Ks. Morciniec o tragedii małej Magdy

Rozmawiała Beata Łabutin
16.02.2012 , aktualizacja: 15.02.2012 17:20
A A A Drukuj
- Byłoby dobrze, gdyby ludzie, którzy osądzają mamę Magdy, którzy kierują się emocjami, zaczęli się za nią po prostu modlić. To w dalszym ciągu matka, która straciła swoje dziecko - uważa ks. prof. Piotr Morciniec, bioetyk z Uniwersytetu Opolskiego
ks. Morciniec
Fot. Michal Grocholski / AG
ks. Morciniec
Beata Łabutin: Bardzo wiele złych emocji narosło wokół śmierci małej Magdy z Sosnowca. Część ludzi, którzy odwiedzają miejsce, gdzie znaleziono zwłoki dziewczynki, wprost zieje nienawiścią. Co się z nami stało?

Ks. prof. Piotr Morciniec, bioetyk: Mechanizm jest jasny. Mała Magda, której wcześniej nikt poza rodziną przecież nie znał, w ciągu wszystkich tych dni, kiedy uznawano ją za uprowadzoną, stała się osobą publiczną, gościła w naszych domach praktycznie bez przerwy; sprawiły to media. Współprzeżywaliśmy to, martwiliśmy się o nią. I kiedy okazało się, że nie żyje, wzbudziło to wielkie emocje. Pamiętajmy, że jedną z pierwszych reakcji w żałobie, reakcji po stracie kogoś bliskiego, jest agresja. Nie ma wtedy mowy o logicznym myśleniu. Kiedy ktoś umrze w szpitalu, to pierwszą "ofiarą" jego bliskich jest lekarz. Stąd tyle negatywnych emocji.

Czy ludzie kiedyś wybaczą matce Magdy?

- Zapewne nieprędko. Ale z czasem mogą zacząć myśleć o niej ze współczuciem, bo to jest matka, która straciła swoje dziecko. A fakt, że w tak dramatycznych okolicznościach, jeszcze pogłębia jej traumę. Z pewnością jednak duża grupa pozostanie przy oskarżaniu, przy złych emocjach.

Dla mnie mama Magdy to ewidentnie osoba z poważnym problemem psychicznym, a przynajmniej działająca w totalnym szoku. Świadczy o tym - przy założeniu, że doszło do nieszczęśliwego wypadku - wszystko to, co zrobiła potem. Te kłamstwa o porwaniu, ukrycie zwłok, przysypanie ich gruzem... To nie są działania racjonalne.

Ale my nie osądzajmy. Rozstrzyganie o ewentualnej winie należy zostawić prokuraturze, całej infrastrukturze prawnej.

Nie służy też sprawie napięcie, jakie wytworzyło się na linii policja - prywatny detektyw. Powiem tak: obydwie strony wyglądają w tej sprawie mało ludzko.

Wczoraj odbył się pogrzeb dziewczynki. Jest szansa, że w jakiś sposób zamknie on sprawę? Będzie wreszcie ciszej nad trumną małej Magdy?

- Boję się, że to jeszcze trochę potrwa. Bo przecież ta dramatyczna historia wciąż jest wyjaśniana i każda nowa informacja podawana przez media będzie podgrzewać atmosferę.

Pogrzeb nie stanie się tu cezurą. Stratę trzeba przepracować, a to wymaga czasu. Przypomnijmy sobie tragedię smoleńską... Ból trwał, pogrzeby nie zamknęły sprawy.

Żałoba po utracie osoby bliskiej wycisza się mniej więcej po roku. A Magda stała nam się bliska, wszyscy trzymaliśmy kciuki za jej odnalezienie, chcieliśmy pomagać. Potem okazało się, że dziewczynka - którą polubiliśmy, o którą się martwiliśmy - nie żyje.

Nie, pogrzeb nie zamknie sprawy.

Ludzie wciąż palą znicze w miejscu, gdzie znaleziono Magdę, zostawiają kartki, zabawki...

- Chcą być razem w traumie. Po katastrofie smoleńskiej też się zbierali, stawiali znicze, śpiewali. Niedobrze jest zostać samemu z żałobą. Instynktownie w takiej sytuacji chcemy zbliżyć się do siebie. Źle, że emocje wielu osób idą w tym kierunku, ale na to nic nie poradzimy.

Jak księdza zdaniem powinniśmy się zachować w związku z całą tą historią, jeśli chcemy myśleć o sobie jak o przyzwoitych ludziach?

- Z jednej strony rozstrzyganie o winie zostawić służbom do tego uprawnionym, z drugiej dać wsparcie rodzinie, która straciła swoje dziecko i - przepraszam za słowo - nie węszyć wokół niej.

Wreszcie zastanowić się nad własnymi emocjami, nad tym, dlaczego są takie, a nie inne. Zapytać siebie: dlaczego reaguję w określony sposób. Swoją stratę każdy musi przepracować sam. Nie ma recepty dobrej dla wszystkich, którzy sprawą Magdy zostali dotknięci.

Jak można - i czy w ogóle można - pomóc matce Magdy? Przy założeniu, że doszło do nieszczęśliwego wypadku, ona musi czuć się strasznie.

- Powiedziałbym, że bez względu na to, czy doszło do wypadku, czy do celowego działania, ta kobieta bardzo cierpi. Myślę, że ona nie jest zdrowa, że działała w stanie głębokiego szoku. Potrzebuje pomocy psychologicznej, potrzebuje ciągłej obecności kogoś przy sobie i z tego punktu widzenia areszt jest fatalnym dla niej miejscem, choć rozumiem, że jej osadzenie tam miało swoje uzasadnienie. Byłoby dobrze, gdyby ludzie, którzy osądzają tę kobietę, którzy kierują się emocjami, zaczęli się za nią po prostu modlić. To w dalszym ciągu matka, która straciła swoje dziecko.



Podziel się

  • 11 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Jesteśmy na Facebooku