Powinni chronić życie, a je zabrali
23.02.2012
, aktualizacja: 23.02.2012 08:51
38-letni ochroniarz Mariusz K., który miał chronić uczestników festynu, udusił jednego z nich policyjną pałką - uznał sąd. Wymierzył karę pięciu i pół roku więzienia.
ZOBACZ TAKŻE
- Warunki narciarskie w Czechach wciąż idealne (29-02-12, 05:00)
- Łowił pieniądze z niemieckich kont (24-02-12, 21:00)
- Kobieta skosiła hydrant [ZDJĘCIA] (24-02-12, 15:51)
- Lekarz skazany za śmierć pacjentki (24-02-12, 12:33)
- To miała być miła lekcja. A uczeń wpadł z narkotykami (23-02-12, 10:36)
- Ochroniarze skazani za śmierć człowieka [WIDEO] (22-02-12, 15:38)
- Zaginął świadek śmiertelnego ataku ochroniarzy (06-01-12, 22:00)
- Ochroniarze przed sądem. Pobili śmiertelnie? (31-08-11, 15:00)
- Areszt i dozór policji dla ochroniarzy (18-08-10, 16:23)
- Prokuratura: aresztować ochroniarzy winnych śmierci 37-latka (17-08-10, 22:00)
- Zarzuty pobicia ze skutkiem śmiertelnym dla dwóch ochroniarzy (17-08-10, 11:42)
- Ojciec pięciorga dzieci nie żyje. Ochroniarze popełnili błędy? (16-08-10, 23:00)
- Być może ochroniarz przeczytał gdzieś, że gdy się przytrzyma krtań innego człowieka, to ta osoba traci przytomność. Jednak powinien też wiedzieć, że taką pałką policyjną można zabić - uzasadniał wyrok sędzia Mateusz Świst z Sądu Okręgowego w Opolu, gdzie wczoraj zapadł wyrok. Omawiając wysokość kary, sędzia podkreślił: - Doszło do tragedii, ale pamiętajmy, że oskarżony nie chciał zabić.
Oprócz kary więzienia Mariusz K. ma również zapłacić tysiąc złotych nawiązki rodzinie nieżyjącego mężczyzny, a po wyjściu z więzienia będzie miał 10-letni zakaz wykonywania zawodu ochroniarza. - Nie chciałbym spotkać tego mężczyzny w roli ochroniarza - przyznał sędzia.
Pozostała dwójka oskarżonych ochroniarzy otrzymała kary w zawieszeniu. Student Tomasz B. został skazany na dwa lata w zawieszeniu na pięć, dozór kuratora, tysiąc złotych nawiązki dla rodziny i pięcioletni zakaz wykonywania zawodu. Jego kara jest znacznie mniejsza, bo choć sąd przyjął, że brał on udział w zdarzeniu, to jedynie trzymał ofiarę za ręce.
Ostatni z ochroniarzy, Marek S., odpowiadał za nieudzielenie pomocy. - Powinien pan powiedzieć: "Stop! Nie możecie tego robić, nie wolno wam używać pałki". Jednak pan nie zareagował - zaznaczył sędzia Świst. - Choć przyznam, że każdy z ochroniarzy, którzy tam byli, powinien mieć taki zarzut jak pan, bo pracownicy ochrony są od tego, by chronić życie i mienie.
Skazał go na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata, tysiąc złotych nawiązki na rzecz rodziny i trzyletni zakaz wykonywania zawodu.
Przypomnijmy, że do tragedii doszło 15 sierpnia 2010 roku na stadionie w Korfantowie podczas imprezy z okazji dnia miasta. Doszło do szamotaniny między ochroniarzami z firmy AGAR z Opola a uczestnikami imprezy. Agencja powiadomiła policję i wezwała na miejsce innych swoich pracowników.
Gdy pojawiły się dodatkowe siły, zaczęła się akcja wyłapywania napastników. Wtedy do siedzącego na ławce 37-letniego Romana K., rzekomo jednego z prowodyrów całego zamieszania, podbiegli oskarżeni. Jak ustalili śledczy, a co wczoraj przyjął sąd, Mariusz K. zarzucił mężczyźnie pałkę na szyję i zacisnął. Potem z pomocą Tomasza B. zrzucił go z ławki, a kiedy ten już leżał, uderzył go kilka razy pałką w plecy.
Gdy na miejsce przyszli policjanci, okazało się, że mężczyzna jest bezwładny i zaczyna sinieć. Akcja reanimacyjna się nie powiodła. Biegły uznał, że bezpośrednią przyczyną zgonu było uduszenie.
Oskarżeni podczas procesu nie przyznawali się do winy. Mariusz K. stwierdził, że nikogo nie dusił i nie bił. Powiedział, że na trybunach stadionu zauważył jednego z prowodyrów szamotaniny i poszedł do niego, a ten zachowywał się wobec niego agresywnie i obrzucał go wyzwiskami. Ochroniarz twierdzi, że zaprowadził go do policjantów i dopiero potem zobaczył, że funkcjonariusze reanimują 37-latka. Podobną wersję wydarzeń przedstawił Tomasz B., drugi z ochroniarzy, a trzeci - Marek S. - odmówił składania wyjaśnień.
Wczoraj w sądzie nie było głównego oskarżonego (odpowiada z wolnej stopy). Tomasz B. w ostatnim słowie przekonywał, że działał w obronie wcześniej pobitych ochroniarzy.
Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.
Oprócz kary więzienia Mariusz K. ma również zapłacić tysiąc złotych nawiązki rodzinie nieżyjącego mężczyzny, a po wyjściu z więzienia będzie miał 10-letni zakaz wykonywania zawodu ochroniarza. - Nie chciałbym spotkać tego mężczyzny w roli ochroniarza - przyznał sędzia.
Pozostała dwójka oskarżonych ochroniarzy otrzymała kary w zawieszeniu. Student Tomasz B. został skazany na dwa lata w zawieszeniu na pięć, dozór kuratora, tysiąc złotych nawiązki dla rodziny i pięcioletni zakaz wykonywania zawodu. Jego kara jest znacznie mniejsza, bo choć sąd przyjął, że brał on udział w zdarzeniu, to jedynie trzymał ofiarę za ręce.
Ostatni z ochroniarzy, Marek S., odpowiadał za nieudzielenie pomocy. - Powinien pan powiedzieć: "Stop! Nie możecie tego robić, nie wolno wam używać pałki". Jednak pan nie zareagował - zaznaczył sędzia Świst. - Choć przyznam, że każdy z ochroniarzy, którzy tam byli, powinien mieć taki zarzut jak pan, bo pracownicy ochrony są od tego, by chronić życie i mienie.
Skazał go na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata, tysiąc złotych nawiązki na rzecz rodziny i trzyletni zakaz wykonywania zawodu.
Przypomnijmy, że do tragedii doszło 15 sierpnia 2010 roku na stadionie w Korfantowie podczas imprezy z okazji dnia miasta. Doszło do szamotaniny między ochroniarzami z firmy AGAR z Opola a uczestnikami imprezy. Agencja powiadomiła policję i wezwała na miejsce innych swoich pracowników.
Gdy pojawiły się dodatkowe siły, zaczęła się akcja wyłapywania napastników. Wtedy do siedzącego na ławce 37-letniego Romana K., rzekomo jednego z prowodyrów całego zamieszania, podbiegli oskarżeni. Jak ustalili śledczy, a co wczoraj przyjął sąd, Mariusz K. zarzucił mężczyźnie pałkę na szyję i zacisnął. Potem z pomocą Tomasza B. zrzucił go z ławki, a kiedy ten już leżał, uderzył go kilka razy pałką w plecy.
Gdy na miejsce przyszli policjanci, okazało się, że mężczyzna jest bezwładny i zaczyna sinieć. Akcja reanimacyjna się nie powiodła. Biegły uznał, że bezpośrednią przyczyną zgonu było uduszenie.
Oskarżeni podczas procesu nie przyznawali się do winy. Mariusz K. stwierdził, że nikogo nie dusił i nie bił. Powiedział, że na trybunach stadionu zauważył jednego z prowodyrów szamotaniny i poszedł do niego, a ten zachowywał się wobec niego agresywnie i obrzucał go wyzwiskami. Ochroniarz twierdzi, że zaprowadził go do policjantów i dopiero potem zobaczył, że funkcjonariusze reanimują 37-latka. Podobną wersję wydarzeń przedstawił Tomasz B., drugi z ochroniarzy, a trzeci - Marek S. - odmówił składania wyjaśnień.
Wczoraj w sądzie nie było głównego oskarżonego (odpowiada z wolnej stopy). Tomasz B. w ostatnim słowie przekonywał, że działał w obronie wcześniej pobitych ochroniarzy.
Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy




więcej zdjęć
