Tragedia w "Szansie"

Współpraca usz, ł, żbik
2010-05-05 , aktualizacja: 05.05.2010 20:58
A A A Drukuj
Dziewięcioletnia Gabrysia zmarła, a pięcioletni Mateuszek był w środę wieczorem w stanie krytycznym po tym, jak matka podała im leki psychotropowe. Mówiła, że jest u kresu wytrzymałości. Uciekła od bijącego ją partnera, leczyła się
Tragedia w Szansie wstrząsnęła w maju Opolem
Fot. Mario/ratownictwo.opole.pl
Tragedia w Szansie wstrząsnęła w maju Opolem


We wtorek późnym wieczorem 18-letni Rafał znalazł nieprzytomne swoje rodzeństwo. Musiał wyważać drzwi do pokoju w Ośrodku Readaptacji Społecznej "Szansa" w Opolu, gdzie mieszkali wspólnie z matką.

Dziewczynki mimo reanimacji nie udało się uratować, chłopak jest w stanie krytycznym. 43-letnią Teresę B. zatrzymano jeszcze we wtorek późnym wieczorem. - Mówiła, że nie miała już sił, że nie radziła sobie z problemami i że dlatego podała dzieciom leki - powiedzieli nam policjanci, prosząc o niepodawanie ich nazwisk.

Podobnie mówią świadkowie zatrzymania kobiety w Szansie. - Powiedziała, że wszystko to jej wina - opowiadają nam.

Teresie B. postawiony zostanie zarzut zabójstwa, a jeżeli synek nie przeżyje - podwójnego.

W środę wieczorem stan Mateuszka lekarze z WCM określali jako krytycznie ciężki. - Szanse na jego uratowanie są bardzo nikłe - oceniał dr Wojciech Walas, ordynator oddziału intensywnej terapii dzieci. - Na miejscu reanimacja trwała ponad 40 minut; dopiero po tym czasie udało się przywrócić akcję jego serca - dodał.

Czy matka zostanie oskarżona o morderstwo, zależy od oceny biegłych, którzy mają stwierdzić, czy może odpowiadać za swoje czyny. - Miała problemy psychiczne, leczyła się farmakologicznie. To właśnie swoje leki podała dzieciom - powiedzieli nam policjanci.

Teresa B. znajdowała się w środę pod obserwacją lekarzy w szpitalu psychiatrycznym przy ul. Wodociągowej w Opolu. - Kobieta jest w szoku. Czekamy, by ją przesłuchać. Prawdopodobnie dopiero w czwartek będzie to możliwe - powiedziała Lidia Sieradzka, rzeczniczka prokuratury okręgowej.

Teresa w Szansie mieszkała od ponad trzech lat. Inni mieszkańcy mówią, że była dobrą matką, która kochała swoje dzieci i która służyła innym dobrą radą, choć tyle wcześniej wycierpiała bita przez konkubenta (jest w więzieniu w Nysie). - Chodziłam się jej wyżalić, wielu z nas mówiło, że chciałoby mieć taką matkę - wyznaje Joanna, a wtóruje jej Grzegorz Mastalerz.

Ale od jakiegoś czasu widać było, że Teresa nie radzi sobie z problemami braku pracy i mieszkania, a przede wszystkim mówi o swym strachu przed zabraniem jej dzieci. Zdaniem niektórych była to jej obsesja od jakiegoś czasu.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Jesteśmy na Facebooku