Platforma w Opolu nie podpadła
2010-06-21
, aktualizacja: 21.06.2010 20:40
Niemcy nie chcą Jarosława Kaczyńskiego z powodu jego antyniemieckiej retoryki. To właśnie poparcie Mniejszości Niemieckiej zdecydowało o świetnym wyniku Bronisława Komorowskiego na Opolszczyźnie - uważa socjolog dr Danuta Berlińska
ZOBACZ TAKŻE
- Błękitny poranek PO pod ogrodem zoologicznym (27-06-10, 17:49)
- Komorowski nie przyjedzie do Opola (23-06-10, 19:13)
- Komorowski wygrał w cuglach (21-06-10, 23:00)
- Mniejszość kibicuje Komorowskiemu (21-06-10, 22:00)
- SLD: Trzeba się teraz nami liczyć (21-06-10, 20:06)
- Jak głosowali Twoi sąsiedzi, Twoja ulica, Twoja dzielnica - we wtorek w "Gazecie Wyborczej" pełny wykaz wyników ze wszystkich komisji obwodowych w Opolu. (21-06-10, 19:22)
Beata Łabutin: W wielu miejscach w naszym województwie Komorowski zebrał ponad 60 proc. głosów. To dużo.
Dr Danuta Berlińska, socjolog z Uniwersytetu Opolskiego: Dobry wynik Komorowskiego i kiepski Kaczyńskiego na Opolszczyźnie zawdzięczamy preferencjom wyborczym Mniejszości Niemieckiej. W gminach przez nią zamieszkałych wyniki pierwszej tury były jednoznaczne.
Na przykład w Strzeleczkach Komorowski zdobył 67 proc. głosów, w Walcach - 66,3 proc., w Murowie - 68 proc., w Gogolinie - 64 proc. A w gminie Niemodlin - bez mniejszości - dla porównania 47 proc. Kaczyński w gminach mniejszościowych dostał od 13 do 20 procent.
To się daje łatwo wytłumaczyć. Kaczyński nie może być popularny w gminach mniejszościowych, bo tamtejsi wyborcy pamiętają jego antyniemiecką retorykę - słowa o wystąpieniu o reparacje wojenne, których Niemcy Polsce nie zapłaciły - pamiętają generalnie przywoływanie doświadczeń Polaków podczas drugiej wojny światowej. To wszystko stanowi duży dyskomfort dla Mniejszości Niemieckiej. Trudno więc, by jej członkowie głosowali na głosiciela tych poglądów.
Gdy natomiast popatrzmy na gminy, powiaty, gdzie mieszkają przede wszystkim Polacy, przewaga Komorowskiego już nie jest taka oczywista, choć nadal wyraźna. Np. w powiecie brzeskim Komorowski uzyskał 41,6 proc., a Kaczyński - 35.
A Opole? Skąd w Opolu tak wysoki wynik Komorowskiego? Co się stało?
- Nic się nie stało. To znaczy, owszem, stało się 10 lat temu, kiedy lewica w Opolu została skompromitowana przez swoich przywódców uwikłanych w różne afery i układy. I jak widać, straciła poparcie trwale, bo choć wynik Napieralskiego w Opolu jest podobny jak średni w kraju, to jednak - pamiętając, że Opole jest miastem, w którym lewica rządziła przez dwie kadencje - musi być uznawany za słaby. Świadczy o tym, że lewica nie jest w stanie odbudować tutaj dawnej swojej pozycji. Wyborcy, którzy głosowali na SLD, przenieśli swoje sympatie na Platformę. I tak już zostało.
Ale przecież dość powszechne jest w mieście narzekanie na "hamulcowego" prezydenta z Platformy...
- Moim zdaniem krytyka prezydenta nie przekłada się generalnie na zachowania wyborcze. Bo część elektoratu nie jest do niego krytycznie nastawiona. Powiem tak: dziś pomstują kierowcy, bo miasto jest zakorkowane. Ci, co nie jeżdżą, nie narzekają. Jutro Zembaczyńskiego krytykować będzie inna grupa.
Czyli krytykują pewne kręgi opolan w zależności od tego, co dzieje się w mieście?
