Przemysł muzyczny zmienił się dzięki internetowi. Na lepsze
24.10.2011
, aktualizacja: 24.10.2011 17:06
- Internet wywrócił wszystko do góry nogami. Artyści przestali zarabiać na filmach ze swoim udziałem i na wykonywanej przez siebie muzyce. Za sprawą sieci ludzie wszystko mają za darmo. Ale dał on też muzykom wolność, o jakiej kiedyś mogli tylko pomarzyć - mówi perkusista Will Calhoun. W poniedziałek wystąpi w Opolu w ramach XX Drum Fest.
ZOBACZ TAKŻE
- Święto prawdziwej muzyki skończyło się przed czasem (01-11-11, 15:36)
- Mamy wymienią się z mamami ubraniami (26-10-11, 16:10)
- Will Calhoun zaserwował jazzową ucztę (24-10-11, 23:24)
- Kandydat PiS stracił mandat za jazdę po pijaku (24-10-11, 19:29)
- Wybiórcza TV - poniedziałek 24 października (24-10-11, 18:00)
Calhoun znany jest przede wszystkim z bębnienia w funk-rockowej kapeli Living Colour. Na jego koncercie ma nie brakować kompozycji tego zespołu, ale w Teatrze im. Jana Kochanowskiego, gdzie w poniedziałek odbędzie się jego koncert (początek o godz. 19) zabrzmią przede wszystkim kompozycje z jego ostatniej solowej płyty "Native Lands". To wypadkowa jazzu i muzyki światowej, podszyta jednak sporą ilością typowo rockowej energii. Artysta jest jedną z gwiazd trwającego XX Międzynarodowego Festiwalu Perkusyjnego Drum Fest.
Rozmowa z perkusistą
Piotr Guzik: Skąd u rockmana fascynacja muzyką światową?
Will Calhoun: Szukałem w muzyce nowej formy i czegoś, co naprawdę będzie bliskie memu sercu. O nagraniu czegoś takiego, jak "Native Lands" myślałem jeszcze zanim wybiłem się z Living Colour. Podstawy do tego dał mi wyjazd do Afryki, gdzie zetknąłem się z najróżniejszymi odmianami muzyki etnicznej. Zresztą, nie można jej niedoceniać, bo tak naprawdę od niej wszystko się zaczęło.
Opłaca się jeszcze nagrywać płyty?
- Pewnie spodziewasz się, że odpowiem, że nie, po czym zacznę biadolić na to, że wszystko zniszczył internet.
A nie zniszczył?
- To za dużo powiedziane. Powiedziałbym raczej, że wywrócił wszystko do góry nogami. Serwisy takie, jak YouTube, oraz udostępnianie muzyki w internecie sprawiły, że artyści tracą przez to pieniądze, bo ludzie za darmo mają coś, za co wcześniej musieli płacić. Do tego dochodzi fakt, że wraz z upowszechnieniem technologii każdy może sobie teraz nagrać i wydać płytę, co znacznie podniosło konkurencję na rynku. Z drugiej strony, dzięki internetowi artyści zyskali wolność, o jakiej kilkanaście lat temu mogli pomarzyć.
Na czym polega ta wolność?
- Wyobraźmy sobie następującą sytuację. Młody chłopak przychodzi do hotelu i mówi, że chce się zatrudnić, bo ma dyplom uczelni technicznej, jest utalentowanym informatykiem i że chce może zająć się informatyzacją placówki. Szefostwo mówi, że na razie może dać mu pracę woźnego, ale za tydzień na pewno go awansują na stanowisko hotelowego informatyka. Chłopak się zgadza, myje podłogi i wynosi śmieci. Po tygodniu okazuje się jednak, że jeszcze go nie awansują. Obiecują zrobić to za jakiś czas. Sytuacja trwa tygodniami. Tygodnie zmieniają się w miesiące, miesiące w lata. Chłopak, choć uzdolniony, traci zapał i nigdy się nie wybija. Identyczne sytuacje zdarzały się w przemyśle muzycznym, gdy po podpisaniu kontraktu z daną wytwórnią ta nie dawała młodemu artyście nic nagrać, niezależnie jak byłby dobry. Firmom fonograficznym chodzi bowiem przede wszystkim o promowanie tych artystów, na których da się najlepiej zarobić. Co nie zawsze jest równoznaczne z artyzmem.
Teraz jest inaczej?
- Nie, ale internet daje twórcy możliwość wyjścia z tego systemu. Z powodu sieci nie zarabia się tyle, co kiedyś, ale można być w bliższym kontakcie z fanami, dawać im znać bezpośrednio gdzie i kiedy będzie się występować. Dawniej nie było czegoś takiego. Dlatego jeśli ktoś mnie pyta, czy lepiej było kiedyś, czy teraz, to zawsze wybiorę tą drugą odpowiedź.
Rozmowa z perkusistą
Piotr Guzik: Skąd u rockmana fascynacja muzyką światową?
Will Calhoun: Szukałem w muzyce nowej formy i czegoś, co naprawdę będzie bliskie memu sercu. O nagraniu czegoś takiego, jak "Native Lands" myślałem jeszcze zanim wybiłem się z Living Colour. Podstawy do tego dał mi wyjazd do Afryki, gdzie zetknąłem się z najróżniejszymi odmianami muzyki etnicznej. Zresztą, nie można jej niedoceniać, bo tak naprawdę od niej wszystko się zaczęło.
Opłaca się jeszcze nagrywać płyty?
- Pewnie spodziewasz się, że odpowiem, że nie, po czym zacznę biadolić na to, że wszystko zniszczył internet.
A nie zniszczył?
- To za dużo powiedziane. Powiedziałbym raczej, że wywrócił wszystko do góry nogami. Serwisy takie, jak YouTube, oraz udostępnianie muzyki w internecie sprawiły, że artyści tracą przez to pieniądze, bo ludzie za darmo mają coś, za co wcześniej musieli płacić. Do tego dochodzi fakt, że wraz z upowszechnieniem technologii każdy może sobie teraz nagrać i wydać płytę, co znacznie podniosło konkurencję na rynku. Z drugiej strony, dzięki internetowi artyści zyskali wolność, o jakiej kilkanaście lat temu mogli pomarzyć.
Na czym polega ta wolność?
- Wyobraźmy sobie następującą sytuację. Młody chłopak przychodzi do hotelu i mówi, że chce się zatrudnić, bo ma dyplom uczelni technicznej, jest utalentowanym informatykiem i że chce może zająć się informatyzacją placówki. Szefostwo mówi, że na razie może dać mu pracę woźnego, ale za tydzień na pewno go awansują na stanowisko hotelowego informatyka. Chłopak się zgadza, myje podłogi i wynosi śmieci. Po tygodniu okazuje się jednak, że jeszcze go nie awansują. Obiecują zrobić to za jakiś czas. Sytuacja trwa tygodniami. Tygodnie zmieniają się w miesiące, miesiące w lata. Chłopak, choć uzdolniony, traci zapał i nigdy się nie wybija. Identyczne sytuacje zdarzały się w przemyśle muzycznym, gdy po podpisaniu kontraktu z daną wytwórnią ta nie dawała młodemu artyście nic nagrać, niezależnie jak byłby dobry. Firmom fonograficznym chodzi bowiem przede wszystkim o promowanie tych artystów, na których da się najlepiej zarobić. Co nie zawsze jest równoznaczne z artyzmem.
Teraz jest inaczej?
- Nie, ale internet daje twórcy możliwość wyjścia z tego systemu. Z powodu sieci nie zarabia się tyle, co kiedyś, ale można być w bliższym kontakcie z fanami, dawać im znać bezpośrednio gdzie i kiedy będzie się występować. Dawniej nie było czegoś takiego. Dlatego jeśli ktoś mnie pyta, czy lepiej było kiedyś, czy teraz, to zawsze wybiorę tą drugą odpowiedź.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy





