Śląskie wnuczki wolą pizzę od klusek

Mariusz Lodziński
2010-08-08 , aktualizacja: 08.08.2010 20:10
A A A Drukuj
Na niedzielny obiad w podopolskiej śląskiej wsi wcale nie musi być już rosół ani też rolada. Za to w tamtejszych restauracjach jada się tylko tradycyjne dania. Tyle że rzadko się do nich chodzi

Fot. Michał Grocholski / Agencja
Osiem na dziesięć śląskich gospodyń poproszonych o wymienienie zup, które gotują w domu, nie wymieni rosołu. Bo rosół to nie zupa, to po prostu rosół. - Nie wyobrażam sobie, żeby w niedzielę na obiad ugotować zupę - przyznaje pani Janina z Karłowic, która co niedzielę gotuje właśnie rosół. Takich domów jest jednak coraz mniej.

Niedziela z pierogami?

- W niedzielę w ogóle nie gotuję już zup, rosołu też nie. Czasami robię pierogi ruskie. U mnie w domu wszyscy je lubią, a w tygodniu nie mam na lepienie czasu, choć w domu mojego ojca byłoby to nie do pomyślenia. Tam co niedzielę musi być rosół - opowiada nam gospodyni z Chmielowic.

Pierogi ruskie są już rzeczywiście wszechobecne w podopolskich wsiach. - Może nie w niedzielę, ale w tygodniu bardzo chętnie - przyznaje pani Adela ze Szczedrzyka, prawdziwa śląska gospodyni.

Ale to przecież nie jest śląskie danie - przypominam.

- Ale za to dobre. Nasza kuchnia się zmienia. Sąsiedzi i znajomi, którzy się tu sprowadzają, przynoszą na nasze ziemie nowe przepisy. My wybieramy te najlepsze, oni korzystają z naszych dobrych. U nas w domu robimy nawet pizzę, ale to już zostawiam wnuczce. Tylko gdy córka czasami gotuje dania orientalne, trochę z mężem kręcimy nosem - śmieje się gospodyni.

Oliwa zamiast smalcu

W kuchni pani Adeli nie brakuje też najbardziej tradycyjnych śląskich dań. Często gotuje polewkę, czyli zupę na bazie maślanki. - A do niej zawsze placki ziemniaczane - podkreśla. Nie zapomina też o panćkraucie. To kapusta z ziemniakami i żeberkami. - W niedzielę też z reguły gotuję dania mięsne. Ale staram się co tydzień robić coś innego. Nie zawsze muszą być kluski i rolada. Choć znam domy, w których gotuje się je co niedzielę - przyznaje.

Tak jest właśnie u pani Janiny z Karłowic. - W niedzielę musi być rosół i drugie danie z mięsem - roladą, kotletem albo pieczonym drobiem. Do tego kluski, ale mogą być też ziemniaki - opowiada.

Za to w tygodniu jedzą u niej w domu niemal wszystko. I makarony na gęsto, i flaczki, i wszelkiego rodzaju zupy. - Jeżeli zupa jest bardziej syta, to już nie gotuję drugiego dania. A gdy jest lekka, to owszem. Ale teraz to się ciągle ludzie odchudzają, więc nie zawsze chcą dwa dania - śmieje się pani Janina.

- Jemy dużo warzyw; fasolkę, cukinię, paprykę. Wszystko, co rośnie w ogrodzie - podkreśla pani Adela ze Szczedrzyka. - I używamy już coraz mniej smalcu i masła. Ja już nawet mięso smażę na oliwie - tłumaczy.

Restauracja tylko od święta

Pod Opolem rzadko chodzi się do restauracji. No, chyba że się kogoś gości albo przy okazji wyjątkowych uroczystości. - Rzeczywiście obiady w tygodniu są incydentalne. Ludzie nie mają takich przyzwyczajeń i pewnie także czasu na to - przyznaje Piotr Wykurz, dyrektor restauracji Regius w Czarnowąsach.

Ale gdy już przychodzą na obiad, to 99 proc. gości zamawia śląskie dania. - Wszystkie próby wprowadzania do menu nowoczesnych europejskich dań spełzały się na niczym. Zamawiają je przede wszystkim osoby przyjeżdżające spoza regionu. Gdy przy organizacji wesel proponujemy wprowadzenie właśnie bardziej nowoczesnych dań, to wzbudza to pewne zainteresowanie. Ludzie chętnie by ich spróbowali, ale nie na własnym weselu - opowiada Wykurz.

Co najchętniej zamawiają goście w restauracji pod Opolem? - Przez ostatnich pięć lat działalności restauracji sprzedaliśmy już ze dwie farmy świń i z trzy farmy byków w postaci kotletów schabowych i rolad - żartuje dyrektor.

Podziel się

  • 3 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Jesteśmy na Facebooku