Testament, który krzywdzi rodzinę, jest ważny
2010-07-29
, aktualizacja: 29.07.2010 19:54
Testament, który został sporządzony świadomie, nawet jeśli jest niemoralny i godzi w rodzinę, powinien być uznany. Każdy z nas ma prawo do swobodnego decydowania o swoim majątku - uznał Sąd Okręgowy w Opolu.
W ten sposób zakończył się proces apelacyjny dotyczący kontrowersyjnej sprawy spadkowej.
Józef M. przez lata znęcał się fizycznie i psychicznie nad swoją rodziną: żoną i synem. Jego najbliżsi nieraz musieli uciekać z domu w trosce o własne bezpieczeństwo. Według relacji świadków zmarły katował swojego syna, m.in. zamykając go w klatce dla świń. Znęcał się również nad żoną. Zamykał ją na strychu, pozostawiając przez kilka dni bez wody i żywności. Wtedy kobiecie pomagali sąsiedzi, podrzucając jej jedzenie.
Józef M. zmarł na raka dwa lata temu. Przed śmiercią sporządził testament, w którym wszystko, co posiadał - ponad 10-hektarowe gospodarstwo rolne, trzodę oraz maszyny rolnicze - zapisał swojej siostrze, która na stałe mieszka w Niemczech.
Józef M. wiedział, co robi
Żona i syn przekonywali, że testament był sporządzony, gdy mężczyzna był pod wpływem silnych leków uśmierzających ból. Twierdzili też, że testament to efekt manipulacji jego siostry. Sprawa trafiła do sądu, a rodzina Józefa M. domagała się unieważnienia dokumentu.
Sąd I instancji stwierdził, że zmarły wykazywał cechy sadyzmu, a testament był, jak twierdził sąd, "kolejną, tym razem wyjątkowo dotkliwą, szykaną". Mimo to uznał dokument. Opierając się na opinii biegłych i analizie dowodów, stwierdził, że Józef M. miał pełną świadomość tego, co czyni, a sporządzony testament jest wyrazem jego woli.
Pełnomocnicy rodziny zmarłego mec. Sylwia Szymczak i mec. Krzysztof Gaweł odwołali się od wyroku. - Prawo do swobodnego rozporządzania majątkiem nie może oznaczać moralnego bezprawia. To, co zrobił Józef M., godzi w zasadę współżycia społecznego. Nie ma w nim dbałości o dobro założonej przez siebie rodziny i troski o zabezpieczenie bytu najbliższych - przekonywał wczoraj przed ogłoszeniem wyroku mec. Gaweł. Podkreślał, że żona i syn Józefa M. całe życie spędzili i pracowali na rzecz gospodarstwa rolnego, które zmarły zapisał swej siostrze. - Tym samym całkowicie pozbawił swą rodzinę środków do życia - przekonywał.
Mają szanse na dwie trzecie
Sąd okręgowy po krótkiej naradzie zgodził się z orzeczeniem sądu rejonowego. - Być może sąd I instancji nie dość miejsca poświęcił sprawie znęcania się nad rodziną. Nie zmienia to jednak faktu, że wszystkie dowody wskazują na to, iż testament został sporządzony osobiście przez Józefa M. z pełną świadomością czynu i bez wywierania na niego presji. To oznacza, że dokument jest ważny, gdyż każdy z nas ma prawo do swobodnego dysponowania swoim majątkiem. Podważenie tego testamentu doprowadziłoby w konsekwencji do podważenia swobody decydowania przez testatora. - uzasadniał sędzia Adam Cąkała. Sędzia zaznaczył jednak, że w sprawach takich jak ta państwo dba o rodzinę. - Żona i syn zmarłego mogą skorzystać z prawa do zachowku - mówił.
- Rzeczywiście, takie prawo jest i będziemy starali się, by nasi klienci otrzymali finansowe zadośćuczynienie - zapowiadali wczoraj adwokaci. - W przypadku osób trwale niezdolnych do pracy należy się dwie trzecie tego, co otrzymaliby, gdyby majątek był na nich przepisany. Sęk w tym, że jeśli z drugiej strony brak będzie dobrej woli, to sprawa o wyegzekwowanie tej należności może się ciągnąć nawet przez pięć lat. Szanujemy dzisiejszy wyrok sądu, jednak w takim przypadku przypadku jak ten nie można kierować się tylko literą prawa, ale przede wszystkim sercem - dodali.
Józef M. przez lata znęcał się fizycznie i psychicznie nad swoją rodziną: żoną i synem. Jego najbliżsi nieraz musieli uciekać z domu w trosce o własne bezpieczeństwo. Według relacji świadków zmarły katował swojego syna, m.in. zamykając go w klatce dla świń. Znęcał się również nad żoną. Zamykał ją na strychu, pozostawiając przez kilka dni bez wody i żywności. Wtedy kobiecie pomagali sąsiedzi, podrzucając jej jedzenie.
Józef M. zmarł na raka dwa lata temu. Przed śmiercią sporządził testament, w którym wszystko, co posiadał - ponad 10-hektarowe gospodarstwo rolne, trzodę oraz maszyny rolnicze - zapisał swojej siostrze, która na stałe mieszka w Niemczech.
Józef M. wiedział, co robi
Żona i syn przekonywali, że testament był sporządzony, gdy mężczyzna był pod wpływem silnych leków uśmierzających ból. Twierdzili też, że testament to efekt manipulacji jego siostry. Sprawa trafiła do sądu, a rodzina Józefa M. domagała się unieważnienia dokumentu.
Sąd I instancji stwierdził, że zmarły wykazywał cechy sadyzmu, a testament był, jak twierdził sąd, "kolejną, tym razem wyjątkowo dotkliwą, szykaną". Mimo to uznał dokument. Opierając się na opinii biegłych i analizie dowodów, stwierdził, że Józef M. miał pełną świadomość tego, co czyni, a sporządzony testament jest wyrazem jego woli.
Pełnomocnicy rodziny zmarłego mec. Sylwia Szymczak i mec. Krzysztof Gaweł odwołali się od wyroku. - Prawo do swobodnego rozporządzania majątkiem nie może oznaczać moralnego bezprawia. To, co zrobił Józef M., godzi w zasadę współżycia społecznego. Nie ma w nim dbałości o dobro założonej przez siebie rodziny i troski o zabezpieczenie bytu najbliższych - przekonywał wczoraj przed ogłoszeniem wyroku mec. Gaweł. Podkreślał, że żona i syn Józefa M. całe życie spędzili i pracowali na rzecz gospodarstwa rolnego, które zmarły zapisał swej siostrze. - Tym samym całkowicie pozbawił swą rodzinę środków do życia - przekonywał.
Mają szanse na dwie trzecie
Sąd okręgowy po krótkiej naradzie zgodził się z orzeczeniem sądu rejonowego. - Być może sąd I instancji nie dość miejsca poświęcił sprawie znęcania się nad rodziną. Nie zmienia to jednak faktu, że wszystkie dowody wskazują na to, iż testament został sporządzony osobiście przez Józefa M. z pełną świadomością czynu i bez wywierania na niego presji. To oznacza, że dokument jest ważny, gdyż każdy z nas ma prawo do swobodnego dysponowania swoim majątkiem. Podważenie tego testamentu doprowadziłoby w konsekwencji do podważenia swobody decydowania przez testatora. - uzasadniał sędzia Adam Cąkała. Sędzia zaznaczył jednak, że w sprawach takich jak ta państwo dba o rodzinę. - Żona i syn zmarłego mogą skorzystać z prawa do zachowku - mówił.
- Rzeczywiście, takie prawo jest i będziemy starali się, by nasi klienci otrzymali finansowe zadośćuczynienie - zapowiadali wczoraj adwokaci. - W przypadku osób trwale niezdolnych do pracy należy się dwie trzecie tego, co otrzymaliby, gdyby majątek był na nich przepisany. Sęk w tym, że jeśli z drugiej strony brak będzie dobrej woli, to sprawa o wyegzekwowanie tej należności może się ciągnąć nawet przez pięć lat. Szanujemy dzisiejszy wyrok sądu, jednak w takim przypadku przypadku jak ten nie można kierować się tylko literą prawa, ale przede wszystkim sercem - dodali.
- 8 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
-
Ten artykuł jest koszmarny.
georg_l
30.07.10, 09:41
Rodzinie należy się zachowek (osobom powołanym do dziedziczenia ustawowego minimum 50% a w tym konkretnym przypadku możliwe że więcej). Nie jest więc tak że ci ludzie pozostają bez środków »
Najczęściej czytane24 htydzień





