Nie do uwierzenia, że pani Stanisława ma 106 lat

Beata Łabutin
07.02.2012 , aktualizacja: 07.02.2012 12:11
A A A Drukuj
Gdy Stanisławie Dybowskiej z Opola, najstarszej mieszkance regionu, założono kartotekę w przychodni, ktoś napisał datę urodzenia, odnotowując tylko dwie ostatnie cyfry roku: 06. No i skierowano ją do pediatry...
106. urodziny pani Stanisławy z Opola
Fot. Michal Grocholski / Agencja Gazeta
106. urodziny pani Stanisławy z Opola


Za swoje zdrowie pani Stanisława wychyliła w poniedziałek ze smakiem kieliszek martini i zjadła porcję czekoladowego tortu z wiśniami. Gości przyjęła ze starannie ułożonymi białymi włosami, w bucikach na niewielkim obcasie, z koralami na szyi. Szczupła, zgrabna i dziarska, tryskająca dowcipem - wprost nie do uwierzenia, że pani Stanisława urodziła się w 1906 roku.

Za swoje zdrowie pani Stanisława wychyliła w poniedziałek ze smakiem kieliszek martini i zjadła porcję czekoladowego tortu z wiśniami. Gości przyjęła ze starannie ułożonymi białymi włosami, w bucikach na niewielkim obcasie, z koralami na szyi. Szczupła, zgrabna i dziarska, tryskająca dowcipem - wprost nie do uwierzenia, że pani Stanisława urodziła się w 1906 roku.

- To moje ostatnie dzieło - rozłożyła lnianą serwetę wyhaftowaną krzyżykami w kolorowe kwiaty. - Bez okularów robiłam! - zastrzegła.

Kiedy wchodzimy do pokoju, pani Stanisława akurat rozmawia przez telefon. Siedzi na poręczy wersalki i energicznym głosem instruuje kogoś po drugiej stronie. - Prezydent Zembaczyński do mnie jedzie, a winda między piętrami stoi! Przyjedźcie naprawić, Wrocławska 20, tylko szybko! - zarządza.

Pytana, co robiła przez całe życie dla zachowania tak świetnej formy, śmieje się: - Troje dzieci wychowałam! Czy to mało? A poważnie: po prostu żyłam, żadnej specjalnej diety nie przestrzegałam, jem wszystko, co lubię. Młode, dajcie wreszcie tę kawę! - popędza córkę i synową.



Zięć pani Stanisławy, prokurator w stanie spoczynku Roman Wawrzynek, wspomina, że gdy jego teściowa leżała w szpitalu, to o swojej sąsiadce, ledwie siedemdziesięcioletniej, wyrażała się "ta smarkula". A kiedy razu pewnego przyszła do niej lekarka z domową wizytą, a pani Stanisława otworzyła jej drzwi, pani doktor powiedziała: - Ale ja do tej starszej pani przyszłam...

Pani Stanisława mieszka sama i doskonale sobie radzi z niewielką pomocą córki i synowej. Małe mieszkanko na ósmym piętrze (jeszcze nie tak dawno dawała radę schodom na piechotę) jest przytulne i zadbane, pełne bibelotów i zdjęć. Jego gospodyni wciąż jest ciekawa świata, czyta gazety (oczywiście bez okularów), ogląda telewizję i potrafi nie zostawić suchej nitki na politykach.

Pani Stanisława urodziła się w Wyszkowie pod Warszawą, skąd wyjechała po ślubie w 1931 roku. Do Opola przybyła w 1950 roku wraz z mężem, który otrzymał propozycję pracy w tworzącej się wówczas administracji nowego województwa. Pani Stanisława rozpoczęła pracę w stacji krwiodawstwa, gdzie spędziła 20 lat. - Byłam tam jednym z trzech pierwszych pracowników - wspomina. - Trzeba było ściągnąć sprzęt, urządzić puste pokoje.

Do pracy zawodowej poszła w wieku 40 lat; po 20 przeszła na emeryturę, którą pobiera już 46 lat. - Teraz niech młodzi pracują - śmieje się.

Roman Wawrzynek nachyla się nad stołem i szepcze ze śmiechem: - Powinien istnieć zakaz klonowania mojej teściowej, bo gdyby do tego doszło, to polski system emerytalny ległby w gruzach!

Pani Stanisława wciąż ma świetną pamięć, choć jak sama przyznaje, najlepiej pamięta ważne wydarzenia z czasów młodości. Mało brakowało, by wraz z mężem i synem została wywieziona na Sybir. - Na początku wojny uciekliśmy do Tarnopola, gdzie wkroczyły wojska sowieckie. Już mieliśmy nakaz deportacji, ale ktoś nam poradził, byśmy napisali list do ówczesnego ministra spraw zagranicznych ZSRR Wiaczesława Mołotowa. Dostaliśmy przepustki na przejazd do Jasła - opowiadała.

Z życzeniami zjawił się u jubilatki prezydent Ryszard Zembaczyński. - Jest pani królową Opola, najwyższe wyrazy szacunku i serdeczne gratulacje - mówił, wręczając pani Stanisławie bukiet białych róż. - Wielkie dzięki za pani werwę, energię, siłę, za to, że jest pani z nami w Opolu. Do tej pory opolskie kroniki jeszcze nie odnotowały mieszkanki w tak pięknym wieku.

Tradycyjnego "Sto lat" oczywiście nie śpiewano ze zrozumiałych względów, były za to życzenia zdrowia, pomyślności i nieustającej pogody ducha. - Oby było tak jak do tej pory - powtarzali goście.



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 11 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Jesteśmy na Facebooku