Powinni chronić życie, a je zabrali

Izabela Żbikowska
23.02.2012 , aktualizacja: 23.02.2012 08:51
A A A Drukuj
38-letni ochroniarz Mariusz K., który miał chronić uczestników festynu, udusił jednego z nich policyjną pałką - uznał sąd. Wymierzył karę pięciu i pół roku więzienia.

Fot. Michal Grocholski / Agencja Gazeta
- Być może ochroniarz przeczytał gdzieś, że gdy się przytrzyma krtań innego człowieka, to ta osoba traci przytomność. Jednak powinien też wiedzieć, że taką pałką policyjną można zabić - uzasadniał wyrok sędzia Mateusz Świst z Sądu Okręgowego w Opolu, gdzie wczoraj zapadł wyrok. Omawiając wysokość kary, sędzia podkreślił: - Doszło do tragedii, ale pamiętajmy, że oskarżony nie chciał zabić.

Oprócz kary więzienia Mariusz K. ma również zapłacić tysiąc złotych nawiązki rodzinie nieżyjącego mężczyzny, a po wyjściu z więzienia będzie miał 10-letni zakaz wykonywania zawodu ochroniarza. - Nie chciałbym spotkać tego mężczyzny w roli ochroniarza - przyznał sędzia.

Pozostała dwójka oskarżonych ochroniarzy otrzymała kary w zawieszeniu. Student Tomasz B. został skazany na dwa lata w zawieszeniu na pięć, dozór kuratora, tysiąc złotych nawiązki dla rodziny i pięcioletni zakaz wykonywania zawodu. Jego kara jest znacznie mniejsza, bo choć sąd przyjął, że brał on udział w zdarzeniu, to jedynie trzymał ofiarę za ręce.

Ostatni z ochroniarzy, Marek S., odpowiadał za nieudzielenie pomocy. - Powinien pan powiedzieć: "Stop! Nie możecie tego robić, nie wolno wam używać pałki". Jednak pan nie zareagował - zaznaczył sędzia Świst. - Choć przyznam, że każdy z ochroniarzy, którzy tam byli, powinien mieć taki zarzut jak pan, bo pracownicy ochrony są od tego, by chronić życie i mienie.

Skazał go na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata, tysiąc złotych nawiązki na rzecz rodziny i trzyletni zakaz wykonywania zawodu.

Przypomnijmy, że do tragedii doszło 15 sierpnia 2010 roku na stadionie w Korfantowie podczas imprezy z okazji dnia miasta. Doszło do szamotaniny między ochroniarzami z firmy AGAR z Opola a uczestnikami imprezy. Agencja powiadomiła policję i wezwała na miejsce innych swoich pracowników.

Gdy pojawiły się dodatkowe siły, zaczęła się akcja wyłapywania napastników. Wtedy do siedzącego na ławce 37-letniego Romana K., rzekomo jednego z prowodyrów całego zamieszania, podbiegli oskarżeni. Jak ustalili śledczy, a co wczoraj przyjął sąd, Mariusz K. zarzucił mężczyźnie pałkę na szyję i zacisnął. Potem z pomocą Tomasza B. zrzucił go z ławki, a kiedy ten już leżał, uderzył go kilka razy pałką w plecy.

Gdy na miejsce przyszli policjanci, okazało się, że mężczyzna jest bezwładny i zaczyna sinieć. Akcja reanimacyjna się nie powiodła. Biegły uznał, że bezpośrednią przyczyną zgonu było uduszenie.

Oskarżeni podczas procesu nie przyznawali się do winy. Mariusz K. stwierdził, że nikogo nie dusił i nie bił. Powiedział, że na trybunach stadionu zauważył jednego z prowodyrów szamotaniny i poszedł do niego, a ten zachowywał się wobec niego agresywnie i obrzucał go wyzwiskami. Ochroniarz twierdzi, że zaprowadził go do policjantów i dopiero potem zobaczył, że funkcjonariusze reanimują 37-latka. Podobną wersję wydarzeń przedstawił Tomasz B., drugi z ochroniarzy, a trzeci - Marek S. - odmówił składania wyjaśnień.

Wczoraj w sądzie nie było głównego oskarżonego (odpowiada z wolnej stopy). Tomasz B. w ostatnim słowie przekonywał, że działał w obronie wcześniej pobitych ochroniarzy.

Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 5 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Jesteśmy na Facebooku