Pogrzeb Krzysztofa Łotockiego. Jeszcze będzie bronił
23.02.2012
, aktualizacja: 23.02.2012 14:10
Dzisiaj na opolskim cmentarzu na Półwsi odbył się pogrzeb wieloletniego bramkarza Gwardii Opole i młodzieżowej reprezentacji Polski Krzysztofa Łotockiego.
ZOBACZ TAKŻE
- Gwardia nie może pozwolić sobie na wpadkę [WIDEO] (03-03-12, 12:00)
- Gwardia na trzecim miejscu (26-02-12, 19:19)
- Gwardziści jadą do outsidera [WIDEO] (24-02-12, 21:00)
- Opolanin chce przepłynąć kanał La Manche (24-02-12, 10:00)
Zmarłego żegnała rodzina, przyjaciele, znajomi, koledzy, trenerzy, działacze z drużyny. - To nieprawda, że więcej nie stanie już na bramce. W niebie na pewno jest dużo boisk, także do piłki ręcznej i tam będzie bronił. A wy trenujcie, abyście mogli strzelić mu jeszcze kiedyś gola - mówił nad grobem ksiądz Erwin Mateja proboszcz parafii św. Michała w Opolu - Półwsi.
"Łosek" - bo taki boiskowy przydomek nosił Łotocki - zmarł w ubiegłym tygodniu w wieku zaledwie 42 lat, pozostawił żonę i trójkę dzieci. - To był nieszczęśliwy zbieg okoliczności, Krzysiek dostał zawału siedząc za kierownicą - opowiada wieloletni trener Gwardii Antoni Przybecki.
Z opolskim klubem Łotocki związany był praktycznie przez całą karierę, z krótkimi przerwami na występy w ASPR Zawadzkie i chwilowy rozbrat ze sportem. - Był ostoją w naszej bramce. To był typ golkipera, który myślał podczas gry i miał ogromne wyczucie. Często odgadywał sposób gry i rzutu danego zawodnika i potem ten już nie mógł go w żaden sposób zaskoczyć - wspomina Przybecki. Podkreśla przy tym, że był też prawdziwym autorytetem w zespole, a ktokolwiek pojawił się w drużynie, darzył go dużym szacunkiem. - Potrafił trzymać grupę i był moją prawą ręką - dodaje szkoleniowiec. Ostatnio Łotocki mieszkał w Anglii. - Dotarła do nas wiadomość od jego przyjaciół w Londynie, którzy nie mogli przyjechać na pogrzeb, że zamówili tam specjalną mszę za jego duszę - mówił ksiądz Mateja.
"Łosek" - bo taki boiskowy przydomek nosił Łotocki - zmarł w ubiegłym tygodniu w wieku zaledwie 42 lat, pozostawił żonę i trójkę dzieci. - To był nieszczęśliwy zbieg okoliczności, Krzysiek dostał zawału siedząc za kierownicą - opowiada wieloletni trener Gwardii Antoni Przybecki.
Z opolskim klubem Łotocki związany był praktycznie przez całą karierę, z krótkimi przerwami na występy w ASPR Zawadzkie i chwilowy rozbrat ze sportem. - Był ostoją w naszej bramce. To był typ golkipera, który myślał podczas gry i miał ogromne wyczucie. Często odgadywał sposób gry i rzutu danego zawodnika i potem ten już nie mógł go w żaden sposób zaskoczyć - wspomina Przybecki. Podkreśla przy tym, że był też prawdziwym autorytetem w zespole, a ktokolwiek pojawił się w drużynie, darzył go dużym szacunkiem. - Potrafił trzymać grupę i był moją prawą ręką - dodaje szkoleniowiec. Ostatnio Łotocki mieszkał w Anglii. - Dotarła do nas wiadomość od jego przyjaciół w Londynie, którzy nie mogli przyjechać na pogrzeb, że zamówili tam specjalną mszę za jego duszę - mówił ksiądz Mateja.
- 4 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów





