Urbanistka: Opole raczej chaotyczne, niż zaplanowane
2010-07-27
, aktualizacja: 27.07.2010 19:46
Brak długofalowego myślenia, fatalne zagospodarowanie zielenią, zmarnowane zaułki w centrum - Ewa Oglęcka, przewodnicząca Miejskiej Komisji Urbanistycznej, mówi o grzechach urbanistycznych Opola
ZOBACZ TAKŻE
- Dyskusja o zaniedbanych zakątkach Opola (20-08-10, 19:16)
- Skupmy się na zaniedbanych dzielnicach (04-08-10, 18:49)
- Zajączkowska: pl. Sebastiana się marnuje (30-07-10, 22:00)
Dyskusja o przestrzeni miejskiej Opola
Anita Dmitruczuk: Opole kojarzy się Pani z uporządkowaniem czy z chaosem?
Ewa Oglęcka, przewodnicząca Miejskiej Komisji Urbanistycznej: Stara część miasta jest raczej uporządkowana, ale nowe budownictwo jednorodzinne to moim zdaniem zupełny chaos.
Dlaczego?
- Bo po pierwsze - musimy odróżnić dwie rzeczy: uporządkowanie i estetykę. Na to pierwsze, owszem, składa się również to, jak dane miejsce wygląda, ale również i to, jak jest ono zagospodarowane. Czyli jaki jest dojazd, gdzie są przystanki, sklepy, tereny rekreacyjne itd.
Z własnej perspektywy muszę się pożalić, bo mieszkam przy ul. Lawendowej, na osiedlu wyznaczonym w 1989 roku, gdzie do tej pory nie ma drogi. Zimą albo po deszczu można tam samochodem zwyczajnie utknąć.
Tak, niestety, teraz w Opolu się robi; planuje się osiedle, ale nie myśli się o całej reszcie, czyli jak wytyczyć drogi, gdzie zorganizować parkingi, jak urządzić tereny zielone.
Zieleń to chyba kolejne w Opolu zaniedbanie.
- Gdzie jest ta zieleń? Bo przecież nie w centrum, gdzie te drzewa, które są, to są, ale w zasadzie nikt o zieleń nie dba, bo to się nie opłaca. Na nowo budowanych osiedlach też jest to rzecz, na którą nie trzeba wydawać pieniędzy.
Wyspa Bolko? Zielona, owszem, ale czy zagospodarowana? Przecież jedyna kawiarenka, która tam kiedyś była, jest teraz regularnie zamknięta, a sama wyspa, która byłaby idealnym miejscem na rekreację, zbyt wiele pod tym względem nie oferuje. No i mamy jeszcze w Opolu sporo wody. Tyle że tam też nikt nie dba o to, żeby tereny wokół wyrobisk zazielenić, zagospodarować. Żeby była w tym jakaś polityka, plan.
W centrum też nie brakuje zaniedbanych miejsc: Mały Rynek, pl. Sebastiana...
- Tak, to woła o pomstę do nieba. W miastach europejskich, w ich zabytkowych częściach, to podwórka przy kamieniczkach, boczne uliczki są często tymi, która najbardziej warto zobaczyć. U nas jest dokładnie na odwrót. Przecież Mały Rynek, zamiast tętnić życiem, służy za parking, a jego najbardziej rzucającym się w oczy elementem są stojące tam kubły na śmieci.
Gdzieś parkować trzeba, zdają się powiadać nasi włodarze...
- Oczywiście, że trzeba, ale po to są tzw. parkingi strategiczne, które odciążają zabytkowe centra miast od ruchu samochodowego. Popatrzmy na Londyn. Tam opłaty za wjazd do centrum są coraz wyższe, a trakty dla pieszych wyznaczane w coraz atrakcyjniejszy sposób. Myślę, że stopniowe wyłączenie centrum z ruchu samochodów to dobre rozwiązanie również dla Opola. To, w jaki sposób to zrobić, to kwestia do przemyślenia, bo zreorganizowanie ruchu też nie jest proste. Ale przecież nie niemożliwe.
Inne grzechy Opola?
- Brak długofalowego myślenia. Podam najbardziej znany przykład: sytuacja w Rynku. Przecież kardynalnym błędem, którego skutki odczuwamy do tej pory, była sprzedaż lokali w centrum. I zamiast kawiarenek mamy banki, a zamiast tętniącego życiem Rynku konflikty między właścicielami lokali a właścicielami mieszkań. Ratusz niechętnie w to wszystko się wtrąca, bo nie chce ingerować w prawo własności. Zresztą po sprzedaży lokali ma ograniczone pole manewru.
Wrocław też sprzedawał centrum.
- Owszem, ale zrobił to mądrzej, bo miasto sprzedawało całe kamienice, dzięki czemu nie ma konfliktów na linii właściciel kawiarni - właściciel mieszkania nad kawiarnią. U nas za to są i trzeba teraz dbać o to, by ich nie podsycać. I liczyć na to, że staniemy się bardziej mobilni, a mieszkania poza centrum tańsze, żeby była większa łatwość zmiany miejsca zamieszkania.
Ale mleko już się rozlało...
- Trochę tak, ale trzeba się uczyć na błędach. Przecież w dalszym ciągu ratusz sprzedaje, co tylko się da, i czasami są to bardzo małe nieruchomości, których sprzedaż nie ma wielkiego wpływu na budżet. Często sprzedaje się je przed uchwaleniem planu zagospodarowania przestrzennego dla danego terenu i potem trudno jest cokolwiek planować, bo w danym miejscu, gdzie widzielibyśmy np. gastronomię albo rekreację, jest już jakiś właściciel jakiegoś budynku, który zrealizował już tam zupełnie inny pomysł.
Co zrobić z blokowiskami, które po prostu stoją i straszą?
- Rewitalizować. Niestety, często nie ma na to pieniędzy, by zrobić to gruntownie, a nie w stosunku do pojedynczych budynków. Z blokowiskami jest ten problem, że to tereny spółdzielni, a te po prostu nie mają pieniędzy na rewitalizację, na sadzenie drzew, wyznaczanie parków, myślenie o ławeczkach, kawiarenkach itd.
Trzeba też sukcesywnie podnosić standard mieszkania w takich blokach, by po pierwsze - były bardziej nowoczesne, po drugie - by lepiej wyglądały. Sztandarowym dla mnie przykładem błędów popełnionych na samym początku jest pl. Teatralny. Miejsce w centrum miasta, a nie ma po co tam iść, nie ma gdzie się spotkać, poznać sąsiadów. Gdyby ludzie mieli tam po co przychodzić, przychodziliby.
Anita Dmitruczuk: Opole kojarzy się Pani z uporządkowaniem czy z chaosem?
Ewa Oglęcka, przewodnicząca Miejskiej Komisji Urbanistycznej: Stara część miasta jest raczej uporządkowana, ale nowe budownictwo jednorodzinne to moim zdaniem zupełny chaos.
Dlaczego?
- Bo po pierwsze - musimy odróżnić dwie rzeczy: uporządkowanie i estetykę. Na to pierwsze, owszem, składa się również to, jak dane miejsce wygląda, ale również i to, jak jest ono zagospodarowane. Czyli jaki jest dojazd, gdzie są przystanki, sklepy, tereny rekreacyjne itd.
Z własnej perspektywy muszę się pożalić, bo mieszkam przy ul. Lawendowej, na osiedlu wyznaczonym w 1989 roku, gdzie do tej pory nie ma drogi. Zimą albo po deszczu można tam samochodem zwyczajnie utknąć.
Tak, niestety, teraz w Opolu się robi; planuje się osiedle, ale nie myśli się o całej reszcie, czyli jak wytyczyć drogi, gdzie zorganizować parkingi, jak urządzić tereny zielone.
Zieleń to chyba kolejne w Opolu zaniedbanie.
- Gdzie jest ta zieleń? Bo przecież nie w centrum, gdzie te drzewa, które są, to są, ale w zasadzie nikt o zieleń nie dba, bo to się nie opłaca. Na nowo budowanych osiedlach też jest to rzecz, na którą nie trzeba wydawać pieniędzy.
Wyspa Bolko? Zielona, owszem, ale czy zagospodarowana? Przecież jedyna kawiarenka, która tam kiedyś była, jest teraz regularnie zamknięta, a sama wyspa, która byłaby idealnym miejscem na rekreację, zbyt wiele pod tym względem nie oferuje. No i mamy jeszcze w Opolu sporo wody. Tyle że tam też nikt nie dba o to, żeby tereny wokół wyrobisk zazielenić, zagospodarować. Żeby była w tym jakaś polityka, plan.
W centrum też nie brakuje zaniedbanych miejsc: Mały Rynek, pl. Sebastiana...
- Tak, to woła o pomstę do nieba. W miastach europejskich, w ich zabytkowych częściach, to podwórka przy kamieniczkach, boczne uliczki są często tymi, która najbardziej warto zobaczyć. U nas jest dokładnie na odwrót. Przecież Mały Rynek, zamiast tętnić życiem, służy za parking, a jego najbardziej rzucającym się w oczy elementem są stojące tam kubły na śmieci.
Gdzieś parkować trzeba, zdają się powiadać nasi włodarze...
- Oczywiście, że trzeba, ale po to są tzw. parkingi strategiczne, które odciążają zabytkowe centra miast od ruchu samochodowego. Popatrzmy na Londyn. Tam opłaty za wjazd do centrum są coraz wyższe, a trakty dla pieszych wyznaczane w coraz atrakcyjniejszy sposób. Myślę, że stopniowe wyłączenie centrum z ruchu samochodów to dobre rozwiązanie również dla Opola. To, w jaki sposób to zrobić, to kwestia do przemyślenia, bo zreorganizowanie ruchu też nie jest proste. Ale przecież nie niemożliwe.
Inne grzechy Opola?
- Brak długofalowego myślenia. Podam najbardziej znany przykład: sytuacja w Rynku. Przecież kardynalnym błędem, którego skutki odczuwamy do tej pory, była sprzedaż lokali w centrum. I zamiast kawiarenek mamy banki, a zamiast tętniącego życiem Rynku konflikty między właścicielami lokali a właścicielami mieszkań. Ratusz niechętnie w to wszystko się wtrąca, bo nie chce ingerować w prawo własności. Zresztą po sprzedaży lokali ma ograniczone pole manewru.
Wrocław też sprzedawał centrum.
- Owszem, ale zrobił to mądrzej, bo miasto sprzedawało całe kamienice, dzięki czemu nie ma konfliktów na linii właściciel kawiarni - właściciel mieszkania nad kawiarnią. U nas za to są i trzeba teraz dbać o to, by ich nie podsycać. I liczyć na to, że staniemy się bardziej mobilni, a mieszkania poza centrum tańsze, żeby była większa łatwość zmiany miejsca zamieszkania.
Ale mleko już się rozlało...
- Trochę tak, ale trzeba się uczyć na błędach. Przecież w dalszym ciągu ratusz sprzedaje, co tylko się da, i czasami są to bardzo małe nieruchomości, których sprzedaż nie ma wielkiego wpływu na budżet. Często sprzedaje się je przed uchwaleniem planu zagospodarowania przestrzennego dla danego terenu i potem trudno jest cokolwiek planować, bo w danym miejscu, gdzie widzielibyśmy np. gastronomię albo rekreację, jest już jakiś właściciel jakiegoś budynku, który zrealizował już tam zupełnie inny pomysł.
Co zrobić z blokowiskami, które po prostu stoją i straszą?
- Rewitalizować. Niestety, często nie ma na to pieniędzy, by zrobić to gruntownie, a nie w stosunku do pojedynczych budynków. Z blokowiskami jest ten problem, że to tereny spółdzielni, a te po prostu nie mają pieniędzy na rewitalizację, na sadzenie drzew, wyznaczanie parków, myślenie o ławeczkach, kawiarenkach itd.
Trzeba też sukcesywnie podnosić standard mieszkania w takich blokach, by po pierwsze - były bardziej nowoczesne, po drugie - by lepiej wyglądały. Sztandarowym dla mnie przykładem błędów popełnionych na samym początku jest pl. Teatralny. Miejsce w centrum miasta, a nie ma po co tam iść, nie ma gdzie się spotkać, poznać sąsiadów. Gdyby ludzie mieli tam po co przychodzić, przychodziliby.
- 24 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień





