Radio Opole ma dwóch prezesów?
15.02.2012
, aktualizacja: 15.02.2012 17:27
Ustali to opolski sąd pracy, gdzie trafił pozew Teresy Kudyby, która pozwała radio, domagając się uznania, że wciąż jest jego szefową
ZOBACZ TAKŻE
- Holenderska firma broni Polaków [WIDEO] (24-02-12, 17:00)
- Nierenberg nie zatrudnił kumpla w radiu, tylko dał mu fuchę (20-02-12, 08:00)
- Radio Opole zapłaciło za "paranoiczne zwolnienie" poety (25-01-12, 23:00)
- Rowerzyści to banda pijaków? [GŁOSUJ] (20-01-12, 09:25)
- Zmarł dziennikarz sportowy Leszek Opałacz (10-01-12, 10:32)
- Prezes Radia Opole: niezależność dla dziennikarzy (02-07-11, 08:00)
- KRRiT: Frącz nowym prezesem Radia Opole (22-06-11, 09:00)
- Skarga na konkurs na prezesa Radia Opole (07-06-11, 09:40)
- Dlaczego Paweł Frącz został nowym prezesem Radia Opole? (27-05-11, 19:31)
- Pośmiertny benefis dla Ewy Lubowieckiej, dziennikarki i aktorki (19-05-11, 09:00)
SONDAŻ
Gdy Kudyba została prezesem radia w marcu 2010 roku, zawarła umowę na czas określony, w myśl której miała szefować rozgłośni do 2014 roku. Ale we wrześniu 2010 roku weszła w życie znowelizowana ustawa radiowotelewizyjna, która wygaszała kadencje dotychczasowych władz rozgłośni, pozostawiając im pełnienie funkcji do wyboru nowych władz.
W Opolu wybory nowego prezesa radia odbyły się pod koniec maja ub.r. Kudyba była jednym z kandydatów. Wygrał jednak Paweł Frącz, który objął funkcję pod koniec czerwca.
Kudybie rada nadzorcza wręczyła więc świadectwo pracy, z którego wynikało, że rozwiązano z nią umowę na tydzień przed powołaniem na stanowisko Frącza.
Takie rozstanie z rozgłośnią Kudyba uznała za niezgodne z prawem. Złożyła pozew do opolskiego sądu pracy o tzw. ustalenie istnienia stosunku pracy, czyli określenie, czy wciąż jest pracownikiem radia i to na fotelu prezesa.
Co więcej Kudyba zaznacza (z tzw. ostrożności procesowej), że jeśli sąd uzna, że pracownikiem rozgłośni jednak nie jest, to chce, by sąd ją do pracy przywrócił.
Jakie są jej argumenty? W piśmie procesowym Kudyba podnosi, że choć zgodnie z nowelizacją ustawy jej umowa (ta pierwsza, na czas określony) wygasła, to po wejściu nowych przepisów w życie wciąż przychodziła do radia, wciąż pełniła funkcję prezesa, a rozgłośnia wciąż płaciła jej pensję, taką jak dotychczas. To w rozumieniu Kudyby oznacza, że zawarto z nią nową umowę o pracę.
Powołuje się nawet na stanowisko Sądu Najwyższego, który uznaje, że jeśli pracodawca dopuszcza pracownika do wykonywania obowiązków i mu za to płaci, to oznacza to, że zawiązała się między nimi nowa umowa na podstawie tzw. dorozumienia. Czyli umowa jest, choć jej nigdzie nie spisano. No, a skoro nie spisano, to nie określono żadnych ram czasowych, więc jest to umowa na czas nieokreślony. Idąc tym tropem, Kudyba uznała, że wręczenie jej świadectwa pracy bez uprzedniego wypowiedzenia ani podania przyczyny rezygnacji z jej osoby, ani też zaznaczenia, że może się od decyzji rozgłośni odwołać do sądu pracy, było naruszeniem przepisów Kodeksu pracy.
Co na to radio? Odpowiedź jest krótka: Umowa z Kudybą nie wygasła w momencie wejścia w życie nowelizacji ustawy, tylko z momentem wyboru nowego prezesa. Pełnomocnik radia zaznacza również, że sama Kudyba informowała innych, że pełni swoje obowiązki tylko do czasu wyboru nowego prezesa.
Podczas pierwszej rozprawy sąd - jak zwykle przy tego rodzaju sprawach - zapytał, czy są szanse na ugodę. Pełnomocnik Kudyby powiedział, że tak, jeśli radio wypłaci jej równowartość trzymiesięcznej pensji tytułem odszkodowania. Radio po tygodniu namysłu odmówiło i zaproponowało zakończenie sprawy, jeśli Kudyba wycofa pozew i uzna, że każda ze stron sama płaci swoim prawnikom.
Na to z kolei nie przystała Kudyba. - 29 czerwca dowiedziałam się z poczty, że 21 czerwca był moim ostatnim dniem pracy w radiu, choć 20 czerwca podczas posiedzenia rady nadzorczej podsumowałam półrocze i nikt z panów z rady mi nie oznajmił, że jutro ostatni dzień jestem pracownikiem radia. Nie dano mi szansy na utrzymanie ciągłości pracy, na znalezienie innej pracy. Taka kultura i tradycja w publicznym radiu - komentuje Kudyba.
Proces więc trwa. Na razie przesłuchiwani są świadkowie, głównie członkowie rady nadzorczej, którzy zeznali, że po wejściu w życie nowych przepisów nikt z Kudybą nie rozmawiał o tym, na jakich warunkach ma sprawować funkcję prezesa.
W Opolu wybory nowego prezesa radia odbyły się pod koniec maja ub.r. Kudyba była jednym z kandydatów. Wygrał jednak Paweł Frącz, który objął funkcję pod koniec czerwca.
Kudybie rada nadzorcza wręczyła więc świadectwo pracy, z którego wynikało, że rozwiązano z nią umowę na tydzień przed powołaniem na stanowisko Frącza.
Takie rozstanie z rozgłośnią Kudyba uznała za niezgodne z prawem. Złożyła pozew do opolskiego sądu pracy o tzw. ustalenie istnienia stosunku pracy, czyli określenie, czy wciąż jest pracownikiem radia i to na fotelu prezesa.
Co więcej Kudyba zaznacza (z tzw. ostrożności procesowej), że jeśli sąd uzna, że pracownikiem rozgłośni jednak nie jest, to chce, by sąd ją do pracy przywrócił.
Jakie są jej argumenty? W piśmie procesowym Kudyba podnosi, że choć zgodnie z nowelizacją ustawy jej umowa (ta pierwsza, na czas określony) wygasła, to po wejściu nowych przepisów w życie wciąż przychodziła do radia, wciąż pełniła funkcję prezesa, a rozgłośnia wciąż płaciła jej pensję, taką jak dotychczas. To w rozumieniu Kudyby oznacza, że zawarto z nią nową umowę o pracę.
Powołuje się nawet na stanowisko Sądu Najwyższego, który uznaje, że jeśli pracodawca dopuszcza pracownika do wykonywania obowiązków i mu za to płaci, to oznacza to, że zawiązała się między nimi nowa umowa na podstawie tzw. dorozumienia. Czyli umowa jest, choć jej nigdzie nie spisano. No, a skoro nie spisano, to nie określono żadnych ram czasowych, więc jest to umowa na czas nieokreślony. Idąc tym tropem, Kudyba uznała, że wręczenie jej świadectwa pracy bez uprzedniego wypowiedzenia ani podania przyczyny rezygnacji z jej osoby, ani też zaznaczenia, że może się od decyzji rozgłośni odwołać do sądu pracy, było naruszeniem przepisów Kodeksu pracy.
Co na to radio? Odpowiedź jest krótka: Umowa z Kudybą nie wygasła w momencie wejścia w życie nowelizacji ustawy, tylko z momentem wyboru nowego prezesa. Pełnomocnik radia zaznacza również, że sama Kudyba informowała innych, że pełni swoje obowiązki tylko do czasu wyboru nowego prezesa.
Podczas pierwszej rozprawy sąd - jak zwykle przy tego rodzaju sprawach - zapytał, czy są szanse na ugodę. Pełnomocnik Kudyby powiedział, że tak, jeśli radio wypłaci jej równowartość trzymiesięcznej pensji tytułem odszkodowania. Radio po tygodniu namysłu odmówiło i zaproponowało zakończenie sprawy, jeśli Kudyba wycofa pozew i uzna, że każda ze stron sama płaci swoim prawnikom.
Na to z kolei nie przystała Kudyba. - 29 czerwca dowiedziałam się z poczty, że 21 czerwca był moim ostatnim dniem pracy w radiu, choć 20 czerwca podczas posiedzenia rady nadzorczej podsumowałam półrocze i nikt z panów z rady mi nie oznajmił, że jutro ostatni dzień jestem pracownikiem radia. Nie dano mi szansy na utrzymanie ciągłości pracy, na znalezienie innej pracy. Taka kultura i tradycja w publicznym radiu - komentuje Kudyba.
Proces więc trwa. Na razie przesłuchiwani są świadkowie, głównie członkowie rady nadzorczej, którzy zeznali, że po wejściu w życie nowych przepisów nikt z Kudybą nie rozmawiał o tym, na jakich warunkach ma sprawować funkcję prezesa.
- 19 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy





