Dyskusja o zaniedbanych zakątkach Opola

Anita Dmitruczuk
2010-08-20 , aktualizacja: 20.08.2010 19:16
A A A Drukuj
Podczas gdy urzędnicy lubią mówić o wielkich planach, potrzebnych środkach i przeprowadzanych analizach, zwykli mieszkańcy po prostu rzucają pomysły na to, jak ulepszyć zaniedbane zakątki w Opolu. Bo widzą je i myślą o nich, nie jak o zbędnym balaście, ale jak o niewykorzystanej szansie. I tego głosu urzędnicy mogliby w końcu posłuchać.

Fot. Rafał Mielnik/ Agencja Gaze
Dyskusja o zapomnianych zakątkach miasta zaczęła się od projektu Galerii Sztuki Współczesnej, która zaprosiła sześciu artystów do zmieniania Opola zgodnie ze swoją wizją. Idea była taka, by za pomocą performance'ów, happeningów, malarstwa czy rzeźby zwrócić uwagę na zapomniane nieco zakątki, trochę je zmienić. Zmusić miasto do tego, by przyjrzało się samo sobie.

I przyjrzało się. W dyskusji na temat tego, czego w Opolu brak i jak można by je zmienić,wzięli udział m.in. urbanistka, muzealniczka, psycholog, animator kultury - ludzie mieszkający w różnych punktach miasta, o różnych doświadczeniach, w różnym wieku, patrzący na własne miasto z różnych perspektyw.

Okazało się, że po pierwsze zaniedbanych zakątków nie trzeba daleko szukać, bo takie znajdują się choćby w centrum miasta, tuż pod nosem ratusza. A po drugie, że pomysłów na ich udoskonalenie jest mnóstwo. I nie wszystkie wymagają wielkich nakładów, gruntownych remontów i wielkich analiz.

Okazało się, że grunt to chcieć, widzieć problem i nie bać się nowych pomysłów. Antyikoną takiej postawy jest chyba Janusz Kwiatkowski, wiceprezydent miasta, który pytany nie tak dawno temu o to, czemu Mały Rynek jest tak niewykorzystany mówił: - Według mnie tam jest za mało miejsca, żeby coś nowego wymyślić, nie widzę zresztą potrzeby diametralnych zmian.

Zmian od tamtej pory nie było - ani diametralnych, ani żadnych innych.

Mały Rynek jak był małym parkingiem, tak jest.

A kolejnymi zaniedbanymi miejscami, które mogłyby być wizytówką miasta, są plac Sebastiana czy plac Kopernika. Pierwszy - zarośnięty chaszczami i nieoświetlony - jest terenem okupowanym przez klientów pobliskiego sklepu całodobowego, drugi - w dzień jest zatłoczonym parkingowiskiem, w nocy martwym betonowym placem. Do tego jeszcze wały nad Odrą, gdzie tylko sporadycznie coś się dzieje, Wyspa Bolko, z której choć jesteśmy dumni, że taka zielona, to jednak narzekamy na zaniedbane ścieżki, nieczynne kafejki...

O ile urzędnicy zwykli myśleć o tych miejscach w kategorii potrzebnych środków, dalekich planów i politycznych przepychanek, o tyle zwykli mieszkańcy mówią o nich jako o niewykorzystanej szansie. I może dlatego łatwiej im na gorąco rzucić pomysły, które tchnęłyby choć trochę życia w zaniedbane zakątki Opola. Bo czy to naprawdę taki problem, żeby zadbać o krzewy, które zarosły Plac Sebastiana? Czy to wielki problem, żeby, stawiając np. ławkę na placu Kopernika, postawić taką, która - oprócz tego, że można na niej siedzieć - była jeszcze ładna i ciekawa? Czy naprawdę nie ma sposobu na to, żeby Mały Rynek był do życia, a nie do parkowania samochodów?

Ma rację Urszula Zajączkowska, dyrektorka Muzeum Śląska Opolskiego, kiedy mówi, że wierzy w zmiany, bo plac Daszyńskiego też był tradycyjnym miejscem biesiadowania ludzi, których niekoniecznie chcielibyśmy spotkać na swojej drodze. Ale kiedy miasto go wyremontowało, chodzi się tam przyjemniej, chętniej i bez obaw. Ma rację Krystian Kobyłka, dyrektor teatru lalek, kiedy mówi że w pięknych miejscach i ludzie zachowują się lepiej. Ale ma też rację Ewa Oglęcka, przewodnicząca Miejskiej Komisji Urbanistycznej, kiedy mówi, że ratuszowi brakuje długofalowego myślenia. Bo myślenie o tego typu przedsięwzięciach w naszym mieście nie "jest" tylko "bywa" - od wyborów do wyborów. Żeby lud miał igrzyska.

Podziel się

  • 14 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Jesteśmy na Facebooku