Poseł najczęściej w Sejmie nieobecny

Joanna Pszon
08.09.2011 , aktualizacja: 09.09.2011 15:24
A A A Drukuj
Tadeusz Jarmuziewicz z PO, w tej kadencji wiceminister infrastruktury, jest już 14 lat w Sejmie. To najdłuższy staż parlamentarny wśród naszych posłów i senatorów.
Tadeusz Jarmuziewicz (PO)
Fot. Rafał Mielnik / Agencja Gazeta
Tadeusz Jarmuziewicz (PO)
Tym razem był jednak mało obecny i w Opolu, i w gmachu na Wiejskiej - pewnie z racji zajmowanego stanowiska.

Ale czasem o nim słyszeliśmy, choćby ostatnio, kiedy namieszał w ułożonej skrupulatnie przez lidera partii Leszka Korzeniowskiego (z którym nie chodzą tymi samymi ścieżkami) liście wyborczej, co pokazało, że wciąż mocno trzyma się w centrali.

Pierwszy raz został posłem, gdy miał lat 40. Rzucił wtedy palenie i zaczął biegać w maratonach. Teraz znowu pali, ale biega dalej.

Absolwent opolskiej WSI, inżynier elektryk, miał własną firmę z instalacjami zabezpieczającymi i alarmami, przekazał ją jednak żonie i synowi.

W statystykach poselskich trudno szukać danych o jego aktywności, gdyż to najczęściej nieobecny poseł. Wystąpień jako posła brak, napisał jedną interpelację z Grzegorzem Schetyną i Robertem Węgrzynem ws. "otwarcia drogi wodnej rzeki Odry na odcinku skanalizowanym od Portu Koźle 98 km do Portu Wrocław 254 km".

Nie jest w żadnych komisjach ani grupach parlamentarnych - jedynie widnieje w składzie parlamentarnego zespołu ds. energetyki.

Dwa razy wyłamał się z dyscypliny partyjnej, nawet zapłacił karę, a dotyczyło to zabrania samorządom możliwości ustanawiania liczby taksówek w mieście. - I 1000 zł kary - mówi poseł. Drugi raz głosował inaczej niż klub w sprawie IPN.

Cieszy się, że doprowadził do usystematyzowania Kodeksu drogowego, powiodła mu się nowelizacja Ustawy o prawie lotniczym, a także zapanowanie nad branżą TIR-ów, a to obecnie największa flota w Europie. Nie udało mu się jednak wypromować idei konieczności budowy nowego dużego centralnego portu lotniczego w kraju.

Ma jedno biuro poselskie w Opolu. Wydaje na nie mniej, niż dostaje, i to o 16 tys. zł w zeszłym roku. Jako jedyny nie umieszcza wydatków na dojazdy, pewnie dlatego, że pracuje na co dzień w Warszawie.

Wciąż jego pracownikami - tak wynika z danych na stronie internetowej - są wicemarszałek Tomasz Kostuś (nie ma tam bowiem jego rezygnacji), a także szef klubu radnych PO Zbigniew Kubalańca. Ma też czterech współpracowników społecznych.

Czy się podczas tej kadencji wzbogacił? Zaczynał ją z oszczędnościami i pieniędzmi na funduszach z żoną łącznie 174 tys. zł, dużym domem, mieszkaniem, 150 tys. rocznego zarobku, udziałami w firmie Fart, trzyletnim fordem mondeo i kredytem na 110 tys. franków szwajcarskich. Zakończył kadencję z 85 tys. zł i 6 tys. euro na koncie oraz 400 tys. w papierach wartościowych; przybyła działka, jego spółka jednak jest w likwidacji, zarobił ok. 150 tys. zł, zniknęło auto, ale też i sporo kredytu, bo do spłaty zostało 55 tys. franków szwajcarskich.



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 9 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Jesteśmy na Facebooku