Kolejna masakra drzew w Opolu

Piotr Zapotoczny
17.02.2012 , aktualizacja: 17.02.2012 09:02
A A A Drukuj
Firma Flor-Bud przycięła jedenaście topoli na terenie przedszkola przy ul. Kośnego. - Tym drzewom wycięto 90 proc. zdrowych gałęzi! Sprawą powinna się zająć policja, gdyż złamano ustawę - komentuje dendrolog
Drzewa rosną na terenie przedszkola nr 2 w Opolu. "Tego, co z nimi zrobiono, w żaden sposób nie można nazwać pielęgnacją; zostały drastycznie ogłowione" - oburza się w liście do redakcji nasza czytelniczka. I dodaje: "Uważam, że skandaliczna jest sytuacja, w której pracownikom firmy zostawia się wolną rękę, a ich metody nie są weryfikowane, w efekcie czego o miejskim krajobrazie decyduje niekompetencja panów w pomarańczowych uniformach. Krótkowzroczność i brak wyobraźni, zarówno urzędników wydających zgodę na te bezsensowne działania, jak i niekompetentnych wykonawców, doprowadziły do znaczącej dewastacji rosnących (jeszcze!) w Opolu drzew".

Zdjęcia drzew przesłaliśmy do Andrzeja Skupa, tzw. chirurga drzew z kilkudziesięcioletnim stażem. Ten nie ma wątpliwości. - To jest masakra! W tym przypadku wycięto 90 proc. zdrowych gałęzi. Po takim zabiegu osłabia się fizjologię drzew - mówi.

I zaznacza: - To ewidentne złamanie ustawy o ochronie przyrody. Prawo zabrania takich przycinek.

Bo ustawa z maja 2010 r. wprowadziła wiele zmian, m.in. dotyczących pielęgnacji zieleni . Wcześniej ustawa nie określała precyzyjnie, jakie zabiegi w obrębie korony drzew są dopuszczalne, teraz - po zmianach - można wszcząć postępowanie o wymierzenie kary za zniszczenie drzew spowodowane niewłaściwym wykonaniem zabiegów pielęgnacyjnych. - Dlatego sprawą drzew powinna się zająć policja, a urząd wszcząć postępowanie wyjaśniające i powołać biegłego, który oszacuje stopień zniszczeń - podkreśla Skup.

Zabieg przeprowadzili pracownicy firmy Flor-Bud z Prudnika. - Stwierdzenie, że wycięliśmy 90 proc. zdrowych konarów, to bzdura. Po prostu skróciliśmy długie odrosty, które zagrażały bezpieczeństwu - uważa Ryszard Jelonek, właściciel firmy. - Nie zostawiamy drzew wyglądających jak zapałki, po naszych przycinkach korona drzewa może się normalnie odradzać - dodaje.

O przycięcie drzew wnioskowała dyrekcja przedszkola. - Wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Takie zabiegi pielęgnacyjne wykonujemy co dwa, trzy lata - mówi dyrektor placówki Lucyna Żukowska.

Podobnie uważa Małgorzata Rabiega, naczelniczka wydziału ochrony środowiska i rolnictwa w urzędzie miasta, która napisała do nas, że "topole przy ul. Kośnego były systematycznie przycinane już w latach ubiegłych, a wykonana w chwili obecnej przycinka jest zgodna z art. 82 ust. 1a pkt 3 ustawy o ochronie przyrody, który stanowi, że zabiegi w obrębie korony drzewa mogą obejmować utrzymywanie formowanego kształtu korony drzewa". Ale zaznacza: - Drzewa zostaną poddane obserwacji w okresie wegetacyjnym, bowiem w chwili obecnej nie można stwierdzić, jak przycinka wpłynęła na ich żywotność.

Dendrolog jest zaskoczony takim tłumaczeniem. - Na drzewach, o których mówimy, nie ma śladu formowanego kształtu korony - mówi Skup.

I podkreśla, że zgodnie z ustawą zabiegi w obrębie koron drzew na terenach zieleni mogą obejmować wyłącznie usuwanie gałęzi obumarłych, nadłamanych lub wchodzących w kolizje z obiektami budowlanymi. A w tym przypadku tak nie było.



Podziel się

  • 38 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Jesteśmy na Facebooku