Znany złodziej: Komorowski świadkiem

Izabela Żbikowska
22.02.2012 , aktualizacja: 22.02.2012 19:41
A A A Drukuj
Nie mogłem nic ukraść w Opolu i okolicach, bo spotykałem się z prezydentem Komorowskim i premierem Oleksym - przekonywał znany złodziej Bogdan G. Sąd wyrok na niego uchylił

Fot. Adam Kozak / AG
Bogdan G. to postać barwna, znana opinii publicznej jako były doradca Andrzeja Leppera. To on opowiedział mu, że był świadkiem korupcji wśród polityków i wtedy z sejmowych trybun posypały się oskarżenia lidera Samoobrony. Za to i Lepper, i Bogdan G. stanęli przed sądem.

Jednak najbardziej w pamięć opinii publicznej zapadł po "lądowaniu talibów w Klewkach" i po tym, jak opowiedział Lepperowi o tajnych eksperymentach z wąglikiem na krowach. Lepper później wielokrotnie udowadniał, że talibowie do Klewek przylatywali, by spiskować przeciwko całemu światu.

G. jest też znany policji i to chyba każdego regionu w kraju. Słynie z tego, że korzysta z podobieństwa nazwiska do znanego prezentera telewizyjnego, przez co łatwiej mu zmylić obsługę hoteli, w których się melduje. A melduje się głównie po to, by po sutym posiłku i wypitych trunkach, następnego dnia wynieść z pokoju hotelowego co się da, głównie telewizory, ale też i mniejsze sprzęty.

Np. podczas obecnego procesu odpowiada za kradzież m.in. suszarki, żelazka i dwóch ręczników, no i oczywiście kolejnych dwóch telewizorów LCD. Nie mówiąc już o niezapłaconych rachunkach. Tym razem miał okraść opolską Szarą Willę (w maju), a także zajazd w Dębskiej Kuźni (w lipcu).

G. do niczego się nie przyznaje. Jak to ujął prokurator: "w toku śledztwa odmówił składania merytorycznych wyjaśnień". Powiedział jedynie, że zarzuty są wymyślone i są wynikiem spisku TVN. "Bo złożyłem na byłego prezesa stacji zawiadomienie o możliwości popełnienie przestępstwa" - przekonywał prokuratora, a potem sąd.

Podczas procesu domagał się, by wezwać na świadka prezydenta Bronisława Komorowskiego i byłego premiera Józefa Oleksego, którzy mieli poświadczyć jego niewinność. - Nie mogłem okraść zajazdu, bo byłem wtedy w Warszawie na spotkaniu z nimi - przekonywał sąd.

Ten jednak polityków nie wezwał, uznając, że nawet jeśli doszło do spotkania w Warszawie, to G. miał sporo czasu, by po nim wsiąść w samochód i przyjechać na Opolszczyznę. Za kradzieże wymierzył mu karę półtora roku więzienia.

G. się odwołał. W apelacji napisał: "Zostałem skazany przez reżimowy sąd na terenach sympatyzujących z reżimowym systemem i opcją niemiecką. To zemsta za to, że od lat mówię o bandzie Tuska". Apelację zakończył słowami: "Precz z Tuskiem i jego bandą. Przestępcami i zbrodniarzami. Niech żyje PiS i Radio Maryja!".

Wyliczył też, że za wszystkie wymierzone mu kary w ok. 60 postępowaniach z więzienia wyjdzie dopiero w 2034 roku.

G. był badany psychiatrycznie. Biegli orzekli, że nic mu nie dolega.

Sąd II instancji wyrok I instancji uchylił, bo dostrzegł w nim nieścisłości.



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Jesteśmy na Facebooku