Poseł najczęściej w Sejmie nieobecny
08.09.2011
, aktualizacja: 09.09.2011 15:24
Tadeusz Jarmuziewicz z PO, w tej kadencji wiceminister infrastruktury, jest już 14 lat w Sejmie. To najdłuższy staż parlamentarny wśród naszych posłów i senatorów.
ZOBACZ TAKŻE
- Jarmuziewicz o Boeingu 767: mogliśmy mieć dzisiaj 230 grobów więcej (01-11-11, 19:37)
- Leszek Korzeniowski dystansuje resztę posłów (20-09-11, 11:52)
- Poseł, który ma nazwisko (19-09-11, 08:00)
- Poseł specjalny ludowców w UE (15-09-11, 10:00)
- Poseł-rekordzista w zgłaszaniu interpelacji (12-09-11, 23:00)
- Poseł który dużo mówi, nie tylko o edukacji (11-09-11, 08:00)
- Chwilę prowadził Rakoczy, ale znów na czele Jarmuziewicz (09-09-11, 16:15)
- Jarmuziewicz: Opolszczyzna da sobie radę (20-11-09, 19:42)
Tym razem był jednak mało obecny i w Opolu, i w gmachu na Wiejskiej - pewnie z racji zajmowanego stanowiska.
Ale czasem o nim słyszeliśmy, choćby ostatnio, kiedy namieszał w ułożonej skrupulatnie przez lidera partii Leszka Korzeniowskiego (z którym nie chodzą tymi samymi ścieżkami) liście wyborczej, co pokazało, że wciąż mocno trzyma się w centrali.
Pierwszy raz został posłem, gdy miał lat 40. Rzucił wtedy palenie i zaczął biegać w maratonach. Teraz znowu pali, ale biega dalej.
Absolwent opolskiej WSI, inżynier elektryk, miał własną firmę z instalacjami zabezpieczającymi i alarmami, przekazał ją jednak żonie i synowi.
W statystykach poselskich trudno szukać danych o jego aktywności, gdyż to najczęściej nieobecny poseł. Wystąpień jako posła brak, napisał jedną interpelację z Grzegorzem Schetyną i Robertem Węgrzynem ws. "otwarcia drogi wodnej rzeki Odry na odcinku skanalizowanym od Portu Koźle 98 km do Portu Wrocław 254 km".
Nie jest w żadnych komisjach ani grupach parlamentarnych - jedynie widnieje w składzie parlamentarnego zespołu ds. energetyki.
Dwa razy wyłamał się z dyscypliny partyjnej, nawet zapłacił karę, a dotyczyło to zabrania samorządom możliwości ustanawiania liczby taksówek w mieście. - I 1000 zł kary - mówi poseł. Drugi raz głosował inaczej niż klub w sprawie IPN.
Cieszy się, że doprowadził do usystematyzowania Kodeksu drogowego, powiodła mu się nowelizacja Ustawy o prawie lotniczym, a także zapanowanie nad branżą TIR-ów, a to obecnie największa flota w Europie. Nie udało mu się jednak wypromować idei konieczności budowy nowego dużego centralnego portu lotniczego w kraju.
Ma jedno biuro poselskie w Opolu. Wydaje na nie mniej, niż dostaje, i to o 16 tys. zł w zeszłym roku. Jako jedyny nie umieszcza wydatków na dojazdy, pewnie dlatego, że pracuje na co dzień w Warszawie.
Wciąż jego pracownikami - tak wynika z danych na stronie internetowej - są wicemarszałek Tomasz Kostuś (nie ma tam bowiem jego rezygnacji), a także szef klubu radnych PO Zbigniew Kubalańca. Ma też czterech współpracowników społecznych.
Czy się podczas tej kadencji wzbogacił? Zaczynał ją z oszczędnościami i pieniędzmi na funduszach z żoną łącznie 174 tys. zł, dużym domem, mieszkaniem, 150 tys. rocznego zarobku, udziałami w firmie Fart, trzyletnim fordem mondeo i kredytem na 110 tys. franków szwajcarskich. Zakończył kadencję z 85 tys. zł i 6 tys. euro na koncie oraz 400 tys. w papierach wartościowych; przybyła działka, jego spółka jednak jest w likwidacji, zarobił ok. 150 tys. zł, zniknęło auto, ale też i sporo kredytu, bo do spłaty zostało 55 tys. franków szwajcarskich.
Ale czasem o nim słyszeliśmy, choćby ostatnio, kiedy namieszał w ułożonej skrupulatnie przez lidera partii Leszka Korzeniowskiego (z którym nie chodzą tymi samymi ścieżkami) liście wyborczej, co pokazało, że wciąż mocno trzyma się w centrali.
Pierwszy raz został posłem, gdy miał lat 40. Rzucił wtedy palenie i zaczął biegać w maratonach. Teraz znowu pali, ale biega dalej.
Absolwent opolskiej WSI, inżynier elektryk, miał własną firmę z instalacjami zabezpieczającymi i alarmami, przekazał ją jednak żonie i synowi.
W statystykach poselskich trudno szukać danych o jego aktywności, gdyż to najczęściej nieobecny poseł. Wystąpień jako posła brak, napisał jedną interpelację z Grzegorzem Schetyną i Robertem Węgrzynem ws. "otwarcia drogi wodnej rzeki Odry na odcinku skanalizowanym od Portu Koźle 98 km do Portu Wrocław 254 km".
Nie jest w żadnych komisjach ani grupach parlamentarnych - jedynie widnieje w składzie parlamentarnego zespołu ds. energetyki.
Dwa razy wyłamał się z dyscypliny partyjnej, nawet zapłacił karę, a dotyczyło to zabrania samorządom możliwości ustanawiania liczby taksówek w mieście. - I 1000 zł kary - mówi poseł. Drugi raz głosował inaczej niż klub w sprawie IPN.
Cieszy się, że doprowadził do usystematyzowania Kodeksu drogowego, powiodła mu się nowelizacja Ustawy o prawie lotniczym, a także zapanowanie nad branżą TIR-ów, a to obecnie największa flota w Europie. Nie udało mu się jednak wypromować idei konieczności budowy nowego dużego centralnego portu lotniczego w kraju.
Ma jedno biuro poselskie w Opolu. Wydaje na nie mniej, niż dostaje, i to o 16 tys. zł w zeszłym roku. Jako jedyny nie umieszcza wydatków na dojazdy, pewnie dlatego, że pracuje na co dzień w Warszawie.
Wciąż jego pracownikami - tak wynika z danych na stronie internetowej - są wicemarszałek Tomasz Kostuś (nie ma tam bowiem jego rezygnacji), a także szef klubu radnych PO Zbigniew Kubalańca. Ma też czterech współpracowników społecznych.
Czy się podczas tej kadencji wzbogacił? Zaczynał ją z oszczędnościami i pieniędzmi na funduszach z żoną łącznie 174 tys. zł, dużym domem, mieszkaniem, 150 tys. rocznego zarobku, udziałami w firmie Fart, trzyletnim fordem mondeo i kredytem na 110 tys. franków szwajcarskich. Zakończył kadencję z 85 tys. zł i 6 tys. euro na koncie oraz 400 tys. w papierach wartościowych; przybyła działka, jego spółka jednak jest w likwidacji, zarobił ok. 150 tys. zł, zniknęło auto, ale też i sporo kredytu, bo do spłaty zostało 55 tys. franków szwajcarskich.
- 9 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów





