Walka z plagiatami na uczelniach to walka z wiatrakami

Anita Dmitruczuk
2009-10-21 , aktualizacja: 21.10.2009 19:28
A A A Drukuj
Na Politechnice Opolskiej działa system antyplagiatowy i pracuje rzecznik dyscyplinarny, który zajmuje się wyłącznie sprawami oszustw naukowych. Na uniwersytecie system antyplagiatowy uznano za nieprzydatny i zbyt drogi. Efekt - tylko jeden przypadek podejrzenia plagiatu, który wyniknął stąd, że uczelnia dostała... donos.
Nerwówka, kobieta na zdjęciu najprawdpodobniej kupiła gotową pracę magisterską
Fot. Rafał Mielnik / AG
Nerwówka, kobieta na zdjęciu najprawdpodobniej kupiła gotową pracę magisterską
Na obu naszych publicznych uczelniach powołane są specjalne komisje, które sprawami plagiatów mają się zajmować. Tego rodzaju sprawy są najczęściej kierowane do prokuratury, ale i tak o kwestii odebrania komuś stopnia naukowego musi zadecydować uczelnia. Politechnika Opolska ma takich spraw więcej i to wcale nie dlatego, że jej studenci czy pracownicy są mniej zdyscyplinowani, tylko dlatego, że przygląda się im bardziej podejrzliwie. A i tak wszystkich oszustw wykryć nie sposób. Jak można się o to postarać?

System antyplagiatowy

To komputerowy system, który jest w stanie pokazać podobieństwa między dwoma tekstami. Problem jednak w tym, że nie wszystkie prace magisterskie czy licencjackie, których studenci bronią co roku na polskich uczelniach, są do bazy tego systemu wprowadzane.

Mimo wszystko jednak nieprawidłowości wskazane przez system mogą być pierwszym sygnałem, że coś jest nie tak.

- Takich przypadków mamy naprawdę sporo. W systemie antyplagiatowym praca jest porównywana przed obroną, więc jeśli to porównanie pokaże jakieś niepokojące sygnały, to zwracana jest do promotora, który do wszystkich uwag musi się ustosunkować - mówi prof. Jerzy Jantos, prorektor ds. studentów. - To on firmuje pracę swoim nazwiskiem, więc ewentualny plagiat to nie tylko wstyd dla studenta, ale również dla niego - dodaje.

Na uniwersytecie, choć sprawa była poruszana wielokrotnie, na system antyplagiatowy nikt się dotąd nie zdecydował.- Rzadko który z rektorów nie miał zastrzeżeń do funkcjonowania tego systemu. Zastrzeżenia dotyczyły bazy, do której uczelnie przesyłają prace. Kompletowana jest ona z danych, które w formie elektronicznej przesyłać miałyby uczelnie. Pojawiły się więc wątpliwości związane z prawami autorskimi i pokrewnymi, a także z ochroną danych osobowych. System ten w stu procentach nie gwarantuje wyłapania plagiatu np. z książek, a wykupienie licencji jest ponadto bardzo kosztowne - mówi Marcin Miga, rzecznik uniwersytetu.

Komisja specjalna i wyspecjalizowana

Jeżeli podejrzenie plagiatu istnieje, najłatwiej jest przekazać sprawę prokuraturze. Ale to i tak nie rozwiązuje problemu ewentualnego odebrania absolwentowi czy doktorowi niezwiązanemu z uczelnią stopnia naukowego. To musi zrobić uczelnia drogą administracyjną, z zachowaniem wszystkich rygorów postępowania. Naukowcy często mają z tym problem (czego dowodem jest pierwsze takie postępowania na politechnice, gdzie uczelnia pomimo pomocy prawnika potykała się o drobne kwestie proceduralne).

Dlatego na obu uczelniach powołano specjalne organy zajmujące się plagiatami. O ile na politechnice rzeczników dyscyplinarnych jest dwóch, o tyle na uniwersytecie wszystkie studenckie przewinienia są prowadzone i rozstrzygane przez jednego rzecznika i jedną komisję.

- Chcieliśmy, żeby jeden z naszych rzeczników poświęcił swój czas wyłącznie sprawom związanym z plagiatami, tak żeby wyspecjalizował się w tej materii - mówi prof. Jantos.

Rzetelna praca z promotorem

Dostępność prac magisterskich i szerokie możliwości, jakie daje internet, nie pozostawiają złudzeń co do tego, że studenci, czy to na politechnice, czy na uniwersytecie, zawsze są wystawieni na pokusę drogi na skróty. Dlatego tak ważna jest regularna praca z promotorem.

- Wprowadziliśmy zarządzenie, że na jednego promotora nie może przypadać więcej niż 15 studentów, tym samym zmniejszając limit. To daje szansę, by student i jego praca były pod czyjąś kontrolą. Bez tego nie ma co mówić o walce z plagiatami - mówi prof. Jantos.

Na uniwersytecie obowiązuje podobny przepis. Od kiedy jednak wprowadzono studia dwustopniowe, prace pisemne pisze się po zakończeniu pierwszego i drugiego kierunku studiów. O ile w pierwszym przypadku nie jest to obligatoryjne, o tyle w drugim musi być to praca pisemna (magisterska). Na jednej i drugiej uczelni wszystkie wydziały mają dowolność w ustaleniu, jaką formę egzaminu wybiorą. Jednak władze obu zachęcają je do tego, by tam, gdzie jest to możliwe, rezygnować z prac pisemnych na rzecz testów, prac zbiorowych czy innych form zakończenia pierwszego etapu studiów.

Pozostaje tylko pytanie, czy praca z promotorem jest odpowiednim zabezpieczeniem przed plagiatami?

Prof. Jantos: - Takie incydenty będą się zdarzać, chodzi o to, by zabezpieczyć się przed nimi jak najlepiej.

Marcin Miga: - W celu zapobiegania wystąpienia plagiatu bazujemy głównie na relacji promotor - uczeń. Promotor może najszybciej stwierdzić, czy praca jest samodzielna z racji co najmniej czterech semestrów prowadzenia seminarium oraz wspólnego przygotowywania pracy - mówi i dodaje, że w ostatnich latach uczelnia zajmowała się... jedną sprawą plagiatu - uniwersytet dostał bowiem donos.

Podziel się

  • 3 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

  • Walka z plagiatami na uczelniach to walka z wia... fernando_hidalgo 21.10.09, 20:03

    A pamiętacie artykuł w jednej z opolskich gazet na temat rzekomychnieprawidłowości w opolskich restauracjach? Ile tam było zapożyczeń?»

  • fikcja zarządzeń to norma versus_1 22.10.09, 11:04

    Zarządzenie o 15 osobach na 1 promotora może i jest, ale nie jest przestrzegane, o czym p. Prorektor nie powiedział, a p. Redaktor nie zapytała i nie sprawdziła.»

Jesteśmy na Facebooku