Zbankrutował przez prokuraturę, teraz ją pozywa
2011-02-06
, aktualizacja: 06.02.2011 18:53
Opolski przedsiębiorca twierdzi, że przez prokuraturę stracił majątek. Wytoczył więc proces opolskim śledczym. Wcześniej siedem lat poświęcił na z walkę z nimi o uniewinnienie od stawianych zarzutów
ZOBACZ TAKŻE
- Sprzedać organy swych dzieci na spłatę długu?! (09-02-11, 09:00)
- Skarbówka tropi, państwo słono płaci (06-02-11, 19:30)
- Skąd proboszcz wziął 2 mln zł? Tajemnica spowiedzi (25-01-11, 06:00)
Stanisław Machnio był głównym udziałowcem spółki Rolmach. Pod koniec lat 90. kupił od niemieckiej firmy dwa specjalistyczne kombajny. - Chciałem zwiększyć moc produkcyjną przedsiębiorstwa - opowiada.
W lipcu 2002 roku kombajny zostały zarekwirowane przez nyską prokuraturę, bo ta uznała, że to sprzęt uzyskany w wyniku przestępstwa. - Dowiedziałem się wtedy, że niemiecki sprzedawca chce dopłaty do kombajnów. Zdziwiło mnie to, bo wcześniej nie miałem żadnego wezwania do zapłaty - opowiada. Tymczasem prokurator zarzucił mu przywłaszczenie sprzętu i wyłudzenie kredytu bankowego. - Cała sprawa mnie zaskoczyła. Nie mogłem pozwolić na zatrzymanie kombajnów, bo potrzebowałem maszyn, by zarabiać. To był czas, gdy mieliśmy najwięcej pracy, a pozostałem bez sprzętu - tłumaczy.
Złożył zażalenie na decyzję nyskiej prokuratury, a prokuratura okręgowa przyznała mu rację. - Jednak kombajny odzyskałem dopiero pięć miesięcy później. Już po żniwach - mówi.
Kombajny zniknęły
Gdy sprawa trafiła do sądu, prokuratura znów odebrała mu maszyny jako dowody rzeczowe. Sama jednak nie mogła ich przechowywać. W takiej sytuacji prawo pozwala na przekazanie dowodów do przechowania tzw. osobie godnej zaufania. Prokuratorzy uznali, że będzie to Jan. S., rolnik z Opolszczyzny. Sęk w tym, że on kombajny oddał niemieckiemu sprzedawcy.
Machnio dowiedział się o tym, gdy został uniewinniony przez sąd. - Nie mogłem w to uwierzyć. Cieszyłem się, że zostałem oczyszczony z zarzutów i czekałem na maszyny. Tymczasem ślad po nich bezpowrotnie zaginął. I do dziś ich nie odzyskałem - opowiada.
We wrześniu 2009 r. został uniewinniony prawomocnie. - Sąd wytknął prokuraturze, że od początku mój spór z niemiecką spółką miał charakter cywilny, nie karny. Poza tym w ogóle nie mogło być mowy o przywłaszczeniu kombajnów, bo Niemcy chcieli tylko dopłaty za maszyny, a nigdy nie domagali się wydania samych kombajnów jako przywłaszczonych. Przez całą tę sprawę musiałem ogłosić upadłość spółki i straciłem majątek. Okazało się również, że nie odzyskam już kombajnów - mówi.
Prokuratura nie komentuje
Postanowił więc domagać się od prokuratury odszkodowania. Według pełnomocnika Machnio zabranie kombajnów w lipcu 2002 roku spowodowało załamanie stabilności finansowej spółki. Niezbędne dla przedsiębiorstwa kombajny nie pracowały. W konsekwencji Machnio nie miał zysków i nie mógł spłacać zaciągniętych kredytów. W efekcie spółka upadła.
Straty wyliczono na 9,187 mln zł, składały się na to: wartość straconych kombajnów, zbankrutowanej spółki i wartość kontraktów, które miał wykonać Machnio przed zabraniem mu maszyn. W pozwie jego adwokat dowodzi, że za straty odpowiedzialna jest nyska prokuratura, która bezpodstawnie postawiła mu zarzuty i która bezprawnie wydała kombajny Józefowi S.
Prokuratura okręgowa, zgodnie z procedurą, została wezwana do zapłaty dziewięciu milionów jeszcze w 2010 roku, ale do dziś na owo żądanie zapłaty nie odpowiedziała.
Lidia Sieradzka, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Opolu, zastrzega, że sprawy Machnio komentować nie będzie. - Gdy otrzymamy pozew, to odpowiemy na niego pisemnie, zgodnie z procedurą - mówi. Sieradzka zaznacza również, że pozwy przeciwko prokuraturze się zdarzają. - To kilka spraw rocznie. Zazwyczaj pozywają prokuratorów osoby skazane - mówi.
Dodaje również, że wśród zakończonych w 2009 i 2010 r. spraw przeciwko prokuraturze nie było żadnej, która zakończyłaby się na jej niekorzyść.
W lipcu 2002 roku kombajny zostały zarekwirowane przez nyską prokuraturę, bo ta uznała, że to sprzęt uzyskany w wyniku przestępstwa. - Dowiedziałem się wtedy, że niemiecki sprzedawca chce dopłaty do kombajnów. Zdziwiło mnie to, bo wcześniej nie miałem żadnego wezwania do zapłaty - opowiada. Tymczasem prokurator zarzucił mu przywłaszczenie sprzętu i wyłudzenie kredytu bankowego. - Cała sprawa mnie zaskoczyła. Nie mogłem pozwolić na zatrzymanie kombajnów, bo potrzebowałem maszyn, by zarabiać. To był czas, gdy mieliśmy najwięcej pracy, a pozostałem bez sprzętu - tłumaczy.
Złożył zażalenie na decyzję nyskiej prokuratury, a prokuratura okręgowa przyznała mu rację. - Jednak kombajny odzyskałem dopiero pięć miesięcy później. Już po żniwach - mówi.
Kombajny zniknęły
Gdy sprawa trafiła do sądu, prokuratura znów odebrała mu maszyny jako dowody rzeczowe. Sama jednak nie mogła ich przechowywać. W takiej sytuacji prawo pozwala na przekazanie dowodów do przechowania tzw. osobie godnej zaufania. Prokuratorzy uznali, że będzie to Jan. S., rolnik z Opolszczyzny. Sęk w tym, że on kombajny oddał niemieckiemu sprzedawcy.
Machnio dowiedział się o tym, gdy został uniewinniony przez sąd. - Nie mogłem w to uwierzyć. Cieszyłem się, że zostałem oczyszczony z zarzutów i czekałem na maszyny. Tymczasem ślad po nich bezpowrotnie zaginął. I do dziś ich nie odzyskałem - opowiada.
We wrześniu 2009 r. został uniewinniony prawomocnie. - Sąd wytknął prokuraturze, że od początku mój spór z niemiecką spółką miał charakter cywilny, nie karny. Poza tym w ogóle nie mogło być mowy o przywłaszczeniu kombajnów, bo Niemcy chcieli tylko dopłaty za maszyny, a nigdy nie domagali się wydania samych kombajnów jako przywłaszczonych. Przez całą tę sprawę musiałem ogłosić upadłość spółki i straciłem majątek. Okazało się również, że nie odzyskam już kombajnów - mówi.
Prokuratura nie komentuje
Postanowił więc domagać się od prokuratury odszkodowania. Według pełnomocnika Machnio zabranie kombajnów w lipcu 2002 roku spowodowało załamanie stabilności finansowej spółki. Niezbędne dla przedsiębiorstwa kombajny nie pracowały. W konsekwencji Machnio nie miał zysków i nie mógł spłacać zaciągniętych kredytów. W efekcie spółka upadła.
Straty wyliczono na 9,187 mln zł, składały się na to: wartość straconych kombajnów, zbankrutowanej spółki i wartość kontraktów, które miał wykonać Machnio przed zabraniem mu maszyn. W pozwie jego adwokat dowodzi, że za straty odpowiedzialna jest nyska prokuratura, która bezpodstawnie postawiła mu zarzuty i która bezprawnie wydała kombajny Józefowi S.
Prokuratura okręgowa, zgodnie z procedurą, została wezwana do zapłaty dziewięciu milionów jeszcze w 2010 roku, ale do dziś na owo żądanie zapłaty nie odpowiedziała.
Lidia Sieradzka, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Opolu, zastrzega, że sprawy Machnio komentować nie będzie. - Gdy otrzymamy pozew, to odpowiemy na niego pisemnie, zgodnie z procedurą - mówi. Sieradzka zaznacza również, że pozwy przeciwko prokuraturze się zdarzają. - To kilka spraw rocznie. Zazwyczaj pozywają prokuratorów osoby skazane - mówi.
Dodaje również, że wśród zakończonych w 2009 i 2010 r. spraw przeciwko prokuraturze nie było żadnej, która zakończyłaby się na jej niekorzyść.
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
64 głosy
-
Karski też twierdzi że nie wiedział
jkredman
07.02.11, 10:11
o wezwaniach z Cypryjskiego Sądu»





