Dzika zwierzyna nas zaskoczyła
17.01.2012
, aktualizacja: 17.01.2012 22:04
Żadna ze służb nie poinformowała Polskiego Związku Łowieckiego o pojawieniu się jeleni w centrum Opola, a to myśliwi najlepiej by sobie z sytuacją poradzili. Zamiast tego strażacy gonili jelenia motorówką, a strażnicy miejscy spacerowali po Bolko w poszukiwaniu zwierząt
ZOBACZ TAKŻE
- Zderzył się z jeleniem w mieście, nie dostał odszkodowania (16-04-12, 09:00)
- Paszport "Polityki" dla Garbaczewskiego (18-01-12, 11:33)
- Kolejarz szuka już tylko juniorów (18-01-12, 10:30)
- Warunki narciarskie w Czechach idealne. [SPRAWDŹ] (18-01-12, 07:58)
- Akcja 'jeleń'. Co tak naprawdę wydarzyło się w Opolu?
- Czytelnik: można było zorganizować sensowną akcję (17-01-12, 10:30)
- Miasto i służby w stresie. Bo przyszły jelenie (17-01-12, 09:00)
- Jelenie w dużym mieście [WIDEO] (16-01-12, 20:16)
- Jeleń w starciu z samochodem - [ZDJĘCIA] (16-01-12, 14:16)
- Jelenie grasują po Opolu! Jednego potrącił samochód [ZDJĘCIA] (16-01-12, 12:19)
Wydarzeniami, jakie rozegrały się w poniedziałkowe popołudnie w naszym mieście, gdy jelenie pływały w kanale ulgi i Młynówce, gdy biegały po ulicach, doprowadzając do kolizji, przerażony jest Wojciech Plewka, łowczy wojewódzki. - Znam biologię tego zwierzęcia i widzę, gdy przeżywa ono stres. Na zdjęciach, które można było zobaczyć w opolskich portalach, widać, że te zwierzęta są przerażone. Niedopuszczalne jest gonienie ich motorówką, to tylko potęguje ich strach - zauważa.
Jak tłumaczy, członkowie koła łowieckiego nie mogli nic zrobić, bo nikt ich nie poinformował o obecności jeleni w mieście. O tym Plewka dowiedział się dopiero z mediów. - Jestem oburzony, że nikt się z nami nie skontaktował. My byśmy inaczej tę akcję przeprowadzili. Dysponujemy odpowiednim sprzętem, mamy przyczepę, na którą moglibyśmy załadować rannego jelenia. I co najważniejsze: wiemy, jak postępować z taką zwierzyną. Przecież to, że jelenie wpadły do miasta, wywołało u nich potężny uraz psychiczny. Ludzie, u których na posesjach pojawiają się czy to dziki czy sarny, wiedzą, że powinni się wycofać i natychmiast po nas zadzwonić - mówi zdenerwowany.
Rajmund Dorotnik, dyrektor Miejskiego Centrum Zarządzania Kryzysowego, przyznaje, że po łowczych nie dzwoniono, bo w takich sytuacjach wydział wykonuje tylko jeden telefon. - Procedury wymagają, byśmy dzwonili tylko po weterynarza. Tak też zrobiliśmy - tłumaczy.
Do rannego jelenia, którego potrącił samochód, przyjechał weterynarz Tomasz Grabiński z Wrocławia. Czekano na niego półtorej godziny.
Dlaczego nie zajął się tym żaden z weterynarzy opolskich? - Bo żaden nie chciał z nami podpisać umowy - usłyszeliśmy w ratuszowym wydziale ochrony środowiska.
- Przez kilka lat wysyłaliśmy oferty do wszystkich gabinetów weterynaryjnych w mieście. Nie zgłosił się żaden - mówi Sebastian Smoliński, kierownik wydziału. - Dopiero dyrektor opolskiego zoo podpowiedział nam, że jest pan Grabiński, który ma swoją lecznicę pod Wrocławiem i zajmuje się leczeniem dzikiej zwierzyny. Podpisaliśmy umowę, pan doktor pełni całodobowy dyżur.
Gdy Grabiński jest potrzebny, służby mundurowe zabezpieczają miejsce, gdzie znajduje się dzikie zwierzę. W praktyce pojawia się do dwóch godzin.
- Proszę nam się nie dziwić, że się do tego nie garniemy - mówi Tomasz Pięknik, prezes Opolskiej Izby Weterynaryjnej. - Nie mamy odpowiedniego sprzętu ani warunków, gdzie te zwierzęta można by przetrzymywać. W podobnej sytuacji do Opola jest chociażby Kalisz czy Częstochowa. Poza tym, żeby do zwierzęcia wystrzelić środek usypiający, trzeba mieć pozwolenie na broń. Na terenie kraju jest kilka specyficznych ośrodków, które zajmują się leczeniem dzikich zwierząt. Zazwyczaj prowadzą je zapaleńcy, często myśliwi, którzy mają stosowne pozwolenia.
Według Pięknika najlepiej byłoby w każdym mieście utworzyć jednostki, do których można by dzikie zwierzę przetransportować do wybudzenia, a potem wypuszczać na wolność. - Ale na to potrzebne są pieniądze, potrzebny byłby pracownik, co generuje kolejne koszty. Biorąc pod uwagę, że w Opolu przypadki wtargnięcia dzikiej zwierzyny do miasta zdarzają się ok. trzech razy na rok, jest to po prostu nieopłacalne - kwituje.
- 9 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Dzika zwierzyna nas zaskoczyła
eberhardt_toll
17.01.12, 22:24
"Jak tłumaczy, członkowie koła łowieckiego nie mogli nic zrobić, bo nikt ich nie poinformował o obecności jeleni w mieście" już widzę jak zacierają spocone rączki... Powtarzam: Uczciwy »





