Nie zamkną domowego azylu dla zwierząt

Izabela Żbikowska
17.01.2012 , aktualizacja: 17.01.2012 20:17
A A A Drukuj
Ratusz wysłał urzędników, by skontrolowali domowy azyl dla zwierząt prowadzony przez nastolatki. Groziła mu likwidacja. Azyl pozostanie, a dzieci, za namową "Gazety", nawiążą kontakt z fundacją Fioletowy Pies.
Dzieci w swoim
Fot. Michal Grocholski / Agencja Gazeta
Dzieci w swoim "schronisku"
Wczoraj rano w domowym azylu dla zwierząt (znajduje się na Zaodrzu) pojawili się ratuszowi urzędnicy i straż miejska. - Zobaczyłem, jak szarpią za kłódkę budynku, w którym mamy nasze zwierzęta. Gdy poprosiłem, by się wylegitymowali i powiedzieli, po co przyszli, to w odpowiedzi usłyszałem, że jestem za mały, by nimi dyrygować - opowiada 12-letni Bartek, który razem z kilkoma innymi nastolatkami z podwórka opiekuje się bezdomnymi zwierzętami.

Dzieci (w wieku 12-15 lat) urządziły coś w rodzaju klubu w jednym z pustostanów. - Musieliśmy włożyć w to miejsce wiele pracy. Postaraliśmy się o meble, teraz to jest nasze miejsce - opowiada Asia [nazwisko do wiad. red.]. Dziewczyna była kiedyś wolontariuszką w fundacji Mali Bracia. Dwa lata temu na spacerze z koleżanką znalazła porzucone szczeniaki. - Chciałyśmy się nimi zaopiekować, ale każdy z naszej paczki ma już swoje zwierzę w domu, więc chodziło o to, by znaleźć miejsce, gdzie będziemy mogli się opiekować znajdami.

I tak powstał domowy azyl dla zwierząt. Dziś dzieci opiekują się czterema psami i czterema kotami, a trzy kolejne dokarmiają. - Jest też pani weterynarz, która nam bardzo pomaga i np. na wiosnę koty zostaną wykastrowane, by się nie rozmnażały - zapewniają dzieci.

Gdy rano zobaczyły urzędników, zaalarmowały media i poprosiły o spotkanie z prezydentem. - Chcieliśmy prosić o to, by nam nie odbierać zwierząt, by nie zamykano nam azylu - mówiły na spotkaniu.

W ratuszu usłyszały, że kontrola była konieczna: bo azyl znajduje się w starym budynku, który może zagrażać dzieciom. Urzędnicy chcą też sprawdzić, w jakiej kondycji są zwierzęta, dlatego w azylu pojawi się powiatowy lekarz weterynarii.

Prezydent Ryszard Zembaczyński obiecał jednak dzieciom, że jeśli wszystko będzie w porządku, to będą mogły zatrzymać i zwierzęta, i azyl. - To chwalebne, że młodzi ludzie mają taką inicjatywę. Jednak budynek jest pustostanem i musimy się przekonać, czy nie zagraża waszemu bezpieczeństwu. Poza tym jest to obiekt, który chcemy sprzedać, ale nawet jeśli się tak stanie, to z pewnością znajdziemy dla waszego azylu inne miejsce - mówił prezydent, wspominając, jak kiedyś należał do harcerstwa. Obiecał również, że w najbliższych dniach wybierze się do azylu, by samemu się przekonać, jak mają się zwierzaki.

"Gazecie" udało się namówić dzieci do kontaktu z opolską fundacją Fioletowy Pies, by nad azylem czuwała doświadczona prozwierzęca organizacja. Teraz obie strony umawiają się na spotkanie.

Mama wolontariuszy: - Wierzę w odpowiedzialność dzieci

Izabela Żbikowska: Czy schronisko prowadzone przez nastolatki to pani zdaniem dobry pomysł?

Alicja Kuryło, mama dwójki wolontariuszy: Sama na początku podchodziłam do tego sceptycznie, ale dzieci udowodniły swoją konsekwencję i to, że są odpowiedzialne. Poza tym to raczej taki podwórkowy azyl, nie schronisko, bo nie przyjmujemy nowych zwierząt. Te zwierzaki, które do nas trafiły, zostały przez dzieci przypadkowo znalezione, ale więcej ich nie będzie. Nie zgodziłabym się na to, bo dzieci sobie z większą liczbą nie poradzą. Przy tylu zwierzętach, ile mamy - cztery psy i siedem kotów - każde ma swojego opiekuna, który za niego odpowiada, zabiera go do weterynarza, a na co dzień karmi i nosi swojego podopiecznego na rękach.

A co będzie gdy dzieciom się znudzi? Będą musiały się uczyć do egzaminów czy wyjadą na wakacje?

- Ten azyl powstał w wakacje właśnie i dzieci jakoś sobie poradziły. Opieka nad zwierzętami to dla nich nie tylko przyjemność, lecz także obowiązek, więc np. gdy przychodzą ze szkoły, to od razu idą wyczyścić kotom kuwety. Poza tym umawiają się na dyżury, rozdzielają pracę między siebie. I świetnie łączą to z nauką. Na przykład mój syn od czasów, gdy zajmuje się zwierzętami, uczy się coraz lepiej, dziś ma średnią 4,5. Po prostu dzieci wiedzą, że zwierzęta to nie zabawki i też tego jako zabawy nie traktują.

Azyl jest w pustostanie, ratusz więc kontroluje stan budynku, a weterynarz sprawdzi kondycję zwierząt. Gdyby dzieci nawiązały współpracę z prozwierzęca fundacją czy TOZ, ich działanie cieszyłoby się większym zaufaniem.

- Dzieci chcą mieć coś własnego i mają do tego prawo. Jednak nie ma tam samowolki. Ja widzę ten azyl z okien mieszkania, mam też kontakt z rodzicami innych wolontariuszy, jest więc nadzór dorosłych.

Rzeczywiście jednak warto byłoby, by dzieci zaczęły współpracę z fundacją, kimś bardziej doświadczonym, może będzie łatwiej. Jesteśmy na to otwarci, dlatego umówimy się z Fioletowym Psem.

Dzisiaj dzieciaki, które prowadzą odwiedziła też kamera TVN





Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 9 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Jesteśmy na Facebooku