Urzędnicy rzucają powodzianom kłody pod nogi?
2010-08-03
, aktualizacja: 03.08.2010 19:18
- Urząd gminy od ponad dwóch tygodni ma dla nas pieniądze na zasiłki do 20 tys. zł, ale robi ogromne problemy przy ich wypłacaniu. Nie dość, że nikt jeszcze tych pieniędzy nie dostał, to wymagania stawiane starającym się o nie są horrendalne - skarżą się mieszkańcy gminy Cisek.
Cisek jest najmocniej poszkodowaną na Opolszczyźnie gminą przez majową powódź. Woda zalała blisko trzy czwarte jej terytorium i wdarła się do prawie tysiąca budynków mieszkalnych. Niedawno w gminie zakończono wypłacanie zasiłków do 6 tys. zł. Otrzymało je 970 rodzin na łączną kwotę 4,26 mln zł (w całym województwie było to 13,7 mln zł).
Po rządową pomoc do 20 tys. zł zgłosiło się 457 rodzin. Wedle danych urzędu wojewódzkiego z poniedziałku do tej pory w Cisku nikomu nie wypłacono takiej kwoty.
- To jest o tyle dziwne, że gmina od ponad dwóch tygodni ma pieniądze na ten cel na swoim koncie. Co więcej, rząd maksymalnie uprościł procedurę wydawania tych pieniędzy, by szybciej mogły trafić do nas, poszkodowanych - mówi Czytelniczka (dane do wiadomości redakcji). - Tymczasem gmina postanowiła, że każdy, kto stara się o takie pieniądze, musi przygotować szczegółowy kosztorys prac remontowych. Profesjonalista potrzebuje na to nieco czasu, a nie każdego stać na jego opłacenie. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie, by ktoś zupełnie na tym się nieznający był w stanie samodzielnie wykonać taki kosztorys. A przecież powinno być tak, że wystarczy przedstawić w gminie faktury! - złości się Czytelniczka. - Czas mija, a dom wciąż mam w opłakanym stanie, tynki nadal śmierdzą i pleśnieją. Za miesiąc dzieci idą do szkoły, a przez opieszałość urzędników i biurokrację ja i moi sąsiedzi nadal tkwimy w martwym punkcie! - grzmi kobieta.
Jej zarzuty odpiera Alojzy Parys, wójt Ciska. - Po pierwsze, od nikogo nie wymagamy szczegółowego kosztorysu. Poprosiliśmy jedynie wnioskujących o zasiłek o przedstawienie szacunkowych wydatków i zakresu prac, które mają do wykonania - mówi wójt. - Po drugie, pracownicy urzędu ciężko pracują przy rozpatrywaniu i weryfikowaniu wniosków. Często zdarza się tak, że ludzie w ostatniej chwili przekwalifikowują szkodę z tej do 20 tys. do przedziału od 20 do 100 tys. zł. A że nasz urząd jest niewielki, to wszelkie prace związane z wypłatami zasiłków zajmują sporo czasu. Po trzecie, dzielimy pieniądze publiczne. Dlatego musimy weryfikować każdą wydaną złotówkę, gdyż w razie błędów to my będziemy rozliczani - tłumaczy Parys. Widzi też inny powód, dla którego jego zdaniem nie ma sensu spieszyć się z wydawaniem pieniędzy. - Większość domów nadal jest zawilgocona. A przecież kładzenie nowych tynków czy podłóg w takich warunkach sprawi, że szybko się one wypaczą i zniszczą. Podobnie jest w wypadku kupowania materiałów budowlanych na zapas. Dlatego lepiej poczekać, dokładnie wszystko osuszyć, a dopiero potem wziąć się do odnawiania domów - przekonuje Parys.
Po rządową pomoc do 20 tys. zł zgłosiło się 457 rodzin. Wedle danych urzędu wojewódzkiego z poniedziałku do tej pory w Cisku nikomu nie wypłacono takiej kwoty.
- To jest o tyle dziwne, że gmina od ponad dwóch tygodni ma pieniądze na ten cel na swoim koncie. Co więcej, rząd maksymalnie uprościł procedurę wydawania tych pieniędzy, by szybciej mogły trafić do nas, poszkodowanych - mówi Czytelniczka (dane do wiadomości redakcji). - Tymczasem gmina postanowiła, że każdy, kto stara się o takie pieniądze, musi przygotować szczegółowy kosztorys prac remontowych. Profesjonalista potrzebuje na to nieco czasu, a nie każdego stać na jego opłacenie. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie, by ktoś zupełnie na tym się nieznający był w stanie samodzielnie wykonać taki kosztorys. A przecież powinno być tak, że wystarczy przedstawić w gminie faktury! - złości się Czytelniczka. - Czas mija, a dom wciąż mam w opłakanym stanie, tynki nadal śmierdzą i pleśnieją. Za miesiąc dzieci idą do szkoły, a przez opieszałość urzędników i biurokrację ja i moi sąsiedzi nadal tkwimy w martwym punkcie! - grzmi kobieta.
Jej zarzuty odpiera Alojzy Parys, wójt Ciska. - Po pierwsze, od nikogo nie wymagamy szczegółowego kosztorysu. Poprosiliśmy jedynie wnioskujących o zasiłek o przedstawienie szacunkowych wydatków i zakresu prac, które mają do wykonania - mówi wójt. - Po drugie, pracownicy urzędu ciężko pracują przy rozpatrywaniu i weryfikowaniu wniosków. Często zdarza się tak, że ludzie w ostatniej chwili przekwalifikowują szkodę z tej do 20 tys. do przedziału od 20 do 100 tys. zł. A że nasz urząd jest niewielki, to wszelkie prace związane z wypłatami zasiłków zajmują sporo czasu. Po trzecie, dzielimy pieniądze publiczne. Dlatego musimy weryfikować każdą wydaną złotówkę, gdyż w razie błędów to my będziemy rozliczani - tłumaczy Parys. Widzi też inny powód, dla którego jego zdaniem nie ma sensu spieszyć się z wydawaniem pieniędzy. - Większość domów nadal jest zawilgocona. A przecież kładzenie nowych tynków czy podłóg w takich warunkach sprawi, że szybko się one wypaczą i zniszczą. Podobnie jest w wypadku kupowania materiałów budowlanych na zapas. Dlatego lepiej poczekać, dokładnie wszystko osuszyć, a dopiero potem wziąć się do odnawiania domów - przekonuje Parys.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień





