Alarmowe telefony niestety pudłują
2010-07-19
, aktualizacja: 19.07.2010 21:11
Dzwoniąc pod alarmowe numery 112 i 997 z telefonów komórkowych możemy zostać połączeni ze służbami w zupełnie innym mieście. Tak zdarzyło się naszemu Czytelnikowi, który chciał poinformować policję o wypadku w Białej. Zamiast wezwać szybko pomoc, musiał dyskutować z oficerem dyżurnym w Niemodlinie.
ZOBACZ TAKŻE
- NIK krytykuje szefów MSWiA. Wszystkich od 2005 roku (01-09-10, 07:21)
W sobotę wieczorem na obwodnicy Białej kierowca malucha wymusił pierwszeństwo i zderzył się z oplem astrą. Pierwszym kierowcą, który przejeżdżał obok wypadku był nasz Czytelnik. Wybrał więc natychmiast numer alarmowy 112.
- Ale czekałem, czekałem i nic, usłyszałem tylko komunikat, że mam spróbować później. Zadzwoniłem więc pod 997, a tam zgłosiła się policja w Niemodlinie. Dyżurny poinformował mnie, że to nie jego rejon i zawiesił głos. Przyznaję, użyłem wtedy słów nieparlamentarnych, ale byłem zdenerwowany. Wówczas ten dyżurny powiedział mi, że on już zawiadomi odpowiednie służby - opowiada.
Czytelnikowi udało się jeszcze dodzwonić pod 999 na pogotowie, ale przed przyjazdem karetki, pasażer malucha zmarł. - Mówi się, że w takich sytuacjach to sekundy decydują o życiu. Więc skoro tak, to te telefony powinny przecież perfekcyjnie działać - nie kryje emocji Czytelnik.
Kontaktujemy się z policją w Niemodlinie. Dyżurny sprawdza połączenie. Rzeczywiście Czytelnik dzwonił, rzeczywiście zgłaszał, rzeczywiście dyżurny po zakończeniu tej rozmowy przekazał wszystko policji w Prudniku. Tylko - jak się okazuje - w międzyczasie już komuś innemu udało się już z nią połączyć.
Paweł Krach, wiceprezes do spraw medycznych Prudnickiego Centrum Medycznego: - Pierwsze minuty są zawsze bardzo ważne, bo można w ciągu nich zrobić mnóstwo rzeczy, które mogą uratować pacjenta. Jak było w tym wypadku, po prostu nie wiem, bo nie byłem na miejscu zdarzenia - mówi. - Kiedyś telefony alarmowe 999, 998 i 997 wyjdą z użycia i funkcjonować już będzie tylko 112. Teraz mamy okres transformacji, również dla operatorów. Jeden numer telefonu jest o tyle kluczowy, że często np. w wypadkach drogowych potrzebna jest pomoc nie tylko pogotowia, ale również policji, czy straży pożarnej - dodaje.
Tyle że czasami i 112 i 997 nie działa prawidłowo, a historia naszego Czytelnika wyjątkiem nie jest.
- Często nam się zdarza odbierać telefony o zdarzeniach z okolic Prószkowa, Opola, czy właśnie Prudnika. Sam nie wiem, dlaczego akurat stamtąd. Przyjmujemy wtedy zgłoszenie i przekazujemy właściwej jednostce - przyznaje Tadeusz Skokun, dyżurny policji w Niemodlinie.
Zresztą nie tylko do Niemodlina można się dodzwonić chcąc się połączyć z prudnicką policją. Katarzyna Szarblewska, zastępująca wczoraj rzecznika prasowego tamtejszej policji opowiada, że sama chciała kiedyś jadąc do pracy zgłosić zdarzenie drogowe. Zadzwoniła pod 112 i została połączona z dyżurnym policji...w Głubczycach.
Co więcej, dzwoniąc pod numer 112 z telefonu komórkowego zostaniemy połączeni z policją, a dzwoniąc pod ten sam numer z telefonu stacjonarnego usłyszymy po drugiej stronie strażaka.
To ma się zmienić wówczas, kiedy zostaną utworzone centra powiadamiania ratunkowego z prawdziwego zdarzenia - prawdopodobnie w przyszłym roku.
Zgłoszenia z numeru alarmowego byłyby kierowane nie do dyżurnego policji, czy straży pożarnej, a dyspozytora centrum, któremu podlegałby dany teren. On kierowałby na miejsce zdarzenia wszystkie potrzebne służby.
- Na funkcjonowanie samego numeru 112 i 997 nie mamy jednak żadnego wpływu. Jeśli zdarza się taka sytuacja, że jakiś dyżurny odbiera telefon z zupełnie innego rejonu od razu to zgłaszamy operatorowi. Bo takie przypadki, to wynik awarii przekaźnika, często złej pogody - mówi nam Maciej Milewski, rzecznik policji w województwie.
- Ale czekałem, czekałem i nic, usłyszałem tylko komunikat, że mam spróbować później. Zadzwoniłem więc pod 997, a tam zgłosiła się policja w Niemodlinie. Dyżurny poinformował mnie, że to nie jego rejon i zawiesił głos. Przyznaję, użyłem wtedy słów nieparlamentarnych, ale byłem zdenerwowany. Wówczas ten dyżurny powiedział mi, że on już zawiadomi odpowiednie służby - opowiada.
Czytelnikowi udało się jeszcze dodzwonić pod 999 na pogotowie, ale przed przyjazdem karetki, pasażer malucha zmarł. - Mówi się, że w takich sytuacjach to sekundy decydują o życiu. Więc skoro tak, to te telefony powinny przecież perfekcyjnie działać - nie kryje emocji Czytelnik.
Kontaktujemy się z policją w Niemodlinie. Dyżurny sprawdza połączenie. Rzeczywiście Czytelnik dzwonił, rzeczywiście zgłaszał, rzeczywiście dyżurny po zakończeniu tej rozmowy przekazał wszystko policji w Prudniku. Tylko - jak się okazuje - w międzyczasie już komuś innemu udało się już z nią połączyć.
Paweł Krach, wiceprezes do spraw medycznych Prudnickiego Centrum Medycznego: - Pierwsze minuty są zawsze bardzo ważne, bo można w ciągu nich zrobić mnóstwo rzeczy, które mogą uratować pacjenta. Jak było w tym wypadku, po prostu nie wiem, bo nie byłem na miejscu zdarzenia - mówi. - Kiedyś telefony alarmowe 999, 998 i 997 wyjdą z użycia i funkcjonować już będzie tylko 112. Teraz mamy okres transformacji, również dla operatorów. Jeden numer telefonu jest o tyle kluczowy, że często np. w wypadkach drogowych potrzebna jest pomoc nie tylko pogotowia, ale również policji, czy straży pożarnej - dodaje.
Tyle że czasami i 112 i 997 nie działa prawidłowo, a historia naszego Czytelnika wyjątkiem nie jest.
- Często nam się zdarza odbierać telefony o zdarzeniach z okolic Prószkowa, Opola, czy właśnie Prudnika. Sam nie wiem, dlaczego akurat stamtąd. Przyjmujemy wtedy zgłoszenie i przekazujemy właściwej jednostce - przyznaje Tadeusz Skokun, dyżurny policji w Niemodlinie.
Zresztą nie tylko do Niemodlina można się dodzwonić chcąc się połączyć z prudnicką policją. Katarzyna Szarblewska, zastępująca wczoraj rzecznika prasowego tamtejszej policji opowiada, że sama chciała kiedyś jadąc do pracy zgłosić zdarzenie drogowe. Zadzwoniła pod 112 i została połączona z dyżurnym policji...w Głubczycach.
Co więcej, dzwoniąc pod numer 112 z telefonu komórkowego zostaniemy połączeni z policją, a dzwoniąc pod ten sam numer z telefonu stacjonarnego usłyszymy po drugiej stronie strażaka.
To ma się zmienić wówczas, kiedy zostaną utworzone centra powiadamiania ratunkowego z prawdziwego zdarzenia - prawdopodobnie w przyszłym roku.
Zgłoszenia z numeru alarmowego byłyby kierowane nie do dyżurnego policji, czy straży pożarnej, a dyspozytora centrum, któremu podlegałby dany teren. On kierowałby na miejsce zdarzenia wszystkie potrzebne służby.
- Na funkcjonowanie samego numeru 112 i 997 nie mamy jednak żadnego wpływu. Jeśli zdarza się taka sytuacja, że jakiś dyżurny odbiera telefon z zupełnie innego rejonu od razu to zgłaszamy operatorowi. Bo takie przypadki, to wynik awarii przekaźnika, często złej pogody - mówi nam Maciej Milewski, rzecznik policji w województwie.
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień





