Znaki drogowe, czyli pułapka na kierowców
13.02.2012
, aktualizacja: 12.02.2012 16:47
- Na ulicy Mickiewicza oznakowanie jest wykonane w taki sposób, by łapać kierowców na parkowaniu wbrew przepisom i wyciskać z nich pieniądze - skarży się czytelnik. - Bzdura! Oznakowanie jest wykonane jak należy - odpowiadają urzędnicy.
ZOBACZ TAKŻE
- Do Karolinki po błocie i kurzu (18-03-12, 08:00)
SONDAŻ
Pan Dawid zaparkował samochód na ul. Mickiewicza, na chodniku między budynkiem opolskiego sanepidu a przedszkolem. - Wjeżdżałem od strony kościoła Piotra i Pawła. Po prawej, naprzeciwko pogotowia, był znak zakazu zatrzymywania się pod groźbą odholowania. Po lewej, tam, gdzie zostawiłem auto, takiego znaku nie było. Myślałem więc, że nie popełniam wykroczenia, parkując w tym miejscu - opowiada mężczyzna.
Gdy kilkanaście minut później wracał do auta, zauważył, że właśnie jest ono ładowane na lawetę. - Strażnik wskazał latarnię oddaloną o kilkanaście metrów, przy murze przedszkola. Okazało się, że tam znajduje się znak zakazu zatrzymywania się. Pytanie tylko dlaczego jest on widoczny tylko od dla kierowców jadących od strony ulicy Kraszewskiego, czyli przeciwnej w stosunku do kierunku, z którego ja nadjechałem? Szczególnie, że kiedy wjeżdża się w Mickiewicza od Kraszewskiego, znaki są po obu stronach ulicy? - pyta pan Dawid. - Moim zdaniem to celowy zabieg, by miasto mogło zarabiać na mandatach - stwierdza mężczyzna.
Agnieszka Maślak, naczelniczka wydziału infrastruktury technicznej i gospodarki komunalnej w opolskim ratuszu, odpiera zarzuty pana Dawida. - Poza pewnymi wyjątkami, takimi jak dwujezdniowe ulice jednokierunkowe, nie mamy obowiązku stawiania znaków po obu stronach jezdni. Jeśli kierowca postanawia zaparkować "pod prąd", jego obowiązkiem jest sprawdzić, czy aby nie łamie przepisów wynikających z oznakowania - tłumaczy Maślak.
- Ulica Mickiewicza jest bardzo wąska, a znajduje się przy niej wiele istotnych instytucji. Umieściliśmy znak zakazu zatrzymywania się na jej początku, aby zapewnić jej przejezdność w obu kierunkach - dodaje naczelniczka.
Mimo to Maślak zapowiada, że ratusz rozważy postawienie znaku, na którego brak skarży się pan Dawid. - Problem w tym, że okolica jest dosyć mocno upakowana znakami i postawienie kolejnego mogłoby wprowadzić dodatkowy chaos. Mimo to sprawdzimy, jakie są możliwości w tym względzie - mówi.
Gdy kilkanaście minut później wracał do auta, zauważył, że właśnie jest ono ładowane na lawetę. - Strażnik wskazał latarnię oddaloną o kilkanaście metrów, przy murze przedszkola. Okazało się, że tam znajduje się znak zakazu zatrzymywania się. Pytanie tylko dlaczego jest on widoczny tylko od dla kierowców jadących od strony ulicy Kraszewskiego, czyli przeciwnej w stosunku do kierunku, z którego ja nadjechałem? Szczególnie, że kiedy wjeżdża się w Mickiewicza od Kraszewskiego, znaki są po obu stronach ulicy? - pyta pan Dawid. - Moim zdaniem to celowy zabieg, by miasto mogło zarabiać na mandatach - stwierdza mężczyzna.
Agnieszka Maślak, naczelniczka wydziału infrastruktury technicznej i gospodarki komunalnej w opolskim ratuszu, odpiera zarzuty pana Dawida. - Poza pewnymi wyjątkami, takimi jak dwujezdniowe ulice jednokierunkowe, nie mamy obowiązku stawiania znaków po obu stronach jezdni. Jeśli kierowca postanawia zaparkować "pod prąd", jego obowiązkiem jest sprawdzić, czy aby nie łamie przepisów wynikających z oznakowania - tłumaczy Maślak.
- Ulica Mickiewicza jest bardzo wąska, a znajduje się przy niej wiele istotnych instytucji. Umieściliśmy znak zakazu zatrzymywania się na jej początku, aby zapewnić jej przejezdność w obu kierunkach - dodaje naczelniczka.
Mimo to Maślak zapowiada, że ratusz rozważy postawienie znaku, na którego brak skarży się pan Dawid. - Problem w tym, że okolica jest dosyć mocno upakowana znakami i postawienie kolejnego mogłoby wprowadzić dodatkowy chaos. Mimo to sprawdzimy, jakie są możliwości w tym względzie - mówi.
- 11 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy





