Co się je w Opolu? [WIDEO]
2010-08-06
, aktualizacja: 06.08.2010 20:33
Zadałam kłam mojemu przekonaniu, jakoby kuchnia lokalna była mieszanką specjałów śląskich i tych, które przywieźli ze sobą Wschodniacy. Otóż mamy dania opolskie, przynajmniej z nazwy, i to dostępne w barze mlecznym w centrum miasta. Mamy nawet w naszym platformerskim mieście... kaczkę po opolsku- pisze Anita Dmitruczuk.
ZOBACZ TAKŻE
- Słodycze i piwo - opolskie hity (09-08-10, 17:29)
pierozek
pierogi
ZaA?adowane przez: wyborcza_opole. - Odkryj nowych znajomych zza kamery.
A z polityką jakoś tak mi się skojarzyło, bo zaczęłam przepytywać urzędników, gdzie się stołują. Pomyślałam, że pewnie wiedzą, gdzie zjeść tanio, a dobrze, skoro jest ich tak dużo.
I oto odkryłam, że urzędnicy wojewody oraz kuratorium oświaty mają do dyspozycji swój bufet. Taki, gdzie to kupi się i bułkę, i serek topiony na sztuki, dostanie zupę w talerzu do zwrotu i siądzie przy stoliku z obrusem.
We wczorajszym menu były m.in.: rybka, racuchy z jagodami, pierogi ruskie i naleśniki ze szpinakiem, czyli jadłospis piątkowy. Szczerze mówiąc, nie od razu zrozumiałam, bo i nigdy nie przejmowałam się tym, że w piątek mięsa się nie je, ale pani w fartuchu szybko wyjaśniła: - Bo panie to raczej jedzą słodkie, a panowie..., oj, oni to tylko mięsiwo. Muszę przyznać, że ja też jak przez dwa dni jakiegoś skrzydełka nie zjem, to mi się ono śni po nocach.
Ochoczo na pytanie, gdzie się stołują, odpowiedzieli mi radni PiS-u, którzy po naradzie zakomunikowali: - Mandarin Duck, polecamy kaczkę.
Rozumiem, że barwy partyjne zobowiązują, zaniechałam więc dalszych dociekań. Ale nawet radni PiS-u nie wytropili w naszym mieście kaczki po opolsku. A taką przygotowuje się na specjalne zamówienie w... barze mlecznym nieopodal ratusza. I kiedyś wygrała nawet jakiś miejski konkurs kulinarny.
Kaczka jest nadziewana różnym innym mięsem i ma w sobie sporo czosnku, co wymaga, jak rozumiem, jedzenia jej w samotności albo bardzo lojalnym towarzystwie.
W owym barze mlecznym znalazłam też jednak inne specjały opolskie, przynajmniej z nazwy. Jest tam na przykład festiwalowy śledź w oleju z cebulką, który jest po prostu... śledziem w oleju z cebulką sprzedawanym w czasie festiwalu. Jak na miasto akademickie przystało jest też "zupa studencka", która jest zupą wydawaną studentom za 1 zł, raz dziennie, za okazaniem legitymacji. Ale są też pierogi opolskie, które mają farsz z ziemniaków i żółtego sera.
Przyznam, że trochę zgłupiałam, bo jestem wielką fanką pierogów (tych wegetariańskich oczywiście), a tych opolskich u nikogo (i co z bólem serca muszę dodać - również u siebie) na talerzu nie widziałam. Zrobiłam więc na rynku szybką i absolutnie niereprezentatywną sondę. Zapytałam 15 osób, co najczęściej jedzą na mieście.
Trzy zadeklarowały, że jedzenie na wagę, bo można pokombinować i wybrać to, co się lubi, jedna przyznała się do kebaba, co mnie zdziwiło o tyle, że "punkty sprzedaży kebabów" wyrastają w Opolu jak grzyby po deszczu. Cztery mówiły o naleśnikach, z czego dwie wybierają te na słodko. A reszta mówiła o pierogach.
Zadzwoniłam więc do źródła, czyli do jadłodajni, która ma trzy punkty w mieście i serwuje wyłącznie pierogi. I okazało się, że tylko w centrum dziennie sprzedaje się tam ponad 4 tysiące pierogów, z czego znakomita większość, bo ponad 3 tysiące, to pierogi ruskie (na drugim miejscu plasują się te ze szpinakiem).
Więc tak sobie myślę w głębi wegetariańskiego serca, że skoro władza je codziennie mięso, a radni pewnej partii chyba tylko kaczki, to jest to kolejny dowód na to, że odkleja się od ludu...
pierogi
ZaA?adowane przez: wyborcza_opole. - Odkryj nowych znajomych zza kamery.
A z polityką jakoś tak mi się skojarzyło, bo zaczęłam przepytywać urzędników, gdzie się stołują. Pomyślałam, że pewnie wiedzą, gdzie zjeść tanio, a dobrze, skoro jest ich tak dużo.
I oto odkryłam, że urzędnicy wojewody oraz kuratorium oświaty mają do dyspozycji swój bufet. Taki, gdzie to kupi się i bułkę, i serek topiony na sztuki, dostanie zupę w talerzu do zwrotu i siądzie przy stoliku z obrusem.
We wczorajszym menu były m.in.: rybka, racuchy z jagodami, pierogi ruskie i naleśniki ze szpinakiem, czyli jadłospis piątkowy. Szczerze mówiąc, nie od razu zrozumiałam, bo i nigdy nie przejmowałam się tym, że w piątek mięsa się nie je, ale pani w fartuchu szybko wyjaśniła: - Bo panie to raczej jedzą słodkie, a panowie..., oj, oni to tylko mięsiwo. Muszę przyznać, że ja też jak przez dwa dni jakiegoś skrzydełka nie zjem, to mi się ono śni po nocach.
Ochoczo na pytanie, gdzie się stołują, odpowiedzieli mi radni PiS-u, którzy po naradzie zakomunikowali: - Mandarin Duck, polecamy kaczkę.
Rozumiem, że barwy partyjne zobowiązują, zaniechałam więc dalszych dociekań. Ale nawet radni PiS-u nie wytropili w naszym mieście kaczki po opolsku. A taką przygotowuje się na specjalne zamówienie w... barze mlecznym nieopodal ratusza. I kiedyś wygrała nawet jakiś miejski konkurs kulinarny.
Kaczka jest nadziewana różnym innym mięsem i ma w sobie sporo czosnku, co wymaga, jak rozumiem, jedzenia jej w samotności albo bardzo lojalnym towarzystwie.
W owym barze mlecznym znalazłam też jednak inne specjały opolskie, przynajmniej z nazwy. Jest tam na przykład festiwalowy śledź w oleju z cebulką, który jest po prostu... śledziem w oleju z cebulką sprzedawanym w czasie festiwalu. Jak na miasto akademickie przystało jest też "zupa studencka", która jest zupą wydawaną studentom za 1 zł, raz dziennie, za okazaniem legitymacji. Ale są też pierogi opolskie, które mają farsz z ziemniaków i żółtego sera.
Przyznam, że trochę zgłupiałam, bo jestem wielką fanką pierogów (tych wegetariańskich oczywiście), a tych opolskich u nikogo (i co z bólem serca muszę dodać - również u siebie) na talerzu nie widziałam. Zrobiłam więc na rynku szybką i absolutnie niereprezentatywną sondę. Zapytałam 15 osób, co najczęściej jedzą na mieście.
Trzy zadeklarowały, że jedzenie na wagę, bo można pokombinować i wybrać to, co się lubi, jedna przyznała się do kebaba, co mnie zdziwiło o tyle, że "punkty sprzedaży kebabów" wyrastają w Opolu jak grzyby po deszczu. Cztery mówiły o naleśnikach, z czego dwie wybierają te na słodko. A reszta mówiła o pierogach.
Zadzwoniłam więc do źródła, czyli do jadłodajni, która ma trzy punkty w mieście i serwuje wyłącznie pierogi. I okazało się, że tylko w centrum dziennie sprzedaje się tam ponad 4 tysiące pierogów, z czego znakomita większość, bo ponad 3 tysiące, to pierogi ruskie (na drugim miejscu plasują się te ze szpinakiem).
Więc tak sobie myślę w głębi wegetariańskiego serca, że skoro władza je codziennie mięso, a radni pewnej partii chyba tylko kaczki, to jest to kolejny dowód na to, że odkleja się od ludu...
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów





