Wciąż nie wiadomo, co było przyczyną śmierci dra Ratajczaka

żbik, usz
2010-06-17 , aktualizacja: 17.06.2010 14:37
A A A Drukuj
Mimo sekcji, wciąż nie wiadomo, dlaczego Dariusz Ratajczak nie żyje. Na ciele denata nie znaleziono obrażeń zewnętrznych.
Dr Dariusz Ratajczak
Fot. Rafał Mielnik / AG
Dr Dariusz Ratajczak
- Dziś [czwartek - red.] przeprowadzona została sekcja zwłok, która wykazała, że na ciele denata nie ma śladów po obrażeniach zewnętrznych - mówi Lidia Sieradzka, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu zaznaczając, że wciąż nie jest znana przyczyna śmierci dra Ratajczaka. - Potrzeba więcej czasu, by móc to ustalić. Sekcja jest pierwszym etapem - wyjaśnia.

Przypomnijmy, że w ostatni piątek w samochodzie zaparkowanym na parkingu przy Centrum Handlowym "Karolinka" znaleziono zwłoki mężczyzny. Ponieważ były w zaawansowanym stadium rozkładu, identyfikacja ciała była bardzo trudna. W "Gazecie" przedstawiliśmy wersję policji. Podejrzewano, że mężczyzna to Dariusz Ratajczak, były pracownik Uniwersytetu Opolskiego. Wskazywały na to dokumenty znalezione w samochodzie. Policja miała też informacje, że właśnie tym samochodem porusza się były naukowiec UO.

W środę ciało dra Ratajczaka zidentyfikowała jego rodzina. - Mamy więc 100 procent pewności co do tożsamości denata. Nie potrzebne więc będą badania genetyczne - mówi Sieradzka.

Wciąż jednak nie wiadomo, w jakich okolicznościach doszło do śmierci. Bez wątpienia zwłoki musiały leżeć w samochodzie kilka dni, na to wskazuje ich stan. Jak długo - sprawdza policja. - Samochód na pewno widziany był na tym parkingu wiele razy. Wjeżdżał i wyjeżdżał od kilku dni. Dlatego możliwe, że nie zwracał uwagi ochrony Karolinki - mówi nam nieoficjalnie jeden z policjantów.

Teraz śledczy badają nagrania z monitoringu w centrum handlowym. - To powinno wyjaśnić, kiedy po raz ostatni auto wyjeżdżało z parkingu i jak długo tam stało. To jednak dziesiątki godzin nagrań do przeglądnięcia - tłumaczą policjanci. Nie wykluczają, że mężczyzna od pewnego czasu mieszkał w tym aucie.

Dariusz Ratajczak przez 11 lat był pracownikiem UO. W 2000 roku komisja dyscyplinarna UO postanowiła zwolnić go dyscyplinarnie z pracy z zakazem powrotu do zawodu nauczyciela przez trzy lata za publikację "Tematy niebezpieczne". Poddawał w niej w wątpliwość zabijanie ludzi w komorach gazowych w Oświęcimiu.

W czerwcu 2002 roku sąd prawomocnie uznał go za winnego tzw. kłamstwa oświęcimskiego, jednak ze względu na niską szkodliwość społeczną czynu postępowanie przeciw niemu umorzył. Od tamtej pory Ratajczak miał problemy ze znalezieniem pracy. Pracował za granicą i jako ochroniarz. Znajomi Ratajczaka mówili, że wybierał się ponownie za granicę.

Podziel się

  • 27 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Jesteśmy na Facebooku