Długo będą wracać do normalnego życia
2010-05-30
, aktualizacja: 30.05.2010 18:57
Akcja "Gazety". W Cisku woda wdarła się do ponad tysiąca domów. Niemal wszyscy zalani mówią, że powrót do normalnego życia zajmie im kilka miesięcy.
ZOBACZ TAKŻE
- Agnieszka Geller: przeżyłam powódź w 1997, teraz miałam łatwiej (04-06-10, 18:54)
- Powodzianie w Cisku czekają na konkrety (01-06-10, 22:00)
- Pomóżmy Ciskowi (26-05-10, 22:01)
Norbert Lacheta prowadził szkółkę drzew i krzewów ozdobnych. Woda zalała mu do połowy parter domu i, oczywiście, szkółkę.
- Tylko część roślin udało mi się wynieść na drugie piętro domu albo postawić na dachu garażu. Większość została w ogrodzie i te na pewno padną. A odtworzenie takiej hodowli zajmuje lata. Nie mogłem jednak troszczyć się o rośliny, bo musiałem pomóc ojcu zabezpieczyć meble i zorganizować nam życie na drugim piętrze domu - mówi.
Po potopie z 1997 roku nauczył się bronić się przed powodzią. - Trzymam w domu części rusztowania i gdy teraz szła fala, złożyłem je i tam umieściłem część sprzętów - opowiada.
Cała kuchnia jest jednak do wymiany. Trzeba tam będzie też wymienić podłogę i skuć tynki, podobnie jak w pokojach. A meble, te które woda zalała, nadają się już tylko do wyrzucenia.
- Na razie nie możemy sobie jednak na to pozwolić, bo za co kupimy nowe? Poza tym ja wiem, że te meble są już do niczego. Ale jak to powiedzieć ojcu? On nie chce się pogodzić z tym, że zostały stracone - dodaje.
Pan Antoni, ojciec Norberta Lachety, kiwa głową w zamyśleniu: - Jakby tak spróbować ogrzać te meble, a potem wywietrzyć? Może się uda. Pracowaliśmy na to całe życie, nie możemy tak łatwo ich wyrzucić - podkreśla. Powódź zabrała też prawie wszystko Irenie Sawickiej, siostrze pana Norberta, która mieszka w innej części wsi. Zalany miała cały parter, ale szczęśliwie podłogi ma wyłożone kaflami.
- I mam nadzieję, że nie będę musiała ich skuwać, choć to dopiero okaże się za kilka miesięcy. Za to zalaną miałam piwnicę, w której stoi piec opalany olejem. Woda wszystko wypłukała i ten olej jest teraz wszędzie. Codziennie coś czyszczę, sprzątam. Jednak powrót do normalności zajmie nam kilka miesięcy, bo najpierw dom musi dobrze wyschnąć, by potem móc go odnawiać. Jak się to zrobi za wcześnie, to potem wyjdą plamy i wilgoć. Wiem, bo mam doświadczenia sprzed 13 lat - zaznacza.
Do tego czasu pani Irena będzie pomieszkiwać z córką, która jest po operacji, na stryszku. - Tam mamy kanapę i trochę ubrań - podsumowuje.
- Tylko część roślin udało mi się wynieść na drugie piętro domu albo postawić na dachu garażu. Większość została w ogrodzie i te na pewno padną. A odtworzenie takiej hodowli zajmuje lata. Nie mogłem jednak troszczyć się o rośliny, bo musiałem pomóc ojcu zabezpieczyć meble i zorganizować nam życie na drugim piętrze domu - mówi.
Po potopie z 1997 roku nauczył się bronić się przed powodzią. - Trzymam w domu części rusztowania i gdy teraz szła fala, złożyłem je i tam umieściłem część sprzętów - opowiada.
Cała kuchnia jest jednak do wymiany. Trzeba tam będzie też wymienić podłogę i skuć tynki, podobnie jak w pokojach. A meble, te które woda zalała, nadają się już tylko do wyrzucenia.
- Na razie nie możemy sobie jednak na to pozwolić, bo za co kupimy nowe? Poza tym ja wiem, że te meble są już do niczego. Ale jak to powiedzieć ojcu? On nie chce się pogodzić z tym, że zostały stracone - dodaje.
Pan Antoni, ojciec Norberta Lachety, kiwa głową w zamyśleniu: - Jakby tak spróbować ogrzać te meble, a potem wywietrzyć? Może się uda. Pracowaliśmy na to całe życie, nie możemy tak łatwo ich wyrzucić - podkreśla. Powódź zabrała też prawie wszystko Irenie Sawickiej, siostrze pana Norberta, która mieszka w innej części wsi. Zalany miała cały parter, ale szczęśliwie podłogi ma wyłożone kaflami.
- I mam nadzieję, że nie będę musiała ich skuwać, choć to dopiero okaże się za kilka miesięcy. Za to zalaną miałam piwnicę, w której stoi piec opalany olejem. Woda wszystko wypłukała i ten olej jest teraz wszędzie. Codziennie coś czyszczę, sprzątam. Jednak powrót do normalności zajmie nam kilka miesięcy, bo najpierw dom musi dobrze wyschnąć, by potem móc go odnawiać. Jak się to zrobi za wcześnie, to potem wyjdą plamy i wilgoć. Wiem, bo mam doświadczenia sprzed 13 lat - zaznacza.
Do tego czasu pani Irena będzie pomieszkiwać z córką, która jest po operacji, na stryszku. - Tam mamy kanapę i trochę ubrań - podsumowuje.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów





