnickiego, poskarżył się sam pokrzywdzony. Student sam się z nim kontaktował, żeby dr Rudnicki wyjaśnił mu treść artykułu, a podejrzenia naukowca wzbudził fakt, iż jakiś czas później student dopisał sobie przed nazwiskiem inż. na swoim profilu na Naszej-klasie. Niezwłocznie powiadomił o tym swoich przełożonych i Politechnikę Opolską, sprawa trafiła do komisji dyscyplinarnej.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów



