Lekarz zmarł po pięciu dniach dyżuru. Nie ma sprawy, bo nie był na etacie

Izabela Żbikowska
02.01.2012 , aktualizacja: 02.01.2012 16:24
A A A Drukuj
Prokuratura umorzyła śledztwo ws. śmierci anestezjologa. Lekarz miał dyżur pięć dni z rzędu, zmarł podczas pracy, ale przestępstwa nie było, bo nie będąc na etacie nie obowiązywała go konieczność 11-godzinnej przerwy.
Karetka
Fot. Robert Kowalewski / AG
Karetka
Chodzi o śmierć lekarza Jakuba P., który zmarł w trakcie dyżuru 22 lipca minionego roku na terenie Szpitala Rejonowego w Głubczycach. Lekarz miał dyżur w dwóch jednostkach już piąty dzień z rzędu.

- Podstawą umorzenia postępowania było ustalenie, że do zgonu nie doszło wskutek przestępstwa - informuje Lidia Sieradzka, rzecznik opolskiej prokuratury. Zaznacza, że prokuratura powołała do sprawy biegłego lekarza medycyny sądowej. - Ten uznał, że do zgonu Jakuba P. doszło wskutek samoistnych zmian chorobowych, których charakter pozwolił na przyjęcie, że nie pozostawały w związku z pełnieniem przez niego dyżuru.

W toku śledztwa ustalono, że anestezjolog miał trzy prace: zatrudniony był na bloku operacyjnym szpitala w Głubczycach, w zespole wyjazdowym pogotowia oraz na oddziale ratunkowym w szpitalu w Rybniku. - Na wszystkie te usługi zawarł oddzielne umowy cywilno - prawne - dodaje prokurator Sieradzka. Zaznacza, że przed zgonem lekarz pełnił dyżur w głubczyckim szpitalu i jako lekarz w karetce pogotowia. - Jak ustalono, przez okres pięciu dni permanentnego dyżuru Jakub P. efektywnie pracował 13 godzin 41 minut - wylicza rzecznik prokuratury.

Wyjaśnia, że lekarz sam decydował, kiedy i gdzie pracuje: grafik dyżurów anestezjologa na bloku operacyjnym ustalał jego przełożony, a dyrekcja szpitala go akceptowała, jednak to, kiedy P. będzie miał dyżur zależało od niego samego, bo to on proponował terminy. - W trakcie postępowania ustalono również, że nie doszło do naruszenia przepisów prawa pracy dotyczącego maksymalnego czasu pracy pokrzywdzonego - podkreśla prokurator.

Dlaczego? Ponieważ P. nie był pracownikiem etatowym. - A jedynie zobowiązał się do świadczenia medycznego jako podmiot gospodarczy. Szpital miał prawo zawierać kontrakty z lekarzem, a grafiki dyżurów były regulowane przez samego lekarza - tłumaczy prokurator Sieradzka. - W przypadku lekarzy zatrudnionych na podstawie kontraktów ograniczenia dotyczące maksymalnego czasu pracy nie obowiązują. Lekarz na kontrakcie może przepracować swój dobowy wymiar czasu pracy, a następnie świadczyć dyżur medyczny nawet przez kolejne 24 godziny. Teoretycznie nie musi być mu udzielony 11-godzinny odpoczynek, gdyż do tego prawo mają lekarze etatowi - zaznacza Sieradzka.

Postanowienie o umorzeniu nie jest jeszcze prawomocne.

Mówi szef Opolskiej Izby Lekarskiej

Izabela Żbikowska: Opolska prokuratura właśnie umorzyła sprawę śmierci 52-letniego anestezjologa, Jakuba P. Prokuratura badała sprawę, bo lekarz zmarł podczas pełnienia dyżuru, a jak się okazało pracował bez ustanku pięć dni z rzędu. Choć ostatecznie biegły uznał, że przyczyną jego zgonu była choroba, nie ma wątpliwości , że tak wyczerpujący maraton w pracy jest zagrożeniem i dla zdrowia lekarza, i dla bezpieczeństwa pacjentów.

dr Jerzy Jakubiszyn, prezes opolskiej Okręgowej Izby Lekarskiej oraz laryngolog, ordynator oddziału laryngologicznego w opolskim Wojewódzkim Centrum Medycznym: - Zgadzam się, że praca bez odpowiedniej przerwy na odpoczynek jest wysoce nierozważna. Sam bym się nigdy czegoś takiego nie podjął, bo taka sytuacja jest niebezpieczna dla zdrowia lekarza, a przede wszystkim dla pacjentów. Dlatego w ubiegłym roku Naczelna Izba Lekarska zaapelowała do lekarzy o rozsądek przy planowaniu czasu pracy.

Zaapelowała?

- Tak właśnie, zaapelowała. Innego "topora" nakazującego większą rozwagę w planowaniu czasu pracy nie ma, bo lekarze kontraktowi czyli pracujących w oparciu o umowy cywilno-prawne nie są związani wymogiem jedenastogodzinnej przerwy w pracy i to od tego, jak zaplanują swoje dyżury, zależy ich czas pracy.

Czy dyrektorzy szpitali mogą kontrolować czas pracy lekarzy kontraktowych?

- Tylko do pewnego stopnia. Na przykład wiem, że dyrektor Wojewódzkiego Centrum Medycznego zastrzegł, by lekarze pracujący na kontrakcie przedkładali mu swój plan pracy po to, by mógł sprawdzić, czy nie pełnią oni zbyt wielu dyżurów. Jednak tego, co lekarze robią w czasie wolnym, i czy np. w tym czasie nie pracuję gdzieś indziej, sprawdzić już nie może. Nie ma o tym mowy.

Czyli nie ma żadnej pewności, że lekarz kontraktowy przychodzi do pracy wypoczęty?

- Nie można tego sprawdzić, więc wszystko opiera się na zdrowym rozsądku i zaufaniu. Choć takie sytuacje, jak w omawianym przypadku, zdarzają się, bo płace na kontraktach, choć korzystniejsze niż te na etacie, wciąż nie są adekwatne do oczekiwań. Dlatego jeśli ktoś chce się szybciej dorobić, ma kredyty do spłacenia, pracuje więcej.

Sądzę jednak, że każdy lekarz powinien być świadom tego, jak wyczerpująca jest praca na dyżurze. Dlatego, powtarzam, liczymy na zdrowy rozsądek lekarzy.



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 24 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    30 głosów

  • W Polsce to normalne... macine123 02.01.12, 15:46

    A może tak sędziowie, prokuratorzy i inni urzędnicy przejdą na umowy śmieciowe lub niech prowadzą działalność. W czasach kryzysu solidarność społeczna jest bardzo ważna. Wszyscy musimy »

  • Lekarz na umowie śmieciowej? ludzie, litości gostek_2 02.01.12, 16:36

    a/ Kontrakt to nie umowa śmieciowab/ sam decydował o czasie swojej pracy w różnych instytucjachc/ 11stu godzin nieprzerwanego wypoczynku pilnuje pracodawca, ktory nadzoruje grafik pracownika»

  • Lekarz zmarł po pięciu dniach dyżuru. Nie ma sp... kbaus 02.01.12, 19:21

    Szkoda chlopa. Ale czy GW jest pewna ze to lekarz? Przeciez czegos w tej medycznej szkole powinni go nauczyc. Czy to na pewno lekarz bo wyglada ze nie bardzo znal sie na medycynie. Jeszcze »

Jesteśmy na Facebooku