- Można to tak widzieć. Nie ma generalnego, powszechnego niezadowolenia. W Opolu rządzonym przez prezydenta Zembaczyńskiego nie stało się nic takiego, co mogłoby zdecydowanie zdyskredytować nasze obecne władze. Nie było niczego tak spektakularnego, jak wydarzenia, które miały miejsce za rządów SLD. Jak choćby afera Dobre Domy; ona uderzyła bardzo boleśnie w wiele osób. A cała rzesza innych się z nimi identyfikowała, myśląc: "ja też mógłbym się znaleźć w takiej sytuacji". Za rządów Platformy w mieście nie było kompromitujących decyzji.
Ale nie było też fajerwerków, gdy chodzi o rozwój miasta - uważa wielu.
- No, owszem, istnieje pewien niedosyt wśród mieszkańców Opola, którzy chcieliby bardziej dynamicznego rozwoju miasta. Ale wpadki też nie było.
Czyli co najwyżej Platformie w Opolu można zarzucić grzech zaniechania?
- Tak. I pamiętajmy, że grzech zaniechania jeszcze nikomu nie zaszkodził.
To samo zresztą możemy powiedzieć o PO rządzącej w kraju. Co prawda żadnej ze swoich zapowiadanych reform nie przeprowadziła, ale nie popełniła też jakiegoś kardynalnego błędu. Jeśli się niczego nie zmienia, to nie narusza się układów interesu i sił, i generalnie się nie szkodzi. Nie naraża się społeczeństwu czy określonym grupom wyborców. A to pozwala zachować popularność.
Klasyczny przykład takiej sytuacji mamy w Opolu.
- Tak jest.
A co w takim razie z drugą turą? W Opolu Napieralski dostał 14 proc. poparcia. Kto weźmie jego głosy?
- Nie wierzę w mechaniczne przenoszenie głosów z kandydata na kandydata. Musimy pamiętać, że Napieralski nie miał zbyt dużego odsetka swojego twardego elektoratu, tkwiącego korzeniami jeszcze w PRL-u. Na niego głosowali ludzie młodzi i w średnim wieku. Nie da się przewidzieć, czy taki elektorat zagłosuje posłusznie na kandydata, którego wskaże Napieralski. Nie musi posłuchać.
Młodzi wyborcy Napieralskiego staną przed trudnym dylematem.
- Bardzo trudnym. Tym bardziej że kampania Komorowskiego jest mało dynamiczna, wręcz nudna. On sam jawi się jako osoba pozbawiona cech przywódczych, charyzmy. Te lapsusy, wpadki... To sprawia, że nie przyciągnie młodego elektoratu.
Tak więc twardy elektorat lewicy nie pójdzie do wyborów. Reszta mimo wszystko zagłosuje na Komorowskiego - głównie z powodu popularności Platformy w Opolu. Ale i zgodnie z mechanizmem: zagłosuję na tego, kto ma szanse, żeby mój głos się nie zmarnował.
Jednak powtarzam: zachowania wyborców są nieprzewidywalne. Dużo będzie zależało od kampanii, a także od sondaży, bo one w jakiś sposób jednak kreują elektorat.
Jak to?
- Bo sondaże bywają nietrafione. Choćby te telefoniczne. Coraz mniej jest telefonów stacjonarnych; dzwoniąc na taki, ankieter wiedział, że respondent jest w domu, po pracy, że może mu poświęcić chwilę i odpowiedzieć na pytania. Dzwoniąc na komórkę, często natomiast spotyka się z sytuacją, że rozmówca po prostu nie może w danej chwili odpowiadać na pytania i albo odmawia, albo kłamie lub zbywa pytającego. To tylko jeden z mechanizmów, który sprawia, że próba brana do sondażu może nie być reprezentatywna. Jednak elektorat wciąż zwraca uwagę na sondaże i wpisuje się w mechanizm "niemarnowania" głosu.
Jeżeli Kaczyński wytrwa w swoim postanowieniu prowadzenia kampanii zorientowanej na dialog i porozumienie, a Platforma podejmie kampanię agresywną, o jakiej już słychać, to może mieć spory kłopot. Może nastąpić efekt odwrotny od oczekiwanego - część wyborców połączy się w bólu z atakowanym Kaczyńskim. Żeby wygrać, Komorowski musi naprawdę poważnie i mądrze zawalczyć.
Na Opolszczyźnie frekwencja była najniższa w kraju. Dlaczego?
- To ma związek z procesami migracyjnymi, z wyjazdami za pracą. Wciąż - mimo prób wyczyszczenia kartotek - mamy tu mnóstwo martwych dusz, obecnych na listach wyborczych, a nieobecnych fizycznie. Do tego można teraz wyjechać bez konieczności wymeldowania się. To wszystko obniża u nas frekwencję o mniej więcej osiem procent. Nie jesteśmy jakimiś specjalnymi leniami, po prostu nasz region jest tradycyjnie regionem migracji.
- Nie wierzę w mechaniczne przenoszenie głosów z kandydata na kandydata. Musimy pamiętać, że Napieralski nie miał zbyt dużego odsetka swojego twardego elektoratu, tkwiącego korzeniami jeszcze w PRL-u. Na niego głosowali ludzie młodzi i w średnim wieku. Nie da się przewidzieć, czy taki elektorat zagłosuje posłusznie na kandydata, którego wskaże Napieralski. Nie musi posłuchać.
Młodzi wyborcy Napieralskiego staną przed trudnym dylematem.
- Bardzo trudnym. Tym bardziej że kampania Komorowskiego jest mało dynamiczna, wręcz nudna. On sam jawi się jako osoba pozbawiona cech przywódczych, charyzmy. Te lapsusy, wpadki... To sprawia, że nie przyciągnie młodego elektoratu.
Tak więc twardy elektorat lewicy nie pójdzie do wyborów. Reszta mimo wszystko zagłosuje na Komorowskiego - głównie z powodu popularności Platformy w Opolu. Ale i zgodnie z mechanizmem: zagłosuję na tego, kto ma szanse, żeby mój głos się nie zmarnował.
Jednak powtarzam: zachowania wyborców są nieprzewidywalne. Dużo będzie zależało od kampanii, a także od sondaży, bo one w jakiś sposób jednak kreują elektorat.
Jak to?
- Bo sondaże bywają nietrafione. Choćby te telefoniczne. Coraz mniej jest telefonów stacjonarnych; dzwoniąc na taki, ankieter wiedział, że respondent jest w domu, po pracy, że może mu poświęcić chwilę i odpowiedzieć na pytania. Dzwoniąc na komórkę, często natomiast spotyka się z sytuacją, że rozmówca po prostu nie może w danej chwili odpowiadać na pytania i albo odmawia, albo kłamie lub zbywa pytającego. To tylko jeden z mechanizmów, który sprawia, że próba brana do sondażu może nie być reprezentatywna. Jednak elektorat wciąż zwraca uwagę na sondaże i wpisuje się w mechanizm "niemarnowania" głosu.
Jeżeli Kaczyński wytrwa w swoim postanowieniu prowadzenia kampanii zorientowanej na dialog i porozumienie, a Platforma podejmie kampanię agresywną, o jakiej już słychać, to może mieć spory kłopot. Może nastąpić efekt odwrotny od oczekiwanego - część wyborców połączy się w bólu z atakowanym Kaczyńskim. Żeby wygrać, Komorowski musi naprawdę poważnie i mądrze zawalczyć.
Na Opolszczyźnie frekwencja była najniższa w kraju. Dlaczego?
- To ma związek z procesami migracyjnymi, z wyjazdami za pracą. Wciąż - mimo prób wyczyszczenia kartotek - mamy tu mnóstwo martwych dusz, obecnych na listach wyborczych, a nieobecnych fizycznie. Do tego można teraz wyjechać bez konieczności wymeldowania się. To wszystko obniża u nas frekwencję o mniej więcej osiem procent. Nie jesteśmy jakimiś specjalnymi leniami, po prostu nasz region jest tradycyjnie regionem migracji.
- 11 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Platforma w Opolu nie podpadła
mamatylda2
22.06.10, 10:18
Czy nikt nie bierze pod uwagę takiej przyczyny, ze Opolanie odróżniają prezydenta miasta od prezydenta państwa i chociaz ten pierwszy rzeczywiście nie spełnia oczekiwań jako menedżer, to ten»
-
Platforma w Opolu nie podpadła
svatopluk
22.06.10, 11:39
jezeli zarzadca miasta jest osoba ktory wczesniej piastowala tylko posady urzednicze i nie musiala w tej roli zadnych ryzykownych decyzji podejmowac to nie ma sie co dziwic ze w miescie »
Najczęściej czytane24 htydzień





