Żałuję, że nie modlę się po śląsku

Rozmawiała Beata Łabutin
14.04.2011 , aktualizacja: 14.04.2011 17:06
A A A Drukuj
Zastanawiałem się, czy nie odmówić tej rozmowy. Ostatecznie uznałem jednak, że warto powiedzieć, że nikt, a zwłaszcza partie polityczne, nie ma prawa zawłaszczać tematu śląskości dla siebie. I włazić w nią z politycznymi buciorami - mówi ks. Józef Mikołajec, , proboszcz w Boguszycach, wykładowca UO.

Fot. Michał Grocholski / Agencja
Rozmowa z ks. Józefem Mikołajcem

Beata Łabutin: Modli się ksiądz po śląsku?

Ks. Józef Mikołajec, Ślązak z dziada pradziada: Czasami westchnę: "Dobry Pon Boczku" (dobry Panie Boże), ale nic więcej. Mówię to z żalem. Przecież modlitwa to coś najbardziej osobistego. Ale urodziłem się w 1950 roku. Na moje dzieciństwo przypadł więc czas rugowania gwary śląskiej z życia Ślązaków na Opolszczyźnie, walki z nią. Te działania były, niestety, na tyle skuteczne, że dużą część naszej śląskiej gwary w nas zabijały.

Ale nie zabiły śląskości?

- Nie zabiły świadomości, ale poważnie osłabiły język - bardzo istotny przejaw śląskości, bo przecież oprócz tego, że ma się jej poczucie, trzeba ją jakoś wyrażać. A język jest bardzo ważnym narzędziem. Tak do końca zrozumiałem to, gdy dowiedziałem się, że moja kuzynka napisała pracę magisterską u profesor Doroty Simonides poświęconą gwarze pewnej małej śląskiej podraciborskiej wsi. To było dla mnie i mojej rodziny prawdziwe odkrycie, bo okazało się, że nasza gwara musi być ważna, skoro można zajmować się nawet jej odmianami spotykanymi na wioskach. To było dla mnie znakiem, że bycie Ślązakiem nie musi być powodem do kompleksów, jak to przez lata mego dzieciństwa i młodości usiłowano nam wpoić.

Ślązak-Polak, Ślązak-Niemiec, Ślązak-Ślązak. To rozróżnienie ma sens?

- Byłbym jak najdalszy od takich nacjonalistycznych - w najłagodniejszym tego słowa znaczeniu - prób zawłaszczania śląskości. Oczywiście każdy człowiek ma prawo do tego, by mieć jakieś tam sympatie, także narodowościowe czy kulturowe, ale mnie bardzo boli burza wokół śląskości, z jaką mamy obecnie do czynienia. Burza coraz bardziej upolityczniona. Zastanawiałem się, czy nie odmówić tej rozmowy. Ostatecznie uznałem jednak, że warto powiedzieć, że nikt, a zwłaszcza partie polityczne, nie ma prawa zawłaszczać tego tematu dla siebie. Postrzeganie swojej tożsamości narodowej i jej kontekstu jest sprawą osobistą każdego człowieka i powinno się to szanować. I nie włazić z politycznymi buciorami w sumienie tego czy innego człowieka.

Uważa więc ksiądz, że jeśli mamy naszą śląskość w głowie, to nie jest już do końca ważne, czy zdeklarujemy się jako Polak, Niemiec czy Czech?

- Śląskość noszę w sobie. To część mojego myślenia, kultury, sposobu życia, który mam w sobie od zawsze i która jest moja. I nikt nie powinien w związku z tym przypisywać mnie w sposób sztuczny, pryncypialny do jakiejś opcji, do jakiejś nacji, odwołując się do jakiegoś mniej lub bardziej wydumanego kontekstu historycznego.

Tu, na Śląsku, łatwiej nam patrzeć na sprawy narodowościowe z dystansem, może dzięki rzeczywistości historycznej i społecznej, w której wzrastaliśmy.

Dla nas, Ślązaków, rzeczywistość tej małej ojczyzny, Śląska, jest - wydaje mi się - cenniejsza w pewnym stopniu od tej ojczyzny pisanej z dużej litery, która ma na imię Polska, Niemcy czy Czechy. Śląskość jest nam bliższa od tego, co poza nią, na zewnątrz, chociaż to też jest bardzo ważne. Niewątpliwie ważne.

Ale proszę nie pytać, czy ja się czuję bardziej Polakiem niż Ślązakiem, czy też ile we mnie śląskości, a ile polskości.

Czy ksiądz mówi otwartym tekstem o śląskości do swoich parafian? Naucza o śląskości?

- Oficjalnie tego nie robię, bo przecież mam też parafian nie-Ślązaków. Ja chcę być wszystkim dla wszystkich, nie wyłączając przedstawicieli żadnej opcji narodowościowej. Dlatego w moim przekazie wystrzegam się bardzo konsekwentnie i stanowczo pokazywania moich osobistych sympatii, gdy chodzi o kulturę, o świadomość narodowościową. Ale na pewno nie kryję tego, że jestem Ślązakiem.

Znakomita większość moich parafian to Ślązacy. Jednak właśnie ze względu na tę bardzo znikomą mniejszość nieautochtonów nie mogę i nie chcę swojej śląskości demonstrować w taki sposób, który wyzwoliłby w nich przeświadczenie: "on nie jest nasz, a my nie jesteśmy jego". Tego bardzo chcę uniknąć.

Jako ksiądz pragnę stać w środku, być wszystkim dla wszystkich. A jeżeli już dla kogoś bardziej - to właśnie dla tych nie-Ślązaków.

Dlaczego?

- Żeby w środowisku śląskim, zdominowanym przez śląskość, poczuli się u siebie. Myślę, czuję, że na tym między innymi polega właściwe rozumienie poszanowania tożsamości narodowej. Każdej tożsamości narodowej.

To banał, ale ważny; trzeba hołubić inność, ułatwiać jej integrację. Do Boguszyc wprowadzają się nowi ludzie, kupują domy, budują je. Chcą się zintegrować. Wszystkim tym przybyszom mówię podczas kolędy: "Zamieszkaliście w środowisku śląskim i ja też jestem Ślązakiem. Jesteśmy jednak na was bardzo otwarci. Ale miejcie świadomość, że Ślązacy pierwsi nie rzucą się wam w ramiona. Bo jesteśmy trochę wycofani, mniej ciepli uczuciowo. Dlatego my, wasi sąsiedzi, czekamy na wasz pierwszy krok. Przyjdźcie, zapukajcie, przedstawcie się. Wtedy w swoich śląskich sąsiadach znajdziecie przyjaciół, jakich być może nie macie nigdzie indziej, jakich nigdy nie mieliście". I powiem pani, że zawiązują się prawdziwe, głębokie przyjaźnie cieszące się różnorodnością, przepływem wartości, także narodowych.

Podziel się

  • 28 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Jesteśmy na Facebooku