Pycha i zazdrość profesorów na uczelniach
2009-10-19
, aktualizacja: 19.10.2009 20:14
Anna przygotowuje się do habilitacji na jednej z opolskich uczelni. Jest już blisko upragnionego celu. Ale droga do niego wiodła przez mękę - wspomina
ZOBACZ TAKŻE
- Lokaty nie dla uczelni (27-11-09, 23:00)
- Studenci się skarżą: Politechnika nas naciąga (23-10-09, 01:00)
- Po co studiują? (23-10-09, 01:00)
- Plagiaty - wstydliwa uniwersytecka przypadłość (21-10-09, 01:00)
- Zawodowe nie znaczy gorsze (21-10-09, 01:00)
- Grzechy opolskich uczelni: Łakomstwo, czyli jeden etat nie wystarczy (20-10-09, 20:06)
- Nasze opolskie uczelnie: grzeszymy i trwamy (18-10-09, 01:00)
Bohaterowie: Anna (na jej prośbę nawet imię zmienione), Profesor Szczery, Profesor Blokujący. - Utrudniano mi robotę na każdym kroku - opowiada Anna, młoda (może zbyt młoda?), ładna, przebojowa.
Kilka lat temu robiła doktorat. Jej profesor - by użyć eufemizmu - blokował starania, by rzecz sfinalizować jak najszybciej (zresztą przyskrzynił nie tylko ją). - On sobie po prostu nie życzył awansów w swojej katedrze - kwituje Anna.
Systematycznie blokował Annie środki na wyjazdy na konferencje naukowe, które potrzebne jej były do zestawienia dorobku naukowego. - Czasem potrzebowałam opinii, oceny jakiegoś fachowca z branży, niezależnego, obiektywnego i na taką konferencję chciałam jechać. Słyszałam wtedy: nie ma pieniędzy - opowiada.
Gdy mówiła, że sama zapłaci za udział w konferencji, Profesor Blokujący odpowiadał: "Nie zgadzam się na pani nieobecność w pracy". Kombinowała więc. A to opieka nad dzieckiem, a to pogrzeb kuzynki czy ciotki... - Sporo tych ciotek wtedy straciłam - śmieje się dziś.
Profesor blokował także pieniądze na publikacje naukowe. By zrobić doktorat, trzeba mieć na koncie przynajmniej dwie-trzy (w przypadku habilitacji - 30) w recenzowanych, specjalistycznych pismach branżowych. Wydawcy trzeba zapłacić - na ogół ok. kilkuset złotych za każdą. Z reguły te koszty bierze na siebie dana katedra czy wydział, bo publikacje osoby tam zatrudnionej liczą się także do dorobku jednostki. Ale nie w przypadku Anny, która i w takich okolicznościach słyszała mantrę: "Nie ma pieniędzy".
Płaciła więc sama. No, bo skoro zrobiła badania (zakup potrzebnych materiałów opłacała z własnej kieszeni), skoro je opracowała, to uznała, że powinny ujrzeć światło dzienne. - To były duże pieniądze jak dla mnie, pracownika na szczeblu asystenta - mówi. - Mniej więcej jedna trzecia pensji. Przez cztery lata nie byłam na wakacjach, żeby zrobić doktorat. Właściwie w całości zapłaciłam za niego sama, choć nie powinno tak być.
Dlaczego profesor blokował Annę? - Może to wynikało z jego kompleksów? - zastanawia się Anna.
Jak proboszcz na parafii
Profesor Szczery nie ma wątpliwości, o co chodzi: - To jest domena pewnego parafializmu, charakterystycznego dla małych ośrodków. To jest jak z proboszczem na niedużej parafii, który uważa się za pępek swojego świata. W małym ośrodku akademickim Profesor Blokujący okopuje się na swojej pozycji. "Proszę, jestem Bardzo Ważnym Doktorem Habilitowanym, czyli Profesorem, kieruję katedrą" - powtarza i wychodzi z założenia, że jeden profesor na jedną katedrę w zupełności wystarczy.
Więc rzadko się zdarza na uczelniach opolskich, żeby w katedrze był więcej niż jeden, góra dwóch profesorów. - To jest choroba małych środowisk. Profesorowie Blokujący boją się sytuacji, w której ktoś dużo młodszy, dużo bardziej rzutki dorówna mu rangą, gdy chodzi o hierarchię w nauce. A poza tym takim - nie daj Boże - indywidualistą trudno przecież kierować i nagiąć go do swojej woli - zauważa Profesor Szczery.
Jego zdaniem Profesorami Blokującymi są najczęściej ludzie pamiętający jedynie słuszne czasy, kiedy to całymi latami robiło się doktoraty czy habilitacje; mało kto miał ją przed pięćdziesiątką.
Anna: - Ale świat przyśpieszył i młodzi ludzie chcą karier naukowych. Tymczasem pycha i zazdrość skutecznie je uniemożliwiają. Na szczęście profesorowie - szefowie nowej generacji myślą już inaczej.
Profesor Szczery podkreśla, że nauka polega na tym, by podwładny specjalizował się w swojej dziedzinie, był od niego mądrzejszy, czasem nawet go zagiął. - Ja nie mogę znać się na wszystkim najlepiej. Ja jako szef mam rozdawać zadania, kierować nimi, potem je sumować, ale nie ja mam je wykonywać, bo inni zrobią to lepiej - zaznacza.
- Ale mogę też nic nie robić; nie rozdawać zadań, nie dawać moim pracownikom pieniędzy na wyjazdy naukowe i czuć się bezpiecznie na swoim stołku. Bo oni wtedy są ugotowani: posiedzą dziewięć lat na stanowisku adiunkta i - bez habilitacji - zostaną z uczelni wyautowani.
Przeczekać Blokujących
Profesor Szczery mówi, że wielu profesorów, szczególnie młodych, świadomych, jak działają uczelnie na Zachodzie, chce, żeby u nas było tak samo. - Jeśli moi ludzie chcą publikować, chcą wyjeżdżać w celach naukowych, to ja zrobię wszystko, by im to umożliwić, bo per saldo oni pracują też na mnie jako na swojego szefa i - często - swojego nauczyciela - tłumaczy.
Dlatego trzeba puszczać młodych. Nie działać na zasadzie: "Ile ma pan lat? 40? Aaa, to na habilitację ma pan jeszcze czas!" Bo do habilitacji są dziś często gotowi już 30-latkowie.
Habilitacja stanowi jednak często nieprzekraczalny próg - właśnie za sprawą Profesorów Blokujących. Może więc w ogóle nie jest potrzebna, a tylko przeszkadza?
Zdaniem Profesora Szczerego na razie potrzebna jest. - W polskich warunkach nie ma innej miary dla oceny samodzielności, wytrzymałości, kreatywności młodego naukowca. Habilitacja jest formalnie obowiązująca przy obejmowaniu funkcji kierowniczych i dobrze, bo nie można do nich dopuszczać ludzi słabych. Nie powinno być jednak tak, że czyjaś habilitacja jest stopowana przez Blokujących tylko dlatego, że doktor z dorobkiem habilitacyjnym jest za dobry, za młody, więc niewygodny, bo może zagrozić.
Zdaniem Szczerego takie blokady są strasznie destrukcyjne, nie tylko ze względu na konkretną, krzywdzoną osobę, ale i na kondycję polskiej nauki, a co za tym idzie - także gospodarki. Bo, zdaniem Szczerego, na razie jest tak: Zachód produkuje technologie, a my produkujemy ludzi do obsługi tych technologii. Różnica jest zasadnicza.
I dodaje: - Jeśli myślimy o gospodarce opartej na wiedzy, jak np. japońska, koreańska, to musimy uznać, że upływ sześciu miesięcy od uzyskania papieru o profesurze do uzyskania podpisu prezydenta to strata całej generacji. Takie zwlekanie to czyste blokowanie rozwoju nauki, a co za tym idzie dziedzin, którym ma służyć.
Co zrobić z tym zamierzchłym, nieprzystającym do nowych czasów mechanizmem? - Tylko ewolucja, żadnych gwałtownych ruchów - twierdzi Profesor Szczery. Trzeba przeczekać Blokujących.
Kilka lat temu robiła doktorat. Jej profesor - by użyć eufemizmu - blokował starania, by rzecz sfinalizować jak najszybciej (zresztą przyskrzynił nie tylko ją). - On sobie po prostu nie życzył awansów w swojej katedrze - kwituje Anna.
Systematycznie blokował Annie środki na wyjazdy na konferencje naukowe, które potrzebne jej były do zestawienia dorobku naukowego. - Czasem potrzebowałam opinii, oceny jakiegoś fachowca z branży, niezależnego, obiektywnego i na taką konferencję chciałam jechać. Słyszałam wtedy: nie ma pieniędzy - opowiada.
Gdy mówiła, że sama zapłaci za udział w konferencji, Profesor Blokujący odpowiadał: "Nie zgadzam się na pani nieobecność w pracy". Kombinowała więc. A to opieka nad dzieckiem, a to pogrzeb kuzynki czy ciotki... - Sporo tych ciotek wtedy straciłam - śmieje się dziś.
Profesor blokował także pieniądze na publikacje naukowe. By zrobić doktorat, trzeba mieć na koncie przynajmniej dwie-trzy (w przypadku habilitacji - 30) w recenzowanych, specjalistycznych pismach branżowych. Wydawcy trzeba zapłacić - na ogół ok. kilkuset złotych za każdą. Z reguły te koszty bierze na siebie dana katedra czy wydział, bo publikacje osoby tam zatrudnionej liczą się także do dorobku jednostki. Ale nie w przypadku Anny, która i w takich okolicznościach słyszała mantrę: "Nie ma pieniędzy".
Płaciła więc sama. No, bo skoro zrobiła badania (zakup potrzebnych materiałów opłacała z własnej kieszeni), skoro je opracowała, to uznała, że powinny ujrzeć światło dzienne. - To były duże pieniądze jak dla mnie, pracownika na szczeblu asystenta - mówi. - Mniej więcej jedna trzecia pensji. Przez cztery lata nie byłam na wakacjach, żeby zrobić doktorat. Właściwie w całości zapłaciłam za niego sama, choć nie powinno tak być.
Dlaczego profesor blokował Annę? - Może to wynikało z jego kompleksów? - zastanawia się Anna.
Jak proboszcz na parafii
Profesor Szczery nie ma wątpliwości, o co chodzi: - To jest domena pewnego parafializmu, charakterystycznego dla małych ośrodków. To jest jak z proboszczem na niedużej parafii, który uważa się za pępek swojego świata. W małym ośrodku akademickim Profesor Blokujący okopuje się na swojej pozycji. "Proszę, jestem Bardzo Ważnym Doktorem Habilitowanym, czyli Profesorem, kieruję katedrą" - powtarza i wychodzi z założenia, że jeden profesor na jedną katedrę w zupełności wystarczy.
Więc rzadko się zdarza na uczelniach opolskich, żeby w katedrze był więcej niż jeden, góra dwóch profesorów. - To jest choroba małych środowisk. Profesorowie Blokujący boją się sytuacji, w której ktoś dużo młodszy, dużo bardziej rzutki dorówna mu rangą, gdy chodzi o hierarchię w nauce. A poza tym takim - nie daj Boże - indywidualistą trudno przecież kierować i nagiąć go do swojej woli - zauważa Profesor Szczery.
Jego zdaniem Profesorami Blokującymi są najczęściej ludzie pamiętający jedynie słuszne czasy, kiedy to całymi latami robiło się doktoraty czy habilitacje; mało kto miał ją przed pięćdziesiątką.
Anna: - Ale świat przyśpieszył i młodzi ludzie chcą karier naukowych. Tymczasem pycha i zazdrość skutecznie je uniemożliwiają. Na szczęście profesorowie - szefowie nowej generacji myślą już inaczej.
Profesor Szczery podkreśla, że nauka polega na tym, by podwładny specjalizował się w swojej dziedzinie, był od niego mądrzejszy, czasem nawet go zagiął. - Ja nie mogę znać się na wszystkim najlepiej. Ja jako szef mam rozdawać zadania, kierować nimi, potem je sumować, ale nie ja mam je wykonywać, bo inni zrobią to lepiej - zaznacza.
- Ale mogę też nic nie robić; nie rozdawać zadań, nie dawać moim pracownikom pieniędzy na wyjazdy naukowe i czuć się bezpiecznie na swoim stołku. Bo oni wtedy są ugotowani: posiedzą dziewięć lat na stanowisku adiunkta i - bez habilitacji - zostaną z uczelni wyautowani.
Przeczekać Blokujących
Profesor Szczery mówi, że wielu profesorów, szczególnie młodych, świadomych, jak działają uczelnie na Zachodzie, chce, żeby u nas było tak samo. - Jeśli moi ludzie chcą publikować, chcą wyjeżdżać w celach naukowych, to ja zrobię wszystko, by im to umożliwić, bo per saldo oni pracują też na mnie jako na swojego szefa i - często - swojego nauczyciela - tłumaczy.
Dlatego trzeba puszczać młodych. Nie działać na zasadzie: "Ile ma pan lat? 40? Aaa, to na habilitację ma pan jeszcze czas!" Bo do habilitacji są dziś często gotowi już 30-latkowie.
Habilitacja stanowi jednak często nieprzekraczalny próg - właśnie za sprawą Profesorów Blokujących. Może więc w ogóle nie jest potrzebna, a tylko przeszkadza?
Zdaniem Profesora Szczerego na razie potrzebna jest. - W polskich warunkach nie ma innej miary dla oceny samodzielności, wytrzymałości, kreatywności młodego naukowca. Habilitacja jest formalnie obowiązująca przy obejmowaniu funkcji kierowniczych i dobrze, bo nie można do nich dopuszczać ludzi słabych. Nie powinno być jednak tak, że czyjaś habilitacja jest stopowana przez Blokujących tylko dlatego, że doktor z dorobkiem habilitacyjnym jest za dobry, za młody, więc niewygodny, bo może zagrozić.
Zdaniem Szczerego takie blokady są strasznie destrukcyjne, nie tylko ze względu na konkretną, krzywdzoną osobę, ale i na kondycję polskiej nauki, a co za tym idzie - także gospodarki. Bo, zdaniem Szczerego, na razie jest tak: Zachód produkuje technologie, a my produkujemy ludzi do obsługi tych technologii. Różnica jest zasadnicza.
I dodaje: - Jeśli myślimy o gospodarce opartej na wiedzy, jak np. japońska, koreańska, to musimy uznać, że upływ sześciu miesięcy od uzyskania papieru o profesurze do uzyskania podpisu prezydenta to strata całej generacji. Takie zwlekanie to czyste blokowanie rozwoju nauki, a co za tym idzie dziedzin, którym ma służyć.
Co zrobić z tym zamierzchłym, nieprzystającym do nowych czasów mechanizmem? - Tylko ewolucja, żadnych gwałtownych ruchów - twierdzi Profesor Szczery. Trzeba przeczekać Blokujących.
- 55 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
20 głosów
-
a mobbing jest karalny
jkredman
20.10.09, 11:10
jaką wartość ma publikacja w periodyku za którą trzeba zapłacić, jeżeli blokujący uniemożliwiał rozwój i pracę naukową bez żadnego racjonalnegouzasadnienia /ot dlatego że nie chciał »
-
A po co ta habilitacja?
mr_kagan
20.10.09, 12:44
Przeciez na swiecie przoduja uczelnie z USA i UK (W. Brytanii), gdzie nie ma habilitacji!A tu sa moje uwagi do projekty reformy polskiego szkolnictwa wyzszego z pazdziernika 2009 r. :1. »



