Świadek boi się "Boruty"

Izabela Żbikowska
16.02.2012 , aktualizacja: 16.02.2012 19:13
A A A Drukuj
Przed opolskim sądem rozpoczął się proces znanego gangstera Mariusza R. ps. "Boruta". Prokuratura objęła swojego głównego świadka ochroną, dlatego gdy ten zeznawał, sali rozpraw strzegli antyterroryści

Fot. Tomasz Stańczak /AG
"Boruta" odpowiadał niegdyś za udział w zorganizowanej grupie przestępczej i za kilka przestępstw narkotykowych. Najgłośniejsza jego sprawa to skazanie za posiadanie dużej uprawy konopi indyjskich pod Opolem. Zamieszany był również w słynną aferę ratuszową. Śledczy ustalili, że w zamian za łapówki gangster dostał mieszkanie od byłego prezydenta miasta, Piotra S.

Tym razem "Boruta" został oskarżony o to, że w lipcu ub.r. przewoził w służbowym samochodzie niemal kilogram amfetaminy. Wpadł podczas rutynowej kontroli. Policjanci dostrzegli bowiem, że prowadził busa bez pasów, a potem przypadkowo znaleźli narkotyki w prowizorycznym schowku. Taka przynajmniej jest wersja oficjalna.

Jednak w kuluarach sądu mówi się, że policjanci po prostu już na "Borutę" czekali, bowiem ten od dwóch lat pracował w firmie transportowej i kilka razy w tygodniu robił kursy między Polską a Holandią. Istniało więc podejrzenie, że mógł przewozić narkotyki.

"Boruta" do amfetaminy się nie przyznaje. Tłumaczy, że dzień wcześniej samochodu używał inny kierowca, potem mechanicy montowali w nim GPS, więc wiele osób miało do niego dostęp. Badania zaś śladów genetycznych zabezpieczonych na torebce foliowej nie potwierdzają, że to on dotykał narkotyków (właściwie zabezpieczone ślady są tak słabe, że nie pozwalają na wskazanie kogokolwiek). Jego zdaniem to świadek S. (który pracował w firmie jako dyspozytor) podrzucił mu narkotyki. Dlaczego? Bo mężczyźni byli ze sobą skonfliktowani. To bowiem od S. zależało, czy "Boruta" dostanie kurs do Holandii, czy nie.

Świadek S. podczas przesłuchania w prokuraturze zaprzeczał, by miał z narkotykami coś wspólnego, ale wsypał "Borutę", mówiąc, że oskarżony często bywał nadpobudliwy i agresywny, "jakby zażywał jakieś prochy". Co więcej, S. przyznał, że "Boruta" wielokrotnie mu groził, że "spali mu samochód, a potem go zabije". Początkowo świadek nie przejmował się tymi pogróżkami, jednak po ostrej kłótni między nim a "Borutą" ktoś podpalił dwa samochody audi (warte 70 i 60 tys. zł) należące do S. i do jego żony. W tej sprawie toczy się osobne śledztwo.

Od tamtej pory S. zaczął obawiać się o życie swoje i swojej rodziny. Tym bardziej że po tym, gdy "Boruta" został tymczasowo aresztowany, a S. zaczął składać zeznania w prokuraturze, ktoś spalił również busa należącego do firmy przewozowej, w której obaj pracowali, a także ostrzelał z wiatrówki salon spa należący do żony świadka S.

- Na mieście krążą też opowieści, że żołnierze "Boruty" mają mi przetrącić kręgosłup - mówił świadek S. Nie podał jednak nazwisk osób, które mu to powiedziały. Nawet wtedy, gdy prokuratura zaoferowała wyłączenie jawności tego fragmentu zeznań. Zaznaczał wtedy, że "Boruta" wysługuje się swoimi "żołnierzami" i że nie ma "jaj, by zrobić to wszystko osobiście".

Podczas przesłuchań świadek S. ujawnił jedynie nazwiska dwóch strażników z Aresztu Śledczego w Opolu, którzy mieli działać na zlecenie "Boruty" i przekazywać jego polecenia do "świata zewnętrznego".

Prokurator zajmująca się sprawą zdecydowała, że istnieją uzasadnione podstawy do tego, by uznać, że strażnicy przekroczyli swoje uprawnienia, dlatego wobec obu wszczęto postępowanie. Objęła również S. specjalnym programem ochrony osób zagrożonych. Dlatego gdy w tym tygodniu w Sądzie Rejonowym w Opolu rozpoczął się proces gangstera, świadka S. strzegli uzbrojeni policjanci, w kominiarkach na twarzy. Świadek poprosił również sąd o to, by wyprowadzić "Borutę" z sali na czas jego zeznań, przekonując, że obawia się o własne życie. Sąd się na to zgodził.

Jednak po przesłuchaniu świadka sąd zgodził się z wnioskiem obrońcy, by "Boruta", który od lipca ub.r. przebywa w areszcie, odpowiadał z wolnej stopy. Bo, zdaniem sądu, nie ma już podstaw do stosowania tymczasowego aresztowania. "Boruta" może więc opuścić areszt, ale nie wolno mu zbliżać się do świadka S. ani nawet kontaktować z nim w jakikolwiek sposób.

Dla dobra świadka S. inicjały i niektóre szczegóły sprawy zostały zmienione.



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Jesteśmy na Facebooku