Przeżyli ze sobą pół wieku i więcej [WIDEO]
29.12.2011
, aktualizacja: 29.12.2011 17:33
- Im krótszy związek przed ślubem, tym lepiej - mówi pan Jan, który wraz ze swoją żoną Heleną obchodzi 50-lecie pożycia małżeńskiego. Państwo Boczkowscy i 15 innych par otrzymało wczoraj państwowe wyróżnienia i masę gratulacji.
ZOBACZ TAKŻE
- Zaginęła Lenka. Pomóżcie ją znaleźć (30-12-11, 18:07)
- Jak w Opolu zamykano szkoły i dlaczego [WIDEO] (29-12-11, 18:36)
- Płatne parkowanie krócej (29-12-11, 16:57)
- Stowarzyszenie Osób Narodowości Śląskiej zarejestrowane! (29-12-11, 12:50)
- Kocówa dla złych rowerzystów. Czyli zadyma po liście pana Edmunda (29-12-11, 11:00)
Zapytani o to, jak się poznali, wybuchają śmiechem. - Mieszkałem w Krośnie Odrzańskim, służyłem w wojsku. Żona przyjechała tam do swojej ciotki. Ile chodziliśmy ze sobą? Nawet nie jeden dzień. Poznaliśmy się w lipcu, w świętej Anny - opowiada pan Jan.
- A na drugi dzień przyszedł do mojej ciotki i powiedział, że będzie się ze mną żenił. Przecież nie można powiedzieć, że to było jakieś przywiązanie. To była magia, w sierpniu braliśmy ślub - dodaje pani Helena.
Przez te wszystkie lata raz było dobrze, raz źle. Doświadczyli życia wojskowego, z Krosna przenieśli się do Komprachcic, pan Jan służył w tamtejszej jednostce. Państwo Boczkowscy zgodnie twierdzą, że nie ma takich małżeństw, które się nie kłócą. U nich też były ciche dni. Choć nigdy nie trwały dłużej niż tydzień. - Mąż zawsze pierwszy musiał mnie przepraszać. Trzeba się szanować i ustępować jeden drugiemu, bo złością nic się nie zrobi - śmieje się pani Helena.
Mają dwójkę dzieci: syna i córkę, doczekali się czwórki wnucząt. Zapytani o to, dlaczego teraz pary tak często się rozchodzą, mówią krótko: dzisiaj nie ma takiego zaufania, brakuje cierpliwości w związku.
Pani Martina Gliniorz, która z mężem Alfredem obchodzi diamentowe gody, zapytana o receptę na tak długoletnie pożycie odpowiada żartem: - Trzeba jeść warzywa z ogródka i żadnej chemii.
A pan Tadeusz Skrzek podkreśla: - Nie można się nudzić w związku i czasami lepiej udać, że czegoś się nie słyszy.
Jego żona Julia dodaje: - To jest po prostu nic innego jak wielka miłość. Wszystkie zmartwienia, choroby przetrwa tylko miłość.
Państwo Skrzek pół roku spędzają w Polsce, kolejne pół w USA. W Minneapolis mają córkę. - Niestraszna jest nam podróż, nie patrzymy, ile mamy lat, tylko bierzemy życie całą garścią. Młodzi ludzie często narzekają, że się źle czują, są zmęczeni. A my mówimy, a co będzie, jak będą mieć 70 lat? - mówią zgodnie.
14 par, które właśnie obchodzą złote gody i dwie z diamentowymi, otrzymały wczoraj od Pawła Smolarka, wójta Komprachcic, medal "Za długoletnie pożycie małżeńskie". - Przez tyle lat dzieliliście ze sobą wszystkie smutki i radości, pokonywaliście trudności, a czasy początków waszych małżeństw były przecież bardzo trudne. Wtedy pewnie nie myśleliście, że kiedyś pieniądz będzie decydował o wszystkim, a nie praca, uczciwość i wzajemny szacunek. Życzę wam, abyście w radości doczekali kolejnych godów - zwrócił się do zebranych.
- A na drugi dzień przyszedł do mojej ciotki i powiedział, że będzie się ze mną żenił. Przecież nie można powiedzieć, że to było jakieś przywiązanie. To była magia, w sierpniu braliśmy ślub - dodaje pani Helena.
Przez te wszystkie lata raz było dobrze, raz źle. Doświadczyli życia wojskowego, z Krosna przenieśli się do Komprachcic, pan Jan służył w tamtejszej jednostce. Państwo Boczkowscy zgodnie twierdzą, że nie ma takich małżeństw, które się nie kłócą. U nich też były ciche dni. Choć nigdy nie trwały dłużej niż tydzień. - Mąż zawsze pierwszy musiał mnie przepraszać. Trzeba się szanować i ustępować jeden drugiemu, bo złością nic się nie zrobi - śmieje się pani Helena.
Mają dwójkę dzieci: syna i córkę, doczekali się czwórki wnucząt. Zapytani o to, dlaczego teraz pary tak często się rozchodzą, mówią krótko: dzisiaj nie ma takiego zaufania, brakuje cierpliwości w związku.
Pani Martina Gliniorz, która z mężem Alfredem obchodzi diamentowe gody, zapytana o receptę na tak długoletnie pożycie odpowiada żartem: - Trzeba jeść warzywa z ogródka i żadnej chemii.
A pan Tadeusz Skrzek podkreśla: - Nie można się nudzić w związku i czasami lepiej udać, że czegoś się nie słyszy.
Jego żona Julia dodaje: - To jest po prostu nic innego jak wielka miłość. Wszystkie zmartwienia, choroby przetrwa tylko miłość.
Państwo Skrzek pół roku spędzają w Polsce, kolejne pół w USA. W Minneapolis mają córkę. - Niestraszna jest nam podróż, nie patrzymy, ile mamy lat, tylko bierzemy życie całą garścią. Młodzi ludzie często narzekają, że się źle czują, są zmęczeni. A my mówimy, a co będzie, jak będą mieć 70 lat? - mówią zgodnie.
14 par, które właśnie obchodzą złote gody i dwie z diamentowymi, otrzymały wczoraj od Pawła Smolarka, wójta Komprachcic, medal "Za długoletnie pożycie małżeńskie". - Przez tyle lat dzieliliście ze sobą wszystkie smutki i radości, pokonywaliście trudności, a czasy początków waszych małżeństw były przecież bardzo trudne. Wtedy pewnie nie myśleliście, że kiedyś pieniądz będzie decydował o wszystkim, a nie praca, uczciwość i wzajemny szacunek. Życzę wam, abyście w radości doczekali kolejnych godów - zwrócił się do zebranych.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów





