Opolskie roladą śląską czy pierogiem ruskim stoi?
2010-08-05
, aktualizacja: 05.08.2010 18:30
Regionalny plebiscyt kulinarny "Gazety Wyborczej". Ustalmy, jakim opolskim daniem, przysmakiem, specjałem możemy rzucić na kolana całą Polskę
ZOBACZ TAKŻE
- Opolskie specjały nagrodzone na Targach Poznańskich (15-09-10, 11:50)
- Słodycze i piwo - opolskie hity (09-08-10, 17:29)
- Simonides: Śląski obiad jest dla górnika (05-08-10, 20:00)
- A mnie jest szkoda budek z tostami z PRL-u (05-08-10, 20:00)
- Opolskie specjały: "stały i miękki w dotyku" oraz "zwarta i wilgotna" (05-08-10, 20:00)
- Kluski opolskim sztandarowym daniem? (05-08-10, 20:00)
Polska już biegała, jeździła na rowerze i czytała dzieciom. Z pewnym wysiłkiem mogłabym pisać o każdej z tych akcji (czasami biegam, jeżdżę na rowerze, od biedy dam radę spacyfikować rozwrzeszczane maluchy za pomocą Królewny Śnieżki czy czego tam). Ale o Polsce, która gotuje?! Jest mi niezwykle trudno.
Po pierwsze dlatego, że plebiscyt "Gazety" polega na tym, by wybrać danie regionalne i produkt regionalny, a ja jestem "stąd" ledwo od ośmiu lat.
Po drugie dlatego, że oprócz rolady z kluskami śląskimi nie przychodzi mi nic do głowy regionalnego, a muszę przy tym dodać, że od lat piętnastu jem parówki, kotlety, a nawet kaszankę, ale tylko z soi, bo jestem wegetarianką.
A po trzecie dlatego - i to jest główny powód - że jeśli chodzi o gotowanie, to szczytem mojej fantazji kulinarnej jest zupka chińska zalana wrzątkiem. Powiem szczerze: jedyna moja kompetencja, jeżeli chodzi o gotowanie, polega na tym, że uwielbiam jeść. Ba, jestem mistrzynią świata w jedzeniu. Długodystansowym, krótkodystansowym, jedzeniu na czas oraz jedzeniu na orientację (trzeba mieć tzw. czuja, żeby bezbłędnie rozeznać czy coś ma w sobie mięso, czy nie).
Choć muszę przyznać, że w tej ostatniej konkurencji mam na koncie sromotną porażkę. Wybrałam się bowiem na kolację z bardzo miłą, starszą panią i niestety miałam pusty żołądek (co pewnie było słychać). Pani była dziarską hrabiną, więc coś dla nas zamówiła i kolacja zaczęła się od Ouzo, co prawie mnie na głodniaka zabiło. A potem na stole wylądowało coś, co autentycznie wyglądało jak kluski śląskie i nawet mi w głowie nie zaświtało, że raczej nie podaje się ich z ryżem i w sosie grzybowym. Pomyślałam, że to miłe, że ona mnie - z Opola - tak regionalnie chce ugościć. Kiedy sos opadł, w kluskach pojawiły się oczy, bo okazały się one być przeidealnie okrągłą odmianą krewetek. A właściwie to już tylko jednej krewetki, bo pozostałe pięć zdążyłam zjeść.
***
Z kuchnią śląską też mam pewną przygodę, bo kiedyś odszukałam starą pożółkłą, śląską książkę kucharską. Po przekartkowaniu jakichś trzech tysięcy stron, gdzie wszystkie przepisy były na mięso z czymśtam albo daleko wykraczały poza moje możliwości kulinarne, odnalazłam przepis na kotlety z kaszy gryczanej i białego sera.
Genialne - pomyślałem! Wegetariańska rzecz w kuchni śląskiej! Prosta do zrobienia na dodatek (przynajmniej za którymś podejściem, no dobra - po spaleniu patelni nauczyłam się, że tego, co na niej jest trzeba niestety pilnować, bo to nie mikrofala).
Niestety, jak opowiadam komuś o tych kotletach, to się okazuje, że nigdy ich nie jadł i nigdy nie słyszał. A mama mojego przyjaciela, która niedzieli bez klusek, rolady i kołacza sobie nie wyobraża, wysłuchała o moim odkryciu, po czym zapytała: "No dobrze, ale do czego to się je?".
***
I tak powoli, acz pokrętnie, dochodzę do puenty: dobra, może i cała Polska nie gotuje, ale cała Polska je! I na pewno mamy tu na Opolszczyźnie coś, co na kolana może rzucić całą Polskę. A tym, którzy twierdzą, że nie ma czegoś takiego jak "kuchnia opolska", mówię: jest - to kuchnia, którą na co dzień i od święta raczą się Opolanie.
W tym sensie z przyjemnością zachęcę Państwa do przesyłania przepisów oraz - tym chętniej - do gotowania na naszych łamach. Przeprowadzimy plebiscyt na najlepsze u nas danie oraz na produkt regionalny. Być może okaże się, że króluje jeszcze rolada śląska, a może zdetronizowały ją już pierogi ruskie, a może rządzi już kebab?
Piszcie, co jecie, jak jecie i dlaczego właśnie to. Zgłaszajcie swoje propozycje. Stworzymy wspólnie Opolską Książkę Kucharską początków XXI wieku.
Od siebie dodam, że już zaczęłam eksperymenty nad wegetariańskimi wersjami opolskich specjałów, a z postępów zamierzam się spowiadać.
PS. Ktokolwiek, komu cokolwiek, kiedykolwiek ugotowałam potrzebuje teraz reanimacji. Pewnie padł ze zdziwienia, że to właśnie ja zabrałam się za ten plebiscyt na opolskich łamach "Gazety". Plus tej sytuacji jest tylko jeden - wszystkie przepisy będą dokładnie objaśnione - "na oko" i "na smak" w ogóle do mnie nie przemawia i zwykle kończy się czyimś nieszczęściem.
Po pierwsze dlatego, że plebiscyt "Gazety" polega na tym, by wybrać danie regionalne i produkt regionalny, a ja jestem "stąd" ledwo od ośmiu lat.
Po drugie dlatego, że oprócz rolady z kluskami śląskimi nie przychodzi mi nic do głowy regionalnego, a muszę przy tym dodać, że od lat piętnastu jem parówki, kotlety, a nawet kaszankę, ale tylko z soi, bo jestem wegetarianką.
A po trzecie dlatego - i to jest główny powód - że jeśli chodzi o gotowanie, to szczytem mojej fantazji kulinarnej jest zupka chińska zalana wrzątkiem. Powiem szczerze: jedyna moja kompetencja, jeżeli chodzi o gotowanie, polega na tym, że uwielbiam jeść. Ba, jestem mistrzynią świata w jedzeniu. Długodystansowym, krótkodystansowym, jedzeniu na czas oraz jedzeniu na orientację (trzeba mieć tzw. czuja, żeby bezbłędnie rozeznać czy coś ma w sobie mięso, czy nie).
Choć muszę przyznać, że w tej ostatniej konkurencji mam na koncie sromotną porażkę. Wybrałam się bowiem na kolację z bardzo miłą, starszą panią i niestety miałam pusty żołądek (co pewnie było słychać). Pani była dziarską hrabiną, więc coś dla nas zamówiła i kolacja zaczęła się od Ouzo, co prawie mnie na głodniaka zabiło. A potem na stole wylądowało coś, co autentycznie wyglądało jak kluski śląskie i nawet mi w głowie nie zaświtało, że raczej nie podaje się ich z ryżem i w sosie grzybowym. Pomyślałam, że to miłe, że ona mnie - z Opola - tak regionalnie chce ugościć. Kiedy sos opadł, w kluskach pojawiły się oczy, bo okazały się one być przeidealnie okrągłą odmianą krewetek. A właściwie to już tylko jednej krewetki, bo pozostałe pięć zdążyłam zjeść.
***
Z kuchnią śląską też mam pewną przygodę, bo kiedyś odszukałam starą pożółkłą, śląską książkę kucharską. Po przekartkowaniu jakichś trzech tysięcy stron, gdzie wszystkie przepisy były na mięso z czymśtam albo daleko wykraczały poza moje możliwości kulinarne, odnalazłam przepis na kotlety z kaszy gryczanej i białego sera.
Genialne - pomyślałem! Wegetariańska rzecz w kuchni śląskiej! Prosta do zrobienia na dodatek (przynajmniej za którymś podejściem, no dobra - po spaleniu patelni nauczyłam się, że tego, co na niej jest trzeba niestety pilnować, bo to nie mikrofala).
Niestety, jak opowiadam komuś o tych kotletach, to się okazuje, że nigdy ich nie jadł i nigdy nie słyszał. A mama mojego przyjaciela, która niedzieli bez klusek, rolady i kołacza sobie nie wyobraża, wysłuchała o moim odkryciu, po czym zapytała: "No dobrze, ale do czego to się je?".
***
I tak powoli, acz pokrętnie, dochodzę do puenty: dobra, może i cała Polska nie gotuje, ale cała Polska je! I na pewno mamy tu na Opolszczyźnie coś, co na kolana może rzucić całą Polskę. A tym, którzy twierdzą, że nie ma czegoś takiego jak "kuchnia opolska", mówię: jest - to kuchnia, którą na co dzień i od święta raczą się Opolanie.
W tym sensie z przyjemnością zachęcę Państwa do przesyłania przepisów oraz - tym chętniej - do gotowania na naszych łamach. Przeprowadzimy plebiscyt na najlepsze u nas danie oraz na produkt regionalny. Być może okaże się, że króluje jeszcze rolada śląska, a może zdetronizowały ją już pierogi ruskie, a może rządzi już kebab?
Piszcie, co jecie, jak jecie i dlaczego właśnie to. Zgłaszajcie swoje propozycje. Stworzymy wspólnie Opolską Książkę Kucharską początków XXI wieku.
Od siebie dodam, że już zaczęłam eksperymenty nad wegetariańskimi wersjami opolskich specjałów, a z postępów zamierzam się spowiadać.
PS. Ktokolwiek, komu cokolwiek, kiedykolwiek ugotowałam potrzebuje teraz reanimacji. Pewnie padł ze zdziwienia, że to właśnie ja zabrałam się za ten plebiscyt na opolskich łamach "Gazety". Plus tej sytuacji jest tylko jeden - wszystkie przepisy będą dokładnie objaśnione - "na oko" i "na smak" w ogóle do mnie nie przemawia i zwykle kończy się czyimś nieszczęściem.
- 19 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów




więcej zdjęć
