Ks. Boniecki w Opolu. O fajce, zakazie wystąpień i pedofilii w Kościele
08.02.2012
, aktualizacja: 08.02.2012 20:50
Nie możemy udawać, że Kościół jest bez skazy, że nie można w nim niczego krytykować. W ten sposób nie uda nam się w nim niczego naprawić. Musimy zrobić wszystko, by zmienić jego oblicze - mówił w środę w Opolu ks. Adam Boniecki
ZOBACZ TAKŻE
- Takich tłumów w MBP jeszcze nie było. Spotkanie z księdzem Adamem Bonieckim (08-02-12, 18:22)
- Ksiądz odmówił wiernemu podania komunii na rękę (03-01-12, 08:00)
- Ksiądz z Opola pomógł chłopcu molestowanemu przez proboszcza (02-01-12, 22:00)
- Bp Czaja podczas rezurekcji: Otworzyliście już drzwi dla Chrystusa? (08-04-12, 09:51)
- Czy zabobon albo hipnoza zagrażają wierze w Boga? (11-03-12, 07:00)
- Ks. Morciniec o tragedii małej Magdy (16-02-12, 08:00)
- Tydzień na zdjęciach fotoreporterów Gazety [ZOBACZ]
Miejska Biblioteka Publiczna pękała w szwach, tylu było chętnych na spotkanie z ks. Bonieckim, redaktorem "Tygodnika Powszechnego", który promował swoją najnowszą książkę "Lepiej palić fajkę niż czarownice". Dla tych, którym nie udało się wejść do sali konferencyjnej, organizatorzy ustawili telebim i głośniki w holu. Opolanie wypełnili szczelnie hol i okolice.
- Kiedy od moich przełożonych otrzymałem zakaz występowania w mediach i ten fakt wykorzystywało wiele nieżyczliwych mi osób, poprosiłem moich kolegów o to, by zebrali i opublikowali moje felietony. W ten sposób chciałem pokazać, na czym moja herezja i nieprawomyślność polega - zagaił ks. Boniecki.
I wyznał, że jest zdziwiony, iż moderatorem spotkania jest ks. Marek Lis, medioznawca. - Kiedyś jedno ze spotkań miałem poprowadzić w remizie i padł pomysł, by zapowiedzieć je z ambony okolicznego kościoła. Tamtejszy proboszcz był jednak przerażony i najpierw zadzwonił do prowincjała zakonu, by zapytać o zgodę. Ale kiedy ją otrzymał, postanowił jeszcze się upewnić i zapytać o zgodę swojego biskupa. Ten z kolei powiedział, by absolutnie nie wspominać o spotkaniu z ambony - opowiadał gość.
Zanim oddano głos publiczności, ks. Boniecki opowiedział o swoim dzieciństwie, pracy w gazecie i swoich spotkaniach z Karolem Wojtyłą, późniejszym papieżem Janem Pawłem II. Mówił też o swoim pobycie w Rzymie, gdzie na życzenie papieża przygotowywał polskie wydanie dziennika "L'Osservatore Romano". Przy tej okazji dzielił się swoimi spostrzeżeniami i wiedzą zdobytą podczas tych lat. - Przecieki z Watykanu są albo kontrolowane, albo wymyślone. Nic nie jest przypadkowe. Kiedy mówiło się głośno o banku watykańskim, podczas jednego ze spotkań Jan Paweł II mówił o swoich duchownych: "Jestem ciekaw, jak oni z tego wybrną" - wspominał.
Jak się okazało, ogromna część spotkania poświęcona została seksualnemu wykorzystywaniu nieletnich przez duchownych i związanej z tym kondycji Kościoła.
- Media tak funkcjonują, że jeśli mamy dziesięciu dobrych księży, to nikt o tym nie mówi, ale jeśli pojawi się jeden pedofil, to wszystkie kamery są na niego skierowane. Do tego dochodzą jeszcze działalność ludzi, którzy nie lubią Kościoła, i postępowanie samych duchownych, którzy ukrywają niewygodne fakty - mówił ks. Boniecki.
Takie słowa nie spodobały się części uczestników spotkania. Kilka osób wyszło, a jedna z pań zapytała, kiedy ks. Boniecki ściągnie sutannę.
Gość przerwał buczenie innych uczestników, jakie towarzyszyło jej wypowiedzi, pozwolił jej spokojnie skończyć i odpowiedział: - To święty Kościół grzesznych ludzi. Nie możemy udawać, że Kościół jest bez skazy, że nie można w nim niczego krytykować. W ten sposób nie uda nam się w nim niczego naprawić. Musimy zrobić wszystko, by zmienić jego oblicze.
Dlatego, jak podkreślał, w trudnych czasach Pan Bóg zsyłał na świat świętych ludzi, takich jak św. Franciszek czy Jan Paweł II.
- Czy fajka księdza uspokaja? - zmieniła temat rozmowy jedna z kobiet.
- Fajka to sposób, by nawet najgłupsza twarz nabrała inteligentnego wyrazu - żartował ks. Boniecki - Fajka ma również duszpasterski charakter, bo powoduje, że człowiek który obawia się rozmowy z Bonieckim, kiedy widzi fajkę, to myśli sobie, że to musi być swój chłop i chętniej zagaduje. Ponadto, gdy otrzymuje się trudne pytanie, to ubijając fajkę zyskujemy czas na przygotowanie odpowiedzi. Nie ukrywam, że to moja słabość i bije się w pierś, bo to ohydny nałóg. Co ważne w moim zakonie jest zakazana i można sobie na nią pozwolić tylko za specjalną zgodą. Ja taką otrzymałem od prowincjała, tego samego który zakazał mi udzielać się w mediach - mówił gość MBP.
Spotkanie trwało blisko trzy godziny.
- Kiedy od moich przełożonych otrzymałem zakaz występowania w mediach i ten fakt wykorzystywało wiele nieżyczliwych mi osób, poprosiłem moich kolegów o to, by zebrali i opublikowali moje felietony. W ten sposób chciałem pokazać, na czym moja herezja i nieprawomyślność polega - zagaił ks. Boniecki.
I wyznał, że jest zdziwiony, iż moderatorem spotkania jest ks. Marek Lis, medioznawca. - Kiedyś jedno ze spotkań miałem poprowadzić w remizie i padł pomysł, by zapowiedzieć je z ambony okolicznego kościoła. Tamtejszy proboszcz był jednak przerażony i najpierw zadzwonił do prowincjała zakonu, by zapytać o zgodę. Ale kiedy ją otrzymał, postanowił jeszcze się upewnić i zapytać o zgodę swojego biskupa. Ten z kolei powiedział, by absolutnie nie wspominać o spotkaniu z ambony - opowiadał gość.
Zanim oddano głos publiczności, ks. Boniecki opowiedział o swoim dzieciństwie, pracy w gazecie i swoich spotkaniach z Karolem Wojtyłą, późniejszym papieżem Janem Pawłem II. Mówił też o swoim pobycie w Rzymie, gdzie na życzenie papieża przygotowywał polskie wydanie dziennika "L'Osservatore Romano". Przy tej okazji dzielił się swoimi spostrzeżeniami i wiedzą zdobytą podczas tych lat. - Przecieki z Watykanu są albo kontrolowane, albo wymyślone. Nic nie jest przypadkowe. Kiedy mówiło się głośno o banku watykańskim, podczas jednego ze spotkań Jan Paweł II mówił o swoich duchownych: "Jestem ciekaw, jak oni z tego wybrną" - wspominał.
Jak się okazało, ogromna część spotkania poświęcona została seksualnemu wykorzystywaniu nieletnich przez duchownych i związanej z tym kondycji Kościoła.
- Media tak funkcjonują, że jeśli mamy dziesięciu dobrych księży, to nikt o tym nie mówi, ale jeśli pojawi się jeden pedofil, to wszystkie kamery są na niego skierowane. Do tego dochodzą jeszcze działalność ludzi, którzy nie lubią Kościoła, i postępowanie samych duchownych, którzy ukrywają niewygodne fakty - mówił ks. Boniecki.
Takie słowa nie spodobały się części uczestników spotkania. Kilka osób wyszło, a jedna z pań zapytała, kiedy ks. Boniecki ściągnie sutannę.
Gość przerwał buczenie innych uczestników, jakie towarzyszyło jej wypowiedzi, pozwolił jej spokojnie skończyć i odpowiedział: - To święty Kościół grzesznych ludzi. Nie możemy udawać, że Kościół jest bez skazy, że nie można w nim niczego krytykować. W ten sposób nie uda nam się w nim niczego naprawić. Musimy zrobić wszystko, by zmienić jego oblicze.
Dlatego, jak podkreślał, w trudnych czasach Pan Bóg zsyłał na świat świętych ludzi, takich jak św. Franciszek czy Jan Paweł II.
- Czy fajka księdza uspokaja? - zmieniła temat rozmowy jedna z kobiet.
- Fajka to sposób, by nawet najgłupsza twarz nabrała inteligentnego wyrazu - żartował ks. Boniecki - Fajka ma również duszpasterski charakter, bo powoduje, że człowiek który obawia się rozmowy z Bonieckim, kiedy widzi fajkę, to myśli sobie, że to musi być swój chłop i chętniej zagaduje. Ponadto, gdy otrzymuje się trudne pytanie, to ubijając fajkę zyskujemy czas na przygotowanie odpowiedzi. Nie ukrywam, że to moja słabość i bije się w pierś, bo to ohydny nałóg. Co ważne w moim zakonie jest zakazana i można sobie na nią pozwolić tylko za specjalną zgodą. Ja taką otrzymałem od prowincjała, tego samego który zakazał mi udzielać się w mediach - mówił gość MBP.
Spotkanie trwało blisko trzy godziny.
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
13 głosów




więcej zdjęć